Biedra ma problemy kadrowe nie przez związkowców, ale traktowanie ludzi niczym w sowieckich gułagach. W istocie ta sieć to jeden wielki gułag i wszyscy w niej pracujący szukają sobie lepszej pracy aż do skutku. Stąd tak wielka rotacja pracowników. Etatów jest za mało, ludzie robią w pośpiechu ponad siły i są przemęczeni. Po pracy 8,5 do 12 godzin dziennie padasz na twarz, a po nocce ciężko dojść do przystanku i domu. Brak klimatyzacji, cieknie ci po plecach od upału. A jak włączą jakiś nawiew to wieje cały czas w jeden punkt po plecach przeziębiając ci bark albo nerki. Robisz czego nie chcesz. Mężczyźni chcący tylko rozkładać towar, muszą siadać na kasę, a kobiety, które bolą kręgosłupy od dźwigania zgrzewek i innych opakowań zbiorczych i chciałyby tylko siedzieć na kasie, muszą rozkładać towar, co jest stresujące, bo miejsca na niego brak, a masz go wcisnąć, niczym przepchnąć kij przez ucho igielne. Graniczy to z cudem. Dostawy są za duże, a w dodatku trzeba stawiać najświeższe produkty na samym końcu półki, co oznacza wyszarpanie (często znad głowy) wszystkich zgrzewek i pudeł, które już są na półce, postawienie ich na podłodze, wstawienie na półkę nowych produktów i dokonanie cudu przy próbie zmieszczenia znowu z przodu półki tych już wyjętych. Oczywiście z powodu nadmiernych dostaw produkty często szybciej się psują (termin przydatności) niż zostaną zakupione, co oznacza straty dla sklepu i ma wpływ na wysokość pensji.
Na kasie też stres, bo na start dostajesz tylko 400 zł głównie w monetach i kilku dziesiątkach, a przychodzą ci od razu klienci ze stówami, którzy nie chcą płacić kartą, bo chcą rozmienić kasę, a ty nie masz czym wydać. System rozmiany pieniędzy u kierowników właściwie nie istnieje, bo zasilenie w monety jest chyba tylko raz w miesiącu i wciąż trzeba żebrać u klientów o drobne, a banknoty odchodzą codziennie wszystkie ze zdawanym utargiem. Zostajesz zdany więc na siebie i pomoc kolegów, o ile oni mają rozmienić, bo często i oni nie mają. A klienci Biedronki, jak uważa cała załoga to świnie, co potwierdzam. Biedronka ma poinstalowane na ścianach bankomaty, które są nieszczęściem dla załogi, bo wszyscy przenoszą ich zawartość do sklepu zamiast płacić kartą, bo każdy, kto pobierze gotówkę, idzie od razu do sklepu ją rozmienić. Przy dziesiątej czy 15-tej stówie pod rząd i 20-tej 50-ce, kiedy żadnych innych banknotów do wydawania już w kasie nie masz i jedziesz już na najdrobniejszych monetach, masz ochotę te świnie bez empatii po prostu udusić. Tym bardziej, że rozmyślając się z zakupu potrafią gdziekolwiek na sklepie położyć lody, mięso i nabiał, które niezauważone leżą tam aż do sprzątania i potem są już tylko do wyrzucenia, co idzie w straty sklepu i rzutuje na zarobki. Brak przekładek "ostatni klient" i musisz opędzać się od klientów jak od much, by zejść na przerwę.
Krzesła plastikowe ocierają i odparzają tyłek, który boli nie tylko w trakcie siedzenia, ale i po powrocie do domu. Są połamane, nie da się ich regulować, więc wciąż siedzisz za nisko, co bardzo męczy przy takiej pracy. Szybki porysowane tak, że skaner przez nie nic nie widzi. Bardzo to spowalnia pracę i frustruje, a kierownictwo ma to w (usunięte przez administratora) i nawet nie ma śrubokręta, by je zmienić. A jeszcze użerając się z pracą musisz robić za ochroniarza, pilnując złodziei oraz za punkt reklamacji, bo to na ciebie lecą joby za to, że miała być promocja i jej nie ma, co jest w Biedrze zjawiskiem permanentnym. Skanujesz więc towar i wydajesz zapłatę, a wkurzony reklamator ci japie i musisz mu odpowiadać. Dobrze wydać resztę w takich warunkach i nie mieć manka jest dużym szczęściem. Potem oddajesz różnicę w cenie towaru z kasy na gębę i już masz manko. My cen nie wpisujemy, tylko kody i permanentnie jest tak, że kasjer o nowym towarze dowiaduje się ostatni, gdy zobaczy go na taśmie. Kodu nie ma, to nie można go sprzedać i tłumacz się klientowi. Produkty źle oznakowane, często ich kody nie wchodzą, a kody zastępcze mają po 16-cie cyfr. Często wchodzą też kody zbiorcze, np. kilkanaście sztuk na raz i jak nie zauważysz i nie wykasujesz, co w tym obłędnym pośpiechu się zdarza, to twoja wina. Obsługa informatyczna po prostu leży i kwiczy. Frustracja na kasie jest więc dużo większa niż przy rozkładaniu towaru.