Szef to jakaś porażka, nie dość że jest ironiczny i wyzywa pracowników na każdym kroku, to zmienia zdanie codziennie. Potrafi wyśmiać pracownika, bo nie podoba mu się tablica z wypisanymi smakami na zewnątrz, każde ją mazać i zmieniać 50x na dzień bo jedna literka jest krzywo napisana - "a to przecież logiczne, że każda musi być równo", najlepiej od linijki, za niedługo będzie wymagany kurs kaligrafii żeby się dostać do pracy. Przyjmuje dziewczyny, które są ładne z marszu, nieważne czy zaradna i czy sobie radzi, takiej to potrafi nawet zwiększyć stawkę byleby była.
W lokalu ciagle się coś psuje, to zlew zatkany, to ekspres do kawy nie działa tak jak powinien, maszyna do śmietany to dramat, ale jak klienci przyjdą i zamówią to zawsze jest "my zrobimy", a obsługa biedna ma czarować żeby wszystko smakowało, bo jak jest inaczej to przecież twoja wina i tak jak już wspomniano "lody są mądrzejsze od ciebie". Nie mówiąc już o tym, że obsługa ciagle się prosi by kupić rzeczy takie jak kawa, ręczniki papierowe itp., po czym przez miesiąc trzeba przepraszać bo nie ma, a klienci mają do obsługi pretensje a nie do szefostwa. Oczywiście brak drobnych to też problem obsługi. Osoby przyjmowane do pracy nie zawsze z marszu potrafią robić kawę, dlatego najlepiej jak jej nie robią, wgl najlepiej jak nie dotykają ekspresu, niech osoba dłużej pracująca to robi, najlepiej niech wszystko robi, a nowy pracownik niech stoi, nawet jeśli jest bardzo duży ruch, przecież jedna osoba zrobi wszystko.
No i warto wspomnieć o ciągłym zwiększaniu ceny lodów i zmniejszaniu ich gramatury, bo jak za mały zysk się ma z inwestowania w lokale, które nie prosperują dobrze, to warto zaoszczędzić na składnikach i również zwiększyć cenę, bo przecież i tak klienci będą, szkoda że coraz ich mniej.
Wymaga od pracowników robienia "pasty" z lodów które są bardzo zmrożone i czasami się krusza (dotyczy to głównie sorbetów), a nie jest to łatwe gdyż potrzeba do tego dość sporo siły, a kobiety, no cóż, nie każda ma pare w łapie żeby to zrobić, kolejka na 500 metrów, ale "klient poczeka, bo to towar wysokiej jakości", może był kiedyś, bo teraz to te lody chyba koło naturalnych nawet nie stały.
Warto wspomnieć, że w lokalu na ulicy szewskiej spotyka się latające pluskwiaki, obsługa to zgłasza, ale teksty szefa są powalające, m.in. to stary budynek i tak już jest; przynajmniej masz gości. Do tego nie trzeba dodawać komentarza.
Oczywiście można oszczędzać też na wafelkach, na szczęście obsługa czasem nie słucha szefa, zwłaszcza jak mówi żeby wafelki, które spadły na podłogę myć i podawać klientom jeszcze raz, bo to przecież pieniądze i trzeba oszczędzać.
Aaaa oczywiście warto napomknąć o szefowej, która chyba trochę ma za wysokie mniemanie o sobie i pracowników traktuje jak plebs i roboli, bo jak brakuje osób na produkcji to potrafi zadzwonić i mieć pretensje, że się ma zajęcia i jest się studentem i nie zawsze można przyjść do pracy.