Nie polecam na tapicernie . Na rozmowie kwalifikacyjnej obiecuja gruszki na wierzbie, a poźniej okazuje sie ze zarobisz ledwo najniższa krajową i jeszcze szef weźmie cie na dywanik by pokazac ile to on musi w ciebie ,,zainwestować" byś dostał to 1600 zł. Na hali jest jeden wielki balagan, pojecie bhp nie obowiazuje, czesto nie ma nawet jak przejść, nie wspominajac o przyniesieniu sobie elementu na stół. Na klejeniu praca polega na: przyciagasz element, kładziesz na ziemie, pół minuty kleisz i odnosisz. Więcej schylania sie, targania niż klejenia. Jako tapicer robisz głównie dwa rodzaje narożników, ale każdy element sam musisz sobie przyciągnąc, a czesto by dojść do twojego elementu musisz 10 innych elemetów przesunąc by móc go jakos wyciagnac. Cały czas sa braki stolarki. Brygadzista, którego zadaniem jest: wydawać materialy, odbierac gotowe meble, zamawiac braki z magazynu, robic poprawki na maszynie do szycia, brac udzial przy rozpatrywaniu reklamacji i tworzeniu nowych mebli, ma za duzo na głowie i przez to np twoj mebel czeka nieraz 3 godziny na odbior przez co blokuje miejsce ktorego za duzo tam nie ma. A jak przyjdzie to jeszcze ma pretensje by szybciej robic. Na pakowaniu sa 3 badz 4 osoby (zazwyczaj sami ukraincy). Cały czas pospieszani. Gdy nie ma miejsca na magazynie, a jest to zjawisko czesto spotykane to stawiaja spakowane elementy wszedzie gdzie jest choc troche miejsca. Na ich glowie jest tez zaladunek, wiec jak ida na zaladunek to nikt nie pakuje. Szef mysli ze zyje w czasach gdzie ciezko jest znaleźc robote, a te czasy dawno minely. Z szefem nie idzie sie dogadac bo jak mowi: ,, ze mną sie nie dyskutuje"