Biedronka kreuje się na nowoczesną firmę, a tymczasem mentalność kierownictwa zatrzymała się gdzieś 20 lat wstecz. To, co się wyprawia przed przyjazdem dyrektora to istne apogeum absurdu, brakuje tylko sadzenia drzew przed wejściem i malowania trawy na zielono. Przedmiotowe traktowanie pracowników to żadna nowość, bo jak komuś coś nie pasuje może się przecież zwolnić, a na jego miejsce jest mnóstwo chętnych do pracy, którzy będą zasuwać za dwie a nawet trzy osoby. Najważniejsze są audyty, budżet i robienie laski wspomnianemu dyrektorowi, żeby pokazać że 3 dziewczyny na zmianie w zupełności wystarczą. Ciekawym faktem jest także to, że kierownictwa chyba nikt nigdy nie przeszkolił jak budować zgraną ekipę, bo ważniejesze jest, żeby zespół był jak najbardziej podzielony. Wtedy każdy na każdego donosi, nikt nikogo nie lubi i łatwiej takim towarzystwem manipulować. Do tego dochodzi ciągły strach przed audytem wewnętrznym czy tzw. wózkiem kontrolnym. Biedronka to przerażające połączenie kolonii karnej czy czymś, co ma przypominać korporacje, ale gdzieś po drodze ktoś zupełnie pomylił epoki.