Niezwykle dziwne miejsce pracy. Pracownicy którzy mieli wszystko gdzieś i nic nie robili, byli olewani i nie proszeni o cięższe rzeczy ze względu na to, że to oleją lub zrobią to na (usunięte przez administratora)- mieli lajcik. Osoby które pracowały za nawet i trzech, często musiały prowadzić zmiany za menadżerów. Były wykorzystywane i (usunięte przez administratora), chociażby za to, że nie upilnowały czegoś, co należało do obowiązków menadżera. Jedna menadżerka potrafiła nas wyzywać od (usunięte przez administratora)(bywały i gorsze wyzwiska), popychać dłońmi z lub z bara, doprowadzać wiele osób do łez, przy czym sama całymi dniami siedziała na telefonie i nie mignęła palcem by nam pomóc:) Śmiała się z wyglądu pracowników w twarz i za plecami, nawet jeżeli dana rzecz zewnętrzna nie byłą ich winą. Był również brak bluz dla większości zwykłych pracowników, więc niejedna osoba tam zmarzła, a nie mogliśmy mieć czegokolwiek swojego ''prywatnego'' poza wspaniałą polówką mcdonald's(no chyba, że udało ci się zgarnąć śmierdzącą bluzę, hehe). Jeżeli nie byłeś samotną matką, to za wolne na żądanie również byłeś (usunięte przez administratora)nawet przy klientach, mimo tłumaczenia się gorszym stanem. Faworyzacja była tam na tle dziennym, a gorszy dzień 70% menadżerów był odbijany na pracownikach. Awansy dostawały osoby po znajomości, które potrafiły np tylko jedno stanowisko (np kuchnię), a szare osoby, które umiały wszystkie stanowiska, nadal nie dostawały awansu. Nie wiem czy nadal tam pracuję M.K, która często stała na napojach, lecz do dziś nie zapomnę tej zmiany. Wspomniana wcześniej menadżerka dała ją na wydawkę(miejsce gdzie wydajesz zamówienia dla klientów), żeby stanąć z boku i się z niej śmiać, bo krzyczała trochę w inny sposób numery zamówień niż my. Dodam, że pani menadżer prowadząca tego dnia zmianę wiedziała, że pani M.K ma grupę inwalidzką, a mimo to nabijała się z niej. Menadżerowie potrafili wychodzić na papierosy po 20+ minut całą ekipą i zostawiali pracowników samych, nawet gdy było ich mało, a zamówienia tylko się powiększały. Ja nie palę, ale widziałem, że pracownikom czasem ''przerwy na fajki'' były liczone po 2-3 minuty przez ''kierownika zmiany''. Bardzo małe szatnie, a słyszałem, że w damskiej tylko nieliczne osoby mają swoje szafki, które są zamykane na kłódkę. Jedyny plus tego śmietnika, to miła AKTUALNA kierowniczka(ale ma w większości (usunięte przez administratora)team) i niektórzy pracownicy, których wyliczę chyba tylko na 1 dłoni :)