Moje doświadczenie z rekrutacją na stanowisko eksperckie w PAŻP (rekrutacja z początku 2020 r.).
1. etap - odpowiadając na ogłoszenie przesłałem swoje CV, które najwyraźniej się spodobało
Moje kompetencje i doświadczenie (ok. 15 lat) pokrywały się w 100% z wymaganiami zdefiniowanymi w ogłoszeniu (kilkanaście punktów). Rozbieżność dotyczyła jedynie części "kompetencje mile widziane" (zdefiniowane 2 punkty).
2. etap - dostałem e-mailem zadanie polegające na przygotowaniu stanowiska PAŻP (ok. 2 stron w j. ang.) wobec problemu opisanego w dokumencie eksperckim (kilkadziesiąt stron branżowej angielszczyzny)
3. etap - rozmowa z zespołem rekrutacyjnym (pani z kadr, potencjalny bezpośredni przełożony, człowiek z działu prawnego)
Interview ok. 1h, miła atmosfera, brak podchwytliwych pytań, w kwestii wys. wynagrodzenia osiągnęliśmy konsensus. Ogólnie modelowy interview, gł. skupiony na analizie CV i opisanych doświadczeń. Padły pytania o te dodatkowe kompetencje/doświadczenie, które w ogłoszeniu nie były zdefiniowane jako kluczowe. Szczerze i bez owijania w bawełnę powiedziałem, że nie mam się czym pochwalić.
4. E-mail z informacją, że znaleźli lepszego kandydata.
No cóż ... zdarza się :) Podziękowałem za rekrutację.
5. Telefon z kadr, że człowiek, którego wybrali nie podejmie jednak pracy i że ja byłem drugi w rankingu, więc zapraszają na spotkanie z najwyższym kierownictwem.
Troszkę się zdziwiłem, że w tak dużej organizacji z kandydatami na stanowisko eksperta rozmawia sam prezes, ale uznałem, że może jest fanem micromanagementu.
6. Spotkanie z prezesem, dyrektorem działu, a dodatkowo pani z kadr i facet z wcześniejszego interview.
Kilka pytań o doświadczenie (mniej więcej to samo co podczas wcześniejszego interview. Pan prezes podczas 15-minutowej rozmowy 2 razy wychodził odebrać telefon. Na koniec ponownie pytania o to samo niekluczowe, "mile widziane" doświadczenie, co do którego wypowiedziałem się podczas interview, że niestety nie mam. Podczas rozmowy duży nacisk na potrzebę jak najpilniejszego podjęcia obowiązków (byłem gotowy zamknąć swoje sprawy w ciągu 7-10 dni i stawić się w pracy). Na koniec informacja, że w ciągu 2-3 dni podejmą decyzję.
7. Następnego dnia ponowili ogłoszenie o naborze. Poza tym zero informacji zwrotnej.
Podsumowując: straciłem dużo czasu na tę rekrutację, tym bardziej, że siedziba agencji jest na totalnym zadupiu. Podczas rozmów odniosłem wrażenie, że PAŻP kompetencje określone we własnym ogłoszeniu jako "mile widziane" potraktował jako kluczowe. Pytania, na które odpowiedziałem podczas interview padły po raz kolejny na finalnej rozmowie z najwyższym kierownictwem. Po co znów pytać o to samo i marnotrawić czas? Deklarowana potrzeba pilnego podjęcia obowiązków wydała mi się naciągana biorąc pod uwagę to, że ponowili całą, wieloetapową rekrutację, a ja byłem gotowy stawić się w pracy praktycznie w ciągu 10 dni.
Na koniec, mam troszkę żalu, że nie odezwali się po ostatniej rozmowie dziękując za moje zaangażowanie w tyle etapów rekrutacji. Rozczarowująca kultura korporacyjna.