Tylko jeden weekend w miesiącu wolny.Można prosić kierownika o zmianę dni pracy, sugerować mu przed początkiem miesiąca, że w dany dzień prosimy o wolne - żadna z moich próśb nie została uwzględniona.Usłyszałam, iż ,,to jest mój problem i mam prosić współpracowników, czy nie chcą się ze mną zamienić wolnym".Przeczytałam gdzieś, że z firmą najlepiej jest się ożenić i poza pracą nie mieć życia.Żadne slogany o elastyczności pracy nie są prawdziwe.
Praca w tej firmie pozornie nie wydaje się trudna-są to zwykle rutynowe czynności, do których idzie się przyzwyczaić.Najcięższe w niej są natomiast wielozadaniowość, stresująca praca w pośpiechu,presja ze strony kadry i to,że za błędy współpracowników obrywa się tobie(jeśli masz kontakt z klientem).Przykład: stoisz przy ladzie wydając zamówienia,ktoś zgłasza,że jego burgera miał być bez pikli,a je ma.Chamstwo ludzkie nie ma granic-niektórzy w takiej sytuacji rzucają w twoją stronę przekleństwami.Jakby mieli zaraz cię pobić. To nie jest przesada, a codzienność.
Osobiście najcięższe dla mnie było pracowanie na frytce.Pozornie łatwe zajęcie, jeśli nie trwa więcej niż godzinę. Gorąco paruje z frytkownicy prosto w twarz,łatwo o oparzenia, a kosze z frytkami dla osoby drobnej są dosyć ciężkie. Ja miałam odciski na palcach oraz naderwane ścięgno.
Z fajną ekipą naprawdę można jakoś przeżyć w tej robocie.U mnie menadżerowie wprowadzali stres,mobbingowali mnie i resztę.W tej firmie jest rotacja-nie zależy im na twoim dobrym samopoczuciu.Co działa naprawdę na niekorzyść firmy.Opowiadając moje doświadczenia innym ludziom, zrażam ich od stołowania się w McDonald's. Stanowi to negatywną reklamę.Przykład mobbingu: menadżerka każe nieustannie zamiatać osobie, której nie znosi, mimo, że nie ma czego zamiatać.Pośpiesza innych, podczas, gdy sama nie pomoże w pracy. Podsłuchałam rozmowę menadżerek, które kazały zrobić coś pracownicy-,,wiesz, siebie do takich zadań nie posyłamy".Menadżerowie myślą, że są lepsi, bo mają koszule. Często nie przyjmują najmniejszych uwag od strony ,,zwykłych" pracowników. Wydałeś zamówienie, w którym nie spakowali frytek, mimo, iż to było konkretnie ich zadanie? Twoja wina. Menadżer nie nalał pewnego napoju? Poinformują cię o tym, że to twoja wina - pewnie źle wydałeś jakieś poprzednie zamówienie i dałeś colę tam, gdzie nie powinno jej być. Oni przecież się nie mylą tak jak ty.
Polityka firmy mówi jasno, żeby niezależnie od stanowiska zwracać się do siebie na ty.Pewien chłopak, po spytaniu się menadżerki ,,jak się masz?" usłyszał od niej, że ,,nie jest jego koleżanką".
Instruktorzy kompletnie nie przykładają się do swojego stanowiska, unikają obowiązków,jakie z tym się wiążą.Ewidentnie siedzą w tym dla kilku groszy brutto więcej.Teoretycznie powinni cię instruować przy każdym stanowisku, w praktyce menadżer rzuca cię na głęboką wodę, a instruktorzy się patrzą i nie raczą pomóc, no chyba, że się spytasz - zrobią to z wielką łaską.Mogę policzyć na palcach jednej ręki współpracowników,którzy byli pomocni, np.osoba niebędąca instruktorem, mimo, że pracuje w firmie 2-3 lata. Prawda jest taka, iż o awansie decyduje sympatia ze strony menadżerów, a przede wszystkim kierownika. Jeśli nikomu się nie podlizujesz, awans dostaniesz bardzo późno, o ile w ogóle, jeśli się o niego nie doprosisz.
Koleżanka, której pozostały 3 tygodnie do rozwiązania umowy, poprosiła o nauczenie wydawania zamówień na drive thru.Po czym spotkała się z jednoznacznym stanowiskiem menadżerów,że to bez sensu,przecież będzie odchodzić.Innego dnia,ta sama menadżerka poprosiła ją o pracę na tym stanowisku. Kiedy powiedziała,że nikt ją nie nauczył, usłyszała ,,a powiedz mi, jak długo tutaj pracujesz?".Od czego są zatem instruktorzy?
Menadżerowie cały czas proszą o robienie nadgodzin. Przy stanowczym ,,nie" wpędzą cię w poczucie winy, rzucą jakimś wrednym komentarzem.
W praktyce możemy w trakcie pracy iść się napić czy do toalety, w teorii jeśli to zrobimy, musimy liczyć się z krzywymi spojrzeniami i komentarzami od pewnych menadżerów, jak"jesteś niepoważny, to nie przedszkole".
Półgodzinna przerwa, przy bieganiu 8,5 godziny na nogach, jest niczym. Dwa razy mi się zdarzyło, że kierowniczka zmiany odjęła mi czas z przerwy za spóźnienie się niecałe pół minuty do pracy - proszę mi uwierzyć, że takie sytuacje wynikają chociażby z mycia i suszenia rąk przed podejściem do stanowiska, szczególnie, jeśli jest kolejka pracowników. W praktyce obrywało mi się nawet za mycie rąk, mimo, że zgodnie z wytycznymi pracownicy powinni robić to co godzinę. W praktyce mało które standardy są przestrzegane. Jedynie, kiedy jest kontrola, wszyscy bardzo udają przez franczyzobiorcą - a potem śmieją się z niego, kiedy pojedzie, że ma kija (usunięte przez administratora)
Każdej osobie zastanawiającej się nad pracą w tej firmie odradzam, no chyba, że to jest ostateczność. Młodociani mają się również całkiem dobrze - dostają takie same pieniądze, pracują krócej i nie obowiązuje ich połowa obowiązków, co normalnych, dorosłych pracowników.