Wszystko zależy na jakim stanowisku będzie się pracowało. To zbyt duża instytucja aby jednoznacznie ocenić cały Uniwersytet jako pracodawcę. Miałem dwie rozmowy o pracę na UM, w tym jedna skończyła się "sukcesem". Rozmowy kwalifikacyjne wyglądają tak, że są bardzo szczegółowe i skrupulatne, co może wzbudzić dysonans, gdy później przedstawiają wynagrodzenie. W praktyce praca w ogóle nie miała się do tego co było podczas rozmowy. Samo wynagrodzenie w administracji nie jest wysokie (średnio 2,4 tys), oprócz tego jest premia i liczne dodatki.
Ja trafiłem do działu Centrum Zarządzania Projektami. Trafiłem do ula z osami, więc atmosfera była dość nie przyjazna. Na nikogo nie można było liczyć, zero pomocy, a po pierwszych dniach przekonałem się, że nikomu tam nie można ufać i w pierwszych dniach były życzliwe anonimowe donosy do przełożonych w sprawach nie związanych z pracą. Nikt tak na prawdę nie przedstawił pełnego zakresu obowiązków, czy ścieżki postępowania spraw, ale za to odpowiedzialność była za wszystko. To dość specyficzne środowisko, któremu bliżej to towarzystwa wzajemnej adoracji, niż zdrowego przyjaznego zespołu, w sumie do tej pory dziwi mnie ta zawiść, bo tam nie ma potencjalnie żadnej konkurencji i nie ma o co rywalizować. 99% to środowisko kobiet. Nie chcę wyjść na mizogina, bo przez lata pracowałem w różnym środowisku , również takim, gdzie przeważają kobiety. Ale jednak to zależy od charakterów niż samej płci. Mi oprócz fatalnego zespołu, trafili się całkowicie nie pomocni i nie przyjaźni przełożeni, od kierownika , do dyrektorkę. Tworzyli dość dziwną atmosferę ciągłego napięcia i presji, przy czym tak naprawdę sama praca tego nie wymagała. Ale już w innych miejscach pracy przekonałem się, że im mniej jest realnej pracy , to większa jest presja na poddanych i wzajemna niezdrowa konkurencja, bo każdy przecież boi się, że będzie nie potrzebny i to prowadzi do jakiejś chorej atmosfery eliminacji innych. Miałem wrażenie, ze tam wszędzie panuje taka atmosfera, a im ktoś mniej miał do roboty, tym większy pozór "zarobienia". Myślę, że praca jako sama praca tam byłaby super, gdyby nie tamci ludzie, którzy wypracowali dość specyficzne i hermetyczne środowisko. Jak ktoś nie rezonuje z ich falami, to skutecznie pozbędą się takiej osoby. Z tego co wiem, to nie są chętni zatrudniać na stałe, albo przedłużają w nieskończoność, albo pozbywają się ludzi. Panuje tam kult administracji, wszystko zbiurokratyzowane, wszystko okraszone własnymi przepisami, ścieżkami postępowania co przypomina jakiś totemizm urzędniczy. Ale myślę, ze w każdej administracji tak jest. Najważniejsi są ludzi. Ja trafiłem fatalnie, moja najgorsza dotychczasowa praca w życiu, a mam spore doświadczenie i w pracy ciężkiej fizycznie i umysłowej. Najśmieszniejsze, że zrezygnowałem z pracy w dużym banku, bo już miałem dość mobbingu, presji i ciągłej napiętej i nieprzewidywalnej sytuacji. Okazało się, że UM przebił to zdecydowanie. Pracowników z CZP serdecznie nie pozdrawiam. Pozostałym życzę szczęścia.