Jak powszechnie wiadomo – od stycznia br. przesyłki sądowe i te z prokuratury odbierane są w najróżniejszych placówkach. Fakt, że Polska Grupa Pocztowa zajmuje się tymi usługami budzi kontrowersje znacznej większości Polaków, ale oczywiście wydarzyło się również to, czego się obawiałam, a czego – nie nowina – nikt decyzyjny pod uwagę wziąć nie raczył: przystosowanie placówek. W tym wpisie będę odnosiła się do informacji zawartych w artykule portalu www.niepelnosprawni.pl, ponieważ jego autorzy już dość gruntownie przyjrzeli się temu problemowi.
Zacznijmy od tego, że Poczta Polska nie jest instytucją idealną – także jeżeli chodzi o podejście do osób niepełnosprawnych. Teoria jest, oczywiście, dość idylliczna – przystosowane placówki (i to akurat prawda; muszę też wtrącić, że panowie listonosze są z reguły pomocni i wyrozumiali – pozdrawiam życzliwie! :-) ), obniżone blaty (o tym już kiedyś było…) i to obiecujące założenie: „Poczta Polska zobowiązana jest m.in. artykułem 62. ustawy o prawie pocztowym z dn. 23 listopada 2012 r. do zapewnienia osobom z niepełnosprawnością dostępu do usług, m.in. poprzez odpowiednią organizację pracy swoich placówek oraz dostęp do skrzynek pocztowych, co umożliwi korzystanie z nich osobom poruszającym się na wózkach. Osoby na wózkach oraz niewidome na swój wniosek oraz bez dodatkowych opłat mają też prawo otrzymywać przesyłki do rąk własnych. Nie muszą więc fatygować się na pocztę ani nawet do swojej skrzynki”. I to już z prawdą ma bardzo niewiele wspólnego. Walczyłam o to na swoich dwóch pocztach. Zaczęło się od tego, że panie odmawiały wydawania przesyłek asystentce, która dysponowała moim dowodem, okazywała swój itd. – co jeszcze bym była w stanie zrozumieć, ale w zamian oferowały mi odpłatne pełnomocnictwo, które, jak malowniczo określały, „załatwi sprawę” (koszt rzędu 20,00 zł). Na 1. poczcie panie skapitulowały i przystały na wydawanie przesyłek asystentce, obecnie bywa różnie. Nie odpuściłam, ponieważ wiem, że poczta ma obowiązek dostarczać mi przesyłki do rąk własnych. Nie chodzi o wysokość tej kwoty – chodzi o zasadę. To jest ich obowiązek. Pytałam grzecznie, czy ktoś z pracowników poczty ponosi jednorazową opłatę za odbieranie swoich przesyłek. Oczywiście nie, więc odpowiedziałam, że ja też nie zamierzam. Piszę o tym, żebym udowodnić, że Poczcie Polskiej też można niejedno zarzucić, ale… oto stanie przed nami prawdziwsze wyzwanie – PGP. Dlaczego?
„W kioskach RUCH-u oraz umieszczonych często na peryferiach miast punktach InPost, nie wspominając już o sklepach papierniczych, wędkarskich, punktach ubezpieczeniowych, SKOK-ach, hurtowniach chemicznych itd., w których także przechowywane będą przesyłki z sądu, możemy napotkać schody. Jak się dowiedzieliśmy, aspekt powszechnej dostępności placówek odbioru przesyłek nie był brany pod uwagę przy rozstrzygnięciu przetargu. Co więcej, nie był to nawet żaden z warunków do spełnienia przez oferentów”. Pytam się – w jakich my żyjemy czasach? Czy naprawdę wsadzenie decydentów na wózek przy tego typu przedsięwzięciach nie powinno być naturalnym punktem wymogów przetargowych? Dlaczego wciąż nie jest to taką samą oczywistością jak kontrole sanepidu?
Czy szukamy problemów na wyrost? Chyba nie… „Wybrane losowo z listy punktów odbioru PGP dwa (nowe!) warszawskie kioski RUCH-u są co najmniej mało użyteczne z punktu widzenia osoby poruszającej się na wózku. Aby dostać się do pierwszego z nich (Trasa W-Z/Plac Zamkowy), należy wspiąć się na stopień i otworzyć sobie drzwi, co uda się być może człowiekowi korzystającemu z kul, ale już nie osobie poruszającej się na wózku ani rodzicowi z małym dzieckiem. Drugi (róg ulic Zamenhofa i Anielewicza) ma tak wysoko umieszczone okienko, że człowiek siedzący na wózku nie będzie w stanie sam podać kioskarzowi awizo ani odebrać od niego listu”. To, że nieprzystosowane są nowe kioski już nawet nie wymaga komentarza. Nie wiem, ile w nieskończoność można walczyć o to samo i to o coś tak elementarnego.
Nie martwmy się jednak, ponieważ uspokoiła nas pani rzecznik Izabela Cicha-Berenda, która nie dostrzega problemu: „Według mojej wiedzy robienie zakupów w naszych nowych bryłach nie jest problematyczne dla osób na wózkach. Do tej pory nie mieliśmy takich zgłoszeń. Rzeczywiście zdarzają się kioski ze schodami, ale to są pojedyncze sztuki”. Dlaczego nie powiedziała wprost – to są pojedyncze sztuki, więc tam po prostu niepełnosprawny się nie dostanie. Przyjmijcie to i nie drążcie. Tylko czy szanownej pani rzecznik ktoś zabrania wstępu do apteki, którą sobie upatrzy lub osiedlowego warzywniaka (pomijam, że w tych przypadkach są alternatywne rozwiązania, czego nie można powiedzieć o odbiorze przesyłki w nieprzystosowanej placówce)?
Uruchomiono specjalną infolinię: 12 444 27 72, ale co ciekawe: „Na specjalnej infolinii PGP otrzymałem zapewnienie, że przesyłka z sądu może być dostarczona do mnie do domu. Ale żeby tak było, muszę wcześniej podać P