Nie będę gorszy, dorzucę swoją opowieść jak na rekrutacji było. Pewnego pięknego majowego ranka, a dokładniej w czwartek kliknąłem przycisk „aplikuj” na znanym portalu z ogłoszeniami o pracę. Ogłoszenie dotyczyło oferty na stanowisko specjalisty ds. przetwarzania danych i jak później zauważyłem, pojawia się w sieci z bardzo dużą regularnością. Po kilku godzinach telefon, po drugiej stronie pani z działu hałer owej firmy i pyta czy mogę następnego dnia przyjechać na testy na 12. Ok, mogę, proszę tylko tak dla pewności, przesłać wszystkie szczegóły na maila, żebym nic nie pomylił. Otwieram maila, no i pani z działu hałer była szybsza – nie te imię, nie ta godzina ale co tam, pasuje mi, to jadę na 10 na Mordor. Wchodzę, na recepcji pytam o panią z hałer. Pani recepcjonistka wskazuje kanapę, sprawdza gdzie jest pani od umówionego spotkania. Sytuacja trochę trwa, Pani z recepcji wiek 50+ umiejętnie prowadzi konwersację aby czas się nie dłużył za bardzo (umiejętności społeczne: 100%). Po kwadransie okazuje się, że pani z hałer jest na spotkaniu, ale że to testy to zajmie się mną jej koleżanka. Dostaję kartkę z zadaniami do rozwiązania, długopis i kalkulator i zostaję sam w jakimś gabinecie. Czas na wykonanie zadań: 30’ czas wykonania: nie wiem czy kwadrans. Poziom zadań: banalny. (typu: odcinek między Kairem a Aleksandrią ma 300 km. O tej samej godzinie wyjeżdżają z obu miast pociągi. Z jednego ekspres jadący z prędkością 120 km/h, z drugiego pośpieszny jadący z prędkością 80 km/h. Po jakim czasie się miną). Wychodzę i wracam przez miasto do domu. Po jakiś 2h dzwoni pani z hałeru i mówi, że testy zdałem. Pytam kontrolnie, jakie powinno być rozwiązanie w którymś tam zadaniu, a pani: „nie wiem, ja to sprawdzam z kluczem”. OK, pani chce się umówić na kolejne spotkanie – już ostatnie w obecności projekt lidera czy kogoś takiego. OK, data ustalona przychodzę, siadam na tej samej kanapie, płynna konwersacja z panią recepcjonistką. Przychodzi spóźniona pani z hałeru i kieruje mnie do sali gdzie ma się odbyć spotkanie. Po drodze dołącza pani projekt liderka czy ktoś taki. Uppps, sala, w której miało odbyć się spotkanie jest zajęta. Pani z hałer: „proszę mi dać chwilę”. Stoję na korytarzu a pani hałerka biega w poszukiwaniu wolnej sali. Wchodzimy do jakieś dużej konferencyjnej. Panie hałer i projekt lider siadają plecami do okna, ja po drugiej stronie stołu szerokiego na jakieś 3 metry. Słońce świeci mi prosto w twarz. Rozmowa na dobre się nie zaczęła, a do sali wchodzi jakaś dobrze odżywiona babka, nie gada po polsku, mówi po angielsku, że jej jest fine, jej nie przeszkadzamy i że ona sobie tu cichutko na laptopie popracuje. To teraz parę szczegółów na temat pań po drugiej stronie stołu: pani z hałer -wygląd: pierwsza gimnazjum i stosowny dla tego wieku ubiór. Koczek na czubku głowy dodawał parę jakże pożądanych centymetrów do wzrostu. Pani projekt lider – wiek 20+ niewiele poważniejsza mówiąca w tempie króliczka duracell na amfetaminie. Pani liderka podkreśliła moje umiejętności matematyczne wynikające ze zdania testów (he he, w liceum musiałem cały semestr z matmy zaliczać na nowo, ale od czego miałoby być tych 20 koleżanek w klasie) Niestety, opis całego procesu przedstawiania stanowiska pracy zająłby zbyt dużo miejsca zatem po krótce: pani hałer zaczyna coś czytać z kartki, to pani projekt lider wyrzuca z siebie całe zdania zanim tamta zdąży dodukać do końca. Stanowisko: klient sobie zażyczył, żeby zrobić mu bazę produktów dostępnych na rynku np. woda mineralna – trzeba zakodować kształt butelki, pojemność, dostępność itp. Zatem pani projekt lider chce wiedzieć czy mam ku temu kompetencje. Czy zna pan Excela? – Znam. Dobrze, a czy korzystał pan z niego zawodowo? – Tak, w ostatniej pracy. No dobrze, a jakich funkcji w nim pan używał? - tabele przestawne, sortuj poziomo (oczywiście, że nie korzystałem, ale tak jest napisane w każdym ogłoszeniu o pracę wymagającej znajomości tego programu). Z każdą minutą rozmowa zaczynała robić się coraz dziwniejsza i przypominać opowieści o dziwnych rekrutacjach. Następnie pani hałer zasygnalizowała chęć przejścia na angielski i przeczytała zanotowane na kartce pytanie. Zacząłem odpowiadać, jednak po drugiej stronie nie było chęci do dalszego potrzymania konwersacji. Koczek kilkakrotnie w geście przytaknięcia przesunął się do przodu i tyle. Po zakończonym ‘teście na obecność angielskiego” pani z hałeru do mnie zwróciła się takim słowami: „proszę pana, ja pracuję w hałer już trzy lata i nie wydaje mi się, żeby pan był zainteresowany tą pracą”. Nagle nastąpiło zwarcie – panienka, która nie potrafi umówić spotkania, zarezerwować sali, banalne zadania sprawdza z kluczem i jej się nie wydaje. Powiedziałem zatem pani z hałer o aparycji 14 latki, że w takim razie to bardzo mi przykro i ze spokojem zacząłem zakładać swój paltocik celem skierowania się do wyjścia. W tym momencie projekt liderka krzyknęła:”halo, halo, to pan nie będzie przekonywał pani, że pan chce tą pracę?”. – Nie, właśnie mi