Witam. Na wstępie chciałabym napisać, że ten zabawny przybytek, który nazywają Schroniskiem powinien zostać zamknięty. Byłam zmuszona kilkukrotnie prosić o pomoc, jednak to co mnie spotkało to istny skandal. Jestem miłośniczką zwierząt i boli mnie, gdy widzę bezdomne i opuszczone istoty. Człowiek oswoił braci mniejszych, a teraz skazuje ich na głód i cierpienie. Oczywiście nie wszyscy tacy są. Czego oczekujemy od instytucji takiej jak schronisko? Przede wszystkim empatycznego podejścia, zarówno do zwierząt jak i do ludzi. Jakiś czas temu w mojej okolicy nie wiedzieć skąd pojawiły się bezdomne koty. Chore, wychudzone, sztuk 6-8. Nie byłam w stanie ich złapać i wyleczyć na własny koszt, ani karmić codziennie. Również ze względu na brak czasu. Jak schronisko w Zawierciu mi pomogło? A no dostarczyli klatki podobnież extra skuteczne i kazali mi czekać, aż koty złapią się same. Oczywiście za klatki miałam być w pełni odpowiedzialna. Dostałam również jeden pasztecik dla kota, który nie bardzo wiem na ile miał wystarczyć. Klatki były rozstawione w kilku miejscach i koty łapały się tak dynamicznie, że potrwało to do kolejnych miotów. A bliżej: od września do maja. Kot to zwierzę czujne i inteligentne, więc potrafił wejść do klatki, zjeść wszystko co w niej było i bezszelestnie wyjść, a zapadnia ani drgnęła. No fajnie, ale ta groteskowa a jednocześnie dramatyczna sytuacja trwała kilka miesięcy. Wreszcie się udało, jednak z ludzką pomocą tzn. moją :/ Ponad dwa tygodnie dzień w dzień siedziałam w ukryciu i czekałam, aż jakiś kot wejdzie do środka. Wtedy nadszedł czas na przecięcie nici, która była przywiązana do klapy klatki. Po złapaniu jednej kotki, udało się znaleźć trzy młode. Cała czwórka trafiła do schroniska. Niestety po kilku tygodniach seniorka została wypuszczona, o dziwo po sterylizacji, a młode koty razem z nią, tym samym skazując je na bezdomność i głód. Pracownik schroniska powiedział, że jeśli chce mogę je zabrać, oswoić (koty w schronisku całkowicie zdziczały). Jeśli to jest pomoc to chyba różnorako to rozumiemy...
Inne koty z tej watahy się nie złapały, ponieważ po pierwsze omijały klatki szerokim łukiem, gdyż wyczuły zapach złapanej kotki, a po drugie klatki były potrzebne komuś innemu. Ciekawe czy już ten ktoś złapał koty czy może jeszcze nie wpadł na pomysł z grubą , mało widoczną nicią...
Po tym incydencie straciłam wiarę w takie miejsca. Po okolicy wciąż błąkają się koty chore, głodne, wycieńczone, narażając moje i inne zwierzęta na wszelkie choroby, ale oczywiście nikogo to nie obchodzi. Ponadto miałam nieodparte wrażenie, że pracownicy schroniska byli zirytowani, że "dostarczam im pracy".
Kolejna sytuacja to kpina, żenada i coś czego nawet nie da się opisać. W okolicy pojawiły się również bezpańskie psy. Moja hipoteza to śmierć ich właściciela i celowe wypuszczenie na wolność przez "spadkobierców". Psy zniszczyły mi ogrodzenie, podkopały się i co najgorsze zagryzły bestialsko jednego z moich kotów. Są trzy, dwa duże i jeden mniejszy. Jeden z tych dużych jest nerwowy, silny i agresywny. Szczeka nie bojąc się ludzi, ani innych psów. Mogą być wściekłe. Wykonuję telefon do schroniska i jak przebiega rozmowa? Otóż pani próbuje zrobić ze mnie wariatkę!!! Tak. Twierdzi, że pewnie mi się wydało skoro nie mam nagrania z kamery ani zdjęcia. Mówi, że jak chce się czuć bezpiecznie mam sobie wymienić ogrodzenie, a na końcu daję radę k***a z głębi serca: "Jak te psy wejdą na plac niech pani zastawi dziurę i wtedy my po nie przyjedziemy". Dobitnie informuję, te jakże empatyczną pracownicę, że po pierwsze nie mam czasu czuwać 24/7 w oknie i czekać, aż zwierzęta wejdą na podwórko, a po drugie boję się obcych, nieprzewidywalnych psów. Jak zakończyła się rozmowa? Nijak. Być może miałam zwidy. Nie było żadnego podkopu, ani dziur, a kot popełnił samobójstwo. Nieważne, że okoliczne psy ujadają czasem całą noc, że wszyscy widzieli te psy. Że Straż Miejska w Myszkowie otrzymała samochód do wyłapywania bezdomnych psów i również nic z tym nie robią, bo dzwoniąc do nich w sekundę oddelegowali mnie do schroniska, a przecież pies bezpański należy do miasta.