Prezes wydawnictwa zachowuje się jak (usunięte przez administratora) więc nie daj się zwieść na początek miłym słowom, „próbom” zaprzyjaźnienia się z tobą, propozycjom „wody czy wódki” (sic!), a nawet tym, że to prezes wręcza ci politykę antymobbingową przy umowie o pracę. To wszystko pierwszy element w kole przemocowym, tzw. okres „honeymoon”, który ma cię przekonać do tego, że trafiłeś w świetne miejsce, gdzie będziesz mógł wnieść swój wkład w kulturę. Ma cię to też przekonać do tego, byś dał z siebie wszystko: był na maksa zaangażowany, dostępny po godzinach pracy czy w weekendy. Po krótkim czasie zauważysz pierwsze objawy „tąpnięć” w raju: a to prezes nagle zabiera cię na rozmowę, na której słyszysz od niego, że inni pracownicy nie spełniają jego oczekiwań, „wywlekane” są przy tobie prywatne sprawy osób, które nawet nie zdążyłeś jeszcze poznać. Słyszysz też od niego o byłych pracownikach, które prezesa skrzywdziły (sic!). Nikt cię w nic nie wdraża, na ciebie spychane są wszystkie problemy, i powoli zaczynasz rozumieć, że tak naprawdę dyskusja odbywa się tylko pomiędzy prezesem a dyrektorem, a twoje zdanie w żadnej sprawie się nie liczy. Na poniedziałkowych spotkaniach masz dalsze luminacje prezesa: słyszysz napastliwe opowieści o byłych pracownikach: zawsze pokazywanych w złym świetle, oraz rozpamiętywanie o bałaganie, który miały pozostawić. To zawsze oni uznawani są za sprawcę niepowodzenia wszelkich działań, tak, jakby prezes zapomniał, że to on jest odpowiedzialny za zarządzanie wydawnictwem. Po słowach o „podszeptach na korytarzu” już wiesz, że nic nie zrobisz. Całą sytuację pogłębia mikro-zarządzanie, bliskie dyrektorowi oraz przesadna skłonność prezesa do irytacji i emocjonalność.
Nieważne, jak sumiennie projekty przygotowałeś. Liczy się tylko zdanie dyrektora, który sam sobie wielokrotnie zaprzecza. Znamienne jest jest to, że, jako właściwy punkt odniesienia do aktualnej sytuacji podaje analizy z 2019 roku (sic!). Jego umiejętna manipulacja i gaslighting sprawiają, że po kilku miesiącach takiej współpracy, gdzie to dyrektor zawsze ma rację, a ty ponosisz konsekwencje jego decyzji, zaczynasz wierzyć, że naprawdę niewiele potrafisz. Sytuacji nie poprawiają oddyrektorskie epitety, jak te, że np. „mało jesteś ambitny, mało elastyczny”, kiedy odmawiasz podjęcia działań nie wynikających z obowiązków na twoim stanowisku. Ciekawe jest też to, że dyrektor do współpracy wybiera studentki (wykłada na jednej z krakowskich uczelni), w których oczach najlepiej może się odbić blask jego (jak mu się wydaje) „szerokiej wiedzy” opisanej poniżej. Nie wiem, jak do wizerunku specjalisty i mentora ma się do tego jego publiczne przyznawanie się pracownikom, że on wydawanych książek nie czyta, czy też wyśmiewanie przez niego tych, którzy, chcąc profesjonalnie przyłożyć się do pracy, czytają. Tak więc sposób oceny pracy jego podwładnych, przy braku jego wiedzy na temat produktu oraz nowoczesnych narzędzi promocyjnych, może budzić wątpliwości.
Jeśli zaś chodzi o prezesa to pracownicy każdego dnia muszą się mierzyć z jego labilnością, zmiennością emocjonalną przejawiającą się w częstych, niczym nie motywowanych zmianach decyzji na dany temat oraz impulsywnością, czego jednym z wielu przykładów jest np. to, że po wielu miesiącach pracy hybrydowej prezes nagle wezwał wszystkich do pracy z biura w piątki. Jak się okazało, była to decyzja impulsywna, która miała ukarać wszystkich za to, że jedna z pracownic zgłosiła w dzień niedyspozycji, że jej nie będzie w biurze. Prezes zdecydował się więc ukarać wszystkich powrotem do pracy stacjonarnej w piątek (mimo iż w firmie matce, Wydawnictwo Znak - piątek był dniem zdalnym). Przy tym najwyraźniej zapomniał, że niektórzy pracownicy zostali zatrudnieni na zasadzie pracy hybrydowej. Przykre jest też to, że kiedy - szczególnie kobiety, o stosunku prezesa do których też można by było wiele niepochlebnych rzeczy napisać (seksizm), gdy próbowały coś przeforsować w projektach, zazwyczaj zarzucano im owe rozchwianie emocjonalne, które jest dominującą cechą prezesa.
Prezes ma też problem z podejmowaniem samodzielnych decyzji, o czym świadczą wielokrotne, niczym nie umotywowane zmiany okładek, czy też nieco „zabawne maile” wysyłane przez niego, opatrzone „podwójnymi akceptacjami”: „Maciek i ja uznaliśmy” czy „ja i Maciek zdecydowaliśmy” oraz „opiekuńcze” dyrektorskie wtrącenia na spotkaniach, kierowane do prezesa: „ja Ci wytłumaczę” daną kwestię. Przy tym jednak prezes przekonany jest o nieomylności własnych sądów i nie interesuje go niczyje zdanie, poza, oczywiście, zdaniem dyrektora. Można również dodać, że zatrudnione w wydawnictwie osoby muszą zważać na to, czy aktualnie prezes „ma dobry humor” i czy można podejść z propozycją wydawniczą. Jeśli do tego dodamy podszywanie się przez prezesa pod sukcesy innych (szczególnie tych, którzy już nie są pracownikami wydawnictwa), można odnieść wrażenie, że władza wynikająca z jego stanowiska jest źle przez niego wykonywana i używana tylko do jemu wiadomych celów.