To ja się wypowiem jako były pracownik OCS-u. Na infoliniach w TP pracowałem ok. 7 lat, później ponad 2 lata w OCS w W-wie. Przeszedłem chyba przez wszystkie zmiany, jakie miały tam miejsce - najpierw jako Wsparcie Techniczne jeszcze 19393 (i to w samych początkach Błękitnej Linii, kiedy z dnia na dzień pozamykano Biura Obsługi i klienci byli odsyłani przez ochronę na infolinię), potem ITN. Nigdy nie było łatwo, klienci byli różni - i tacy, co bluzgali przez całą rozmowę i musieli się wyżyć - i tacy, co rzeczywiście chcieli pomocy, a niektórzy potrafili przesłać później podziękowanie czy pochwałę. Od samego początku były wskaźniki czasowe do wyrobienia, jak najmniejszy czas po rozmowie (albo jego zupełny brak), stanie kierownika nad głową i pukanie się w zegarek, kiedy miałeś za długą rozmowę z klientem (bo nie umiał podłączyć modemu do komputera), "coachingi" z kierownikiem, kiedy nie wyrabiałeś sprzedaży (pracując jako obsługa zgłoszeń uszkodzeń - haha...). To wszystko przerabiałem przez prawie 10 lat, zdążyłem się uodpornić, ale na samą końcówkę, już po rebrandingu z TP na Orange, przebili wszystko. Traktowali nas jak zapchajdziury i ratunek dla innym swoich firm - jak NC+ wyłożyła się ze swoją ofertą na początku 2013 to najpierw pytali się, kto chciałby popracować 2 miesiące na innym projekcie i w innej lokalizacji, a potem "z marszu" wysłali nas na drugi koniec W-wy, nawet nie pytając o zdanie (godzina dojazdu więcej). Na szkoleniu okazało się, że mamy robić zupełnie co innego, niż nam obiecano - dobrze, że przynajmniej szef tego projektu miał trochę odwagi cywilnej i przyznał, że nas oszukano - no, ale może dlatego, że byliśmy pracownikami innej firmy i płacili nam niezależnie od tego, czy zrobiliśmy normę czy nie - ze swoimi już się tak nie cackali... Z resztą, nas i tak już to nie wzruszało, bo byliśmy na wylocie...
Reorganizując struktury zaproponowali mi pracę w Krakowie a żonie w Rzeszowie, wiedząc, że jesteśmy małżeństwem - dopiero po kilku pismach zgodzili się zaproponować nam obojgu Kraków... Pani dyrektor na spotkaniach opowiadała bajki, jacy to są cacy, że nam dają dalej szansę itp... a jak przychodziło do konkretnych pytań, to ani ona, ani żaden z jej wafli nie potrafili nic powiedzieć. Wziąłem więc kasę i odszedłem - trochę z żalem, bo łącznie zostawiłem tam prawie 15 lat z życiorysu, ale i chyba z ulgą. Dwie osoby od nas pojechały do Krakowa i mają coraz gorzej - w sumie to pracują nie dzięki Orange, a raczej pomimo Orange i kłód rzucanych pod nogi przez swoich bezpośrednich przełożonych (znam te akcje ze smarkatymi liderami, którzy wiedzą mniej o usługach niż ich podwładni...)
W sumie, to obecnie chyba jest gorzej niż na produkcji - a wiem, co mówię, bo po tym wszystkim przepracowałem półtora roku na magazynie w InterCars. Tam to robota na 3 zmiany, wolne w sumie tylko w niedziele (a i to nie zawsze, bo są nadgodziny i jak nie chodziłeś wcale, to góra po jakimś czasie zaczynała się krzywo patrzeć i sugerować, że może jednak powinieneś choć raz przyjść). Ludzie chamscy do oporu, ale trafiali się i tacy, z którymi normalnie też można pogadać. Zarabiałem nawet więcej, niż na infoliniach (a miałem stare, "tepsowskie" stawki, więc w porównaniu z większością tutaj piszących miałem NAPRAWDĘ nieźle - 2300-2400 na rękę, nie licząc premii). I choć fizycznie zap... oporowy, to psychicznie chyba lżej. Magazyn miał jedną przewagę - przez cały dzień nie musiałeś się do nikogo odzywać, a jak chciałeś lecieć do kibla, to nikt ci tego nie liczył. Wychodzi więc na to, że obecnie więcej zarobisz niż zwykły robol i mniej się przy tym umęczysz, niż pracując jako "część składowa komputera"...
Teraz robię w biurze i mam spokój...
Pozdrawiam pracowników OCSu - nie dajcie się monitoringowi...