(Cz.1)Zacznę od zdania, że nigdy nie spotkał*m się z takim syfem w żadnej aptece i to na każdej możliwej płaszczyźnie jak tutaj.
Po pierwsze wypłata nawet w najmniejszym stopniu nie jest proporcjonalna do ilości pracy. Próg 4000zł w aptece 7 dniowej 8-22 i kilka złotych więcej w całodobowej dla magistra (nawet z długoletnim stażem) jest dla nich nie do przekroczenia. Oczywiście to już kwota po podwyżce o którą trzeba się upominać przez rok. Panuje taki system pracy, że weekendy są w etacie. Umowa niepozwalająca chodzić na zlecenia do innych aptek, gdzie można byłoby dorobić, a tu nadgodziny płatne 25zł/h dla magistra i oczywiście wypłacane „pod stołem” jako „premia”. Przypomnę tylko, że wartość jednej nadgodziny dla osoby pracującej za najniższą krajową, to w 2022 roku 21zł na rękę, a praca w niedzielę dla takiej osoby, to 28zł netto. W każdej placówce brakuje magistrów, od miesięcy wiszą ogłoszenia, ale na szczęście ludzie zmądrzeli i wiedzą, że za tą stawkę można mieć pracę w spokojnej aptece, czynnej do 20, wolne weekendy i 150 recept dziennie a nie 600.
Oczywiście klasyczny niedobór personelu, bo motywem przewodnim jest tutaj zatrudnienie minimalnej ilości pracowników za najniższą pensję. Można powiedzieć, że nawet poniżej minimalnej ilości pracowników. Apteka 7 dniowa czynna od 8 do 22, kilka dni wolnych w ciągu całego roku, dzienna ilość recept podchodzi pod 600, a zatrudnione jest 2 pełnoetatowych magistrów i jeden na część etatu. Połowa czasu w pracy, to sama retaksacja recept, a do zrobienia jest jeszcze cała masa innych rzeczy.
Gdy na taką 7 dniową aptekę przypada 2,5 magistra, a jedna osoba idzie na L4, to trzeba do pracy chodzić codziennie, oczywiście niezgodnie z kodeksem pracy, bo w teorii po maksymalnie 10 dniach należy się odpoczynek. Nie da się ściągnąć pracowników z innych Alb, bo w każdej z aptek jest niedobór personelu, a też nie zatrudnią na zlecenie osoby, która na co dzień pracuje w innej aptece, bo taka panuje tu polityka. Z resztą i tak nikt nie przyjdzie tu pracować za te marne 25zł/h. Ledwo się za paliwo zwróci o ile w ogóle.
Ilość obowiązków dla magistra jest ogromna. Magister pracuje tu tylko w biurze, więc też nie ma żadnych szans na premie od sprzedaży tych wszystkich syfiastych suplementów z kontraktów. Potrafiący dobrze upychać badziewie technik jest w stanie wyciągnąć wypłatę zbliżoną do wypłaty magistra.
Oczywiście kierownik zajmuję się jakimiś kierowniczymi sprawami i chodzi przez 90% na ranne zmiany, więc cała reszta bieżących obowiązków spada na drugiego magistra, który przychodzi na popołudnie. W związku z tym dla magistra z drugiej zmiany w ciągu 7h zostaje sprawdzenie ok. 400-500 recept, zgłoszenie wszystkich braków, błędnych serii, czasem tych z porannych dostaw, wprowadzenie faktur, których leży cała kupka. W tym często dużo jest takich, które w całości trzeba wprowadzić ręcznie, a jest na nich po 20 pozycji. W międzyczasie trzeba zrobić jeszcze recepturę, którą może robić tylko magister, bo jest wykaz A. A na koniec zrobić zamówienie, w którym trzeba przejrzeć 800 pozycji. Do tego dochodzi setka rzeczy, które wychodzą w trakcie. Nawet wykonując pracę z 200% wydajnością nie jest się w stanie wykonać jej w całości przez tylko jedną osobę.
Przy takiej ilości magistrów i recept nie ma w ogóle możliwości, żeby wszystkie recepty były sprawdzane przez 2 osoby, a do czego to prowadzi? Do tego, że taki magister (nie kierownik), który sprawdza do refundacji błędne EANy znajduje po tygodniu źle wydane leki, które zostały pozytywnie zretaksowane. Czemu po tygodniu? A temu, że jak dzień w dzień recepty z porannej zmiany są sprawdzone w maksymalnie 20%, to nie ma możliwości na bieżąco jeszcze sprawdzać poprzednich dni w tym te, kiedy miało się wolne od pracy. Gdyby to była pojedyncza sytuacja, to jeszcze, ale po kilku razach, to już naprawdę ciężko spać spokojnie z myślą, że może lek został źle wydany, a nie zostało to zauważone i jeszcze przy tej ilości pracy nie ma się sił tego sprawdzać. A już całkiem nie ma się sił jeśli się jest jedynym magistrem w aptece, któremu naprawdę na tym zależy i się tym przejmuje.
Nie ma doceniania pracownika indywidualnie, więc najwięcej zyskują osoby, które do pracy przykładają się najmniej. Wypłata ta sama, a dzięki postawie mało wydajnego pracownika, nikt nie dokłada Ci obowiązków, bo wiadomo, że lepiej poprosić osobę, która się do pracy bardziej przykłada. Na dłuższą metę, to idealne miejsce dla osób, którym nie chce się pracować. Pracowita osoba, której zależy na pracy tutaj po prostu psychicznie nie wytrzyma, bo czuje się odpowiedzialna za to wszystko i zaczyna ją to przytłaczać. Praca której ktoś nie wykona i tak spada na osoby, którym zależy, żeby była zrobiona, szkoda, że nikt za to nie dopłaci.