Zdecydowanie odradzam tego pracodawcę - 2013-02-07 22:44:04
Miałam „przyjemność” pracować w Bancomie przez 2 miesiące, była to praca dla pewnej firmy farmaceutycznej. Byłam pewna, że przyjmuję się do pracy w Contact Center – do moich obowiązków miało należeć odbieranie infolinii, faxów z zamówieniami, odpowiadanie na zapytania mailowe oraz czasami wykonywanie połączeń (wyraźnie zaznaczano, że nie jest to Call Center). Wydawało się fajnie, poza tym jednym z wymogów przy zatrudnieniu była chęć pracy przez co najmniej przez 2 lata (swoją drogą pierwszy raz z czymś takim się spotkałam), więc tym bardziej się cieszyłam, że będę miała fajną i stałą pracę (na umowę o pracę, ze stałą pensją!). Niestety szybko okazało się, że jest „trochę” inaczej… Kazano nam dzwonić do wszystkich możliwych aptek w Polsce i – mówiąc wprost – wciskać im leki tej firmy. I tak każdego dnia do tych samych ludzi. Nie raz wypadło tak, że 2 – 3 razy w tygodniu do tej samej apteki – z pytaniem „a może chciałaby Pani złożyć zamówienie?” Miało być to tylko tymczasowo, już niebawem mieliśmy wrócić do swoich stałych obowiązków.
Po ok. 1,5 miesiąca poinformowano nas, że praca jednak będzie wyglądać trochę inaczej niż początkowo zakładano, obsługę maili i faxów przekazano komuś innemu z firmy, a my mieliśmy dzwonić tak jak do tej pory. Poza tym dowiedzieliśmy się, że uczestniczymy w jakimś projekcie (wcześniej nie było mowy, że jest to jest tymczasowy projekt, miała być to praca stała), który za kilka miesięcy może się skończyć, ale mamy się nie martwić, bo mamy zapewnioną pracę w Bancomie (oczywiście przy dzwonieniu i wciskaniu nowych aktywacji albo suplementów diety). Po tych rewelacjach podzieliłam się z kolegami moimi wątpliwościami, że chyba coś jest nie tak, bo nie takie były ustalenia i muszę się zastanowić, czy na pewno chcę tu pracować (jak się potem okazało - nie powinnam była się do tego przyznawać). Sama nie wiedziałam co powinnam zrobić w tej sytuacji, jeszcze nie podjęłam decyzji, zacisnęłam więc zęby i pracowałam dalej.
Po 2 tygodniach, w pewien piątek, kiedy już prawie wychodziłam do domu, zostałam wezwana do swojej liderki na rozmowę i… wręczono mi wypowiedzenie. Powodem było niedotrzymanie warunków naszych ustaleń (miałam pracować co najmniej 2 lata), bo doszły ich słuchy, że chcę się zwolnić. Uznali wiec, że nie dotrzymałam warunków naszej umowy i zwolnili mnie pierwsi (naprawdę taki powód zwolnienia podano)! Jako, że miałam tygodniowy okres wypowiedzenia, przyznano mi przymusowy urlop, po czym kazano mi wyłączyć komputer i wyjść… Dowiedziałam się później, że od tamtej mojej rozmowy z kolegami (swoją drogą fajnie mieć lojalnych współpracowników, prawda?) już szukali kogoś na moje miejsce, a kiedy tylko znaleźli – od razu dostałam wypowiedzenie.
W głowie mi się nie mieści, że można tak potraktować człowieka, jeśli mieli jakieś wątpliwości powinni ze mną porozmawiać, a tymczasem usłyszeli jakieś plotki i po prostu mnie wyrzucili. I przede wszystkim nie widzieli żadnej swojej winy, nie rozumieli, co takiego się zmieniło, że ja uważam to za inne warunki pracy! Pierwszy raz w życiu zostałam zwolniona z pracy (a pracuję zawodowo ok. 10 lat) i to jeszcze z takiego powodu i w taki sposób! Naprawdę czułam się po tym strasznie i nigdy tego nie zapomnę.
Szefom Bancomu i mojej liderce życzę, żeby zostali przez kogoś potraktowani w taki sposób, w jaki jak oni potraktowali mnie. Niech poczują jak to jest...
Zdecydowanie odradzam Wam tego pracodawcę..