W Szczecinie miała paść deklaracja, na którą czeka część rynku. Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun zapowiadał ogłoszenie definicji local content – pojęcia, które ma wyznaczyć zasady udziału krajowych firm w projektach wartych setki miliardów złotych. Do ogłoszenia jednak nie dojdzie. Decyzja została przesunięta, a nowego terminu brak.

Polityczna zapowiedź i administracyjna praca
Idea local content wpisuje się w zapowiedzianą przez premiera Donalda Tuska repolonizację gospodarki. W praktyce chodzi o zwiększenie udziału polskiego biznesu w inwestycjach realizowanych przez spółki Skarbu Państwa. W Ministerstwie Aktywów Państwowych powołano specjalny zespół, który przez kilka miesięcy pracował nad przełożeniem hasła na konkretne reguły.
Definicję przyjęto kilka dni temu. W jej tworzeniu uczestniczyli urzędnicy, przedstawiciele biznesu, Urząd Zamówień Publicznych oraz GUS. To dokument, który ma rozstrzygać, czym w praktyce jest „krajowy komponent” w przetargach finansowanych z publicznych pieniędzy. Mimo gotowości materiału resort wstrzymał publikację. Z nieoficjalnych informacji wynika, że komunikat ma przedstawić sam premier.
Biznes czeka, spółki już działają
Dla przedsiębiorców sprawa ma wymiar czysto ekonomiczny. W grę wchodzą projekty energetyczne, obronne i infrastrukturalne – od elektrowni jądrowej, przez morskie farmy wiatrowe, po modernizację sieci i lotnisk. Badania opinii pokazują silne społeczne poparcie dla kierowania środków publicznych do firm działających i płacących podatki w Polsce.
Część spółek Skarbu Państwa już dziś deklaruje wysoki udział local content. Orlen zapowiada inwestycje rzędu 380 mld zł do 2035 r., a przy projektach offshore mówi o kilkudziesięcioprocentowym udziale krajowych dostawców. Polskie Elektrownie Jądrowe wskazują ambitny cel około 40 proc. przy budowie reaktora. Banki z udziałem państwa tworzą konsorcja finansujące strategiczne inwestycje.
Równolegle rząd musi zmierzyć się z unijnymi zasadami konkurencji. Zbyt szerokie uprzywilejowanie jednego rynku grozi sporami przed Krajową Izbą Odwoławczą i sądami. Dlatego definicja local content ma znaczenie większe, niż sugeruje sama nazwa – od jej kształtu zależy, czy ambitna zapowiedź przełoży się na trwały mechanizm, czy pozostanie politycznym symbolem.
Źródło: businessinsider.com.pl