Przyprowadziłem Citroena, który od pół roku, dzień w dzień, jakieś 20 sekund po odpaleniu na zimnym silniku, dusił się, nie reagując na pedał gazu.
Samochód przyjął syn właściciela, podczas rozmowy zleciłem dodatkowo pomiar ciśnienia paliwa ( bardzo dobry dostęp do podłączenia manometru), oraz kompresji. Poprosiłem, aby przeanalizować w czasie rzeczywistym pomiary ( nie tylko kody błędów) i nie wymieniać w ciemno elementów, nie mając pewności, że są uszkodzone ( tak potrafi każdy, niekoniecznie mechanik). Syn skinieniem głowy potwierdził, że tak.
Samochód stał w warsztacie trzy dni. Firma kompletnie nie poradziła sobie z diagnozą usterki, więc wymyślono, że u nich samochód ani razu tak się nie zachował! (przypominam przed zostawieniem auta - dzień w dzień). Podczas odbioru samochód oczywiście zadusił się po włączeniu , choć delikatniej, bo wcześniej był już trochę podgrzany.
Panowie odkręcili przepustnicę, bo pomyśleli, że trzeba wyczyścić, mimo, że informowałem, iż była czyszczona. Dodatkowo wymienili czujnik spalania stukowego ( ale jaja - tylko dlatego, że wyskoczył taki błąd ) ze sprawnego oryginalnego na nowy zamiennik.
Odjechałem bez żadnej poprawy, za to biedniejszy o 380zł.
Przyczynę awarii zdiagnozowałem sam przy pomocy interfejsu elm 327 za 16zł, samochód naprawiłem, mimo że nie jestem mechanikiem.
Wystarczyło spojrzeć co dzieje się z wykresem sondy lambda i korektami w momencie przejścia w pętlę zamkniętą. Przyczyną okazała się sonda lambda, która miała problem z podgrzewaniem, mimo że grzałka miała ciągłość.
Panowie, nie wystarczy mieć drogi interfejs, trzeba mieć jeszcze podstawową zdolność do analizy, po prostu wystarczy myśleć, to naprawdę nie boli. Lekcję macie ode mnie gratis, mimo, że ja zapłaciłem.
Zdecydowanie odradzam warsztat, nieudolny właściciel z synem, dla których ważna tylko kasa, zadowolenie klienta niekoniecznie.