Allegro, Amazon, Temu, OLX. Polski konsument ma dziś do wyboru więcej platform zakupowych, niż prawdopodobnie potrzebuje. Mimo to na rynku pojawiają się kolejni gracze. Jednym z nich jest Taniey.pl, polski marketplace rozwijany przez przedsiębiorców od lat związanych z handlem internetowym i branżą zwrotów konsumenckich. Czy można jeszcze znaleźć miejsce pomiędzy gigantami? Twórcy platformy uważają, że tak. Zamiast powielać istniejące rozwiązania, postanowili wykorzystać doświadczenie z rynku, który przez lata funkcjonował nieco na uboczu tradycyjnego e-commerce.

Rynek jest ogromny. Miejsca dla nowych graczy coraz mniej
Założenie sklepu internetowego nigdy nie było tak proste od strony technologicznej. Jednocześnie coraz trudniej sprawić, żeby ktokolwiek zechciał w nim kupować.
Polacy przyzwyczaili się do zakupów w sieci. Według raportu „E-commerce w Polsce 2026”, opracowanego przez Gemius i partnerów, strony oraz aplikacje zakupowe odwiedza miesięcznie 93% polskich internautów. Ponad połowa robi to każdego dnia.
Tyle że ogromna część tego ruchu trafia do kilku dobrze znanych marek. Allegro przyciąga średnio 5,6 mln użytkowników dziennie, Temu około 4,3 mln. Za tymi liczbami stoją lata inwestycji w technologię, reklamę, logistykę i przyzwyczajenia konsumentów.
Dla nowego marketplace’u oznacza to dość niewygodną sytuację. Może zbudować dobrą platformę, zapewnić sprawne płatności i zaoferować tysiące produktów, a mimo wszystko pozostać niezauważony.
Bo dlaczego klient miałby zmieniać miejsce zakupów, skoro w dotychczasowym znajduje niemal wszystko?
To pytanie powinno poprzedzać każdą decyzję o budowie nowego marketplace’u.
Na polskim rynku działa wiele różnych modeli sprzedaży internetowej, co opisuje również GoWork.pl w artykule o platformach e-commerce w Polsce. Obok największych serwisów funkcjonują mniejsze platformy, sklepy specjalistyczne i rozwiązania skierowane do konkretnych grup sprzedawców.
Sam fakt, że rynek ma lidera, nie oznacza przecież, że pozostali uczestnicy muszą z niego zrezygnować. Trzeba jednak znaleźć powód, dla którego ktoś zechce skorzystać z alternatywy.
Pomysł na Taniey.pl nie wziął się znikąd
Za projektem Taniey.pl stoi Michał Gaweł związany również z Miglo, firmą zajmującą się hurtowym handlem zwrotami konsumenckimi, nadwyżkami magazynowymi i produktami outletowymi.
To doświadczenie pozwoliło spojrzeć na e-commerce od strony, której przeciętny kupujący zwykle nie widzi.
Co dzieje się z laptopem, który klient zwrócił po rozpakowaniu? Z ekspresem do kawy, którego opakowanie zostało uszkodzone podczas transportu? Albo z kilkoma tysiącami produktów, które pozostały w magazynie po zakończeniu sezonu?
Dla sklepu czy dystrybutora takie towary często oznaczają dodatkowy koszt. Trzeba je odebrać, ocenić, posortować, przechować i znaleźć dla nich kolejny kanał sprzedaży. Każdy dzień w magazynie to zamrożony kapitał.
Z perspektywy konsumenta sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej. Produkt z porysowanym pudełkiem nadal działa. Telewizor z ekspozycji może spełniać dokładnie tę samą funkcję co egzemplarz fabrycznie zapakowany. A meble z poprzedniej kolekcji nie tracą swojej użyteczności wraz ze zmianą katalogu producenta.
Problemem nie zawsze jest więc sam produkt. Czasami po prostu nie pasuje już do pierwotnego sposobu sprzedaży.
Właśnie z takich obserwacji wyrasta koncepcja Taniey.pl.
Platforma łączy tradycyjny handel internetowy z rynkiem produktów, które z różnych powodów wracają do obrotu. Nie ogranicza się przy tym do towarów po zwrotach. Sprzedawcy mogą oferować również produkty fabrycznie nowe, pochodzące ze standardowej dystrybucji.
Twórcy nie próbują przekonywać, że każdy produkt z drugiego obiegu jest okazją. Chodzi raczej o stworzenie miejsca, w którym taki asortyment może trafić do kupującego zainteresowanego jego rzeczywistą wartością, a nie wyłącznie historią opakowania.
Dlaczego wszystko musi mieć jedną, sztywną cenę?
Większość współczesnych zakupów internetowych wygląda podobnie. Klient wyszukuje produkt, porównuje ceny, dodaje go do koszyka i płaci.
Ten mechanizm działa dobrze w przypadku identycznych, nowych produktów. Trudniej zastosować go do towarów, których stan i wyposażenie mogą się od siebie różnić.
Weźmy dwa laptopy tego samego modelu. Jeden jest fabrycznie nowy. Drugi pochodzi ze zwrotu, ma niewielkie zarysowanie obudowy, ale pozostaje sprawny. W teorii można przypisać im dwie ceny. W praktyce ich atrakcyjność zależy również od oczekiwań kupującego.
Ktoś szukający prezentu może odrzucić egzemplarz z uszkodzonym opakowaniem. Osoba potrzebująca komputera do pracy prawdopodobnie zwróci większą uwagę na parametry i sprawność.
Taniey.pl daje sprzedawcom możliwość korzystania z różnych sposobów sprzedaży. Oprócz klasycznego „Kup teraz” na platformie funkcjonują licytacje, a w odpowiednich ofertach również negocjacje cenowe.
W przypadku produktów powystawowych, końcówek serii czy wybranej elektroniki takie rozwiązania mogą być szczególnie użyteczne.
Nie znaczy to oczywiście, że licytacja automatycznie kończy się zakupem poniżej ceny rynkowej. Ostateczna kwota zależy od zainteresowania uczestników, a odpowiedzialność za ocenę produktu nadal pozostaje po stronie kupującego.
Różnica polega na czymś innym: cena nie zawsze musi być ustalona wyłącznie przez sprzedawcę.
Sprzedawcy też mają powody, żeby szukać alternatyw
Kiedy mówi się o konkurencji pomiędzy marketplace’ami, najwięcej uwagi poświęca się klientom. To oni mają kupować, wracać i polecać serwis.
Ale platforma bez sprzedawców jest tylko pustą stroną internetową.
Dla wielu polskich przedsiębiorców największe marketplace’y stanowią podstawowy kanał dystrybucji. Zapewniają dostęp do ogromnej liczby potencjalnych klientów, ale uzależniają też część biznesu od własnych regulaminów, prowizji i systemów reklamowych.
Koszt sprzedaży nie kończy się na prowizji od transakcji. Dochodzą wydatki na wyróżnianie ofert, obsługę zamówień i logistykę. Przy produktach o niewielkiej marży różnica kilku punktów procentowych może przesądzić o opłacalności całej sprzedaży.
Oczywiście przedsiębiorca nie porzuci dobrze działającego kanału tylko dlatego, że pojawiła się nowa platforma. Byłoby to nieracjonalne.
Może natomiast sprawdzić kolejny.
Zwłaszcza jeśli nie wymaga to budowania wszystkiego od początku.
Taniey.pl rozwija integracje z systemami wykorzystywanymi przez sklepy internetowe, w tym Base, Sellasist i Pickgro. Ich zadaniem jest ograniczenie ręcznej pracy związanej z obsługą ofert, zamówień czy stanów magazynowych.
Dla przedsiębiorcy prowadzącego sprzedaż w kilku miejscach to konkretna kwestia operacyjna. Ręczne aktualizowanie stanów magazynowych przy setkach produktów szybko przestaje mieć sens.
Platforma przedstawia także zasady współpracy oraz warunki sprzedaży w swojej strefie sprzedawcy.
Nie ma jednak powodu udawać, że sam dostęp do dodatkowego kanału zapewnia sukces. Nowy marketplace musi dopiero zbudować odpowiednią liczbę kupujących, ich zaufanie oraz regularność zamówień.
Sprzedawcy są zainteresowani przede wszystkim wynikami. Jeśli platforma będzie generowała sprzedaż przy akceptowalnym koszcie, znajdą powód, żeby z niej korzystać.
Drugie życie produktu staje się zwyczajnym biznesem
Handel produktami używanymi przestał być działalnością ograniczoną do komisów i lokalnych ogłoszeń.
Według raportu Gemius z 2026 roku około 65% badanych kupujących online ma za sobą zakup rzeczy z drugiej ręki przez internet. Czterech na dziesięciu zrobiło to w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy.
Te liczby pokazują, jak bardzo zmieniło się podejście do przedmiotów, które miały już właściciela.
Jednak recommerce obejmuje znacznie szersze zjawisko niż tradycyjna odsprzedaż używanych rzeczy. W obiegu pojawiają się produkty odnowione, powystawowe oraz po zwrotach. Obok nich funkcjonuje handel końcówkami kolekcji i nadwyżkami magazynowymi, często obejmujący towary nigdy wcześniej nieużywane.
Z punktu widzenia przedsiębiorcy szczególnie ciekawa jest ekonomia tego procesu.
Towar, który pozostaje w magazynie, nie zarabia. Generuje za to koszty składowania i obsługi. Sprzedaż w alternatywnym kanale pozwala odzyskać część zainwestowanego kapitału, nawet jeśli cena jest niższa od pierwotnie planowanej.
Dla kupującego korzyść może być równie konkretna: możliwość nabycia potrzebnego przedmiotu na innych warunkach cenowych.
Dochodzi do tego aspekt środowiskowy. Wykorzystanie już wyprodukowanego, sprawnego urządzenia może ograniczyć potrzebę wytwarzania kolejnego. Nie jest to jednak automatyczna właściwość każdego zakupu z drugiego obiegu. Znaczenie mają trwałość produktu, transport, ewentualne naprawy i to, czy zakup rzeczywiście zastępuje nabycie nowego przedmiotu.
Trudno też oczekiwać, że każdy konsument będzie kierował się ekologią. Dla wielu osób pierwszym argumentem nadal pozostanie cena.
I nie ma w tym nic zaskakującego.
Marketplace to trudniejszy biznes, niż może się wydawać
Stworzenie platformy zakupowej nie jest dzisiaj największym problemem. Znacznie trudniej sprawić, żeby jednocześnie chcieli z niej korzystać sprzedawcy i kupujący.
Pierwsi oczekują zamówień. Drudzy szerokiej oferty, dobrych cen i sprawnej obsługi. Każda z tych grup potrzebuje obecności drugiej.
To jedna z największych trudności modelu marketplace.
Nowy serwis musi zainwestować w technologię, płatności, bezpieczeństwo i marketing, zanim osiągnie skalę pozwalającą utrzymywać działalność z bieżących przychodów. Nawet rozbudowana baza produktów nie daje gwarancji, że klient zdecyduje się dokonać zakupu.
Taniey.pl nie jest wyjątkiem od tych zasad.
Jego przewagą na etapie budowania biznesu może być doświadczenie założycieli w handlu hurtowym oraz znajomość rynku zwrotów konsumenckich. To jednak dopiero punkt wyjścia.
Prawdziwym sprawdzianem będzie zdolność przyciągnięcia klientów, którzy nie poprzestaną na jednorazowym zakupie, lecz zaczną regularnie wracać.
Konkurencja z Allegro czy Amazonem nie musi przy tym oznaczać bezpośredniej walki o każdego klienta i każdą kategorię produktu.
Można budować biznes mniejszy, bardziej wyspecjalizowany i oparty na innych zasadach współpracy. Pod warunkiem, że odpowiada na rzeczywistą potrzebę rynku.
Czy Polsce potrzebny jest kolejny marketplace?
Z perspektywy przeciętnego konsumenta odpowiedź może wydawać się oczywista. Skoro istnieje już tyle platform, po co następna?
Tyle że rozwój rynku rzadko polega na tworzeniu wyłącznie rozwiązań, których wcześniej w ogóle nie było.
Czasami wystarczy inaczej podejść do znanego problemu.
Taniey.pl nie wymyślił zakupów internetowych, licytacji ani sprzedaży produktów outletowych. Próbuje natomiast połączyć te mechanizmy w jednym miejscu, wykorzystując doświadczenie przedsiębiorców, którzy od lat zajmują się towarem wracającym z tradycyjnych kanałów sprzedaży.
To pomysł mający swoje uzasadnienie biznesowe. Nie oznacza jednak, że jego powodzenie jest przesądzone.
Ostatecznie o przyszłości platformy zdecydują konsumenci i sprzedawcy. Nie deklaracje założycieli, liczba komunikatów prasowych czy ambicje budowania konkurencji dla największych marek.
Na polskim rynku nie brakuje miejsc, w których można wystawić produkt. Trudniej znaleźć takie, do których klienci chcą wracać.
I właśnie z tym zadaniem będzie musiał zmierzyć się Taniey.pl.
Artykuł sponsorowany