Nie boję się spotkań na sali sądowej. Boję się za to, ile jeszcze wszystkich Polaków będzie kosztować zasypywanie dziury po kontrakcie sądowym i wojna o utrzymanie monopolistycznej pozycji Poczty Polskiej - pisze(usunięte przez administratora). I zapowiada niestrudzoną walkę z państwowym Lordem Voldemortem
Jestem Harrym Potterem nie tylko dlatego, że otwieram skrytki paczkomatowe magicznym kodem, bez konieczności podawania adresu odbiorcy. Nie tylko dlatego, że ze swoim wspaniałym zespołem z pasją porywamy się na niezdobyte dotąd światowe lądy z paczkomatami, pokazując globalny produkt Made in Poland. Wreszcie nie tylko dlatego, że zmagamy się z monopolem na jakże trudnym rynku usług pocztowych. Ale dlatego, że od wielu lat tworzymy miejsca pracy i wspieramy rozwój małej przedsiębiorczości. I chętnie zatrudnię także tych doręczycieli, których dotknie „niezasypana dziura” Lorda Voldemorta. Ale przede wszystkim mamy ambicję pokazać, jak powinna wyglądać nowoczesność w usługach pocztowych. Teraz – razem z PGP – operatorzy prywatni dostali taką szansę i na pewno ją wykorzystają. Pomimo niesłusznych ocen - będziemy walczyć do końca.
Wiele osób w ostatnim czasie – w tym prezes operatora wyznaczonego – deklarowało, jak bardzo cenią sobie liberalizację na rynku pocztowym. I jak wielką wagę przykładają do zdrowej konkurencji. To ważne dla nas słowa – choć marzyłbym, by uwzględniały także obowiązki wynikające z tejże demonopolizacji. Jak choćby dostęp do infrastruktury. Kiedy w czerwcu 2013 roku apelowałem publicznie w tej sprawie, niewiele osób było zainteresowanych. Obowiązek zapewnienia dostępu do tej wybranej infrastruktury został nałożony na Pocztę Polską 1 stycznia 2013 r., a wykonany dopiero w listopadzie – 11 miesięcy później. Jednocześnie operator wyznaczony martwi się, jaki to straszny los go spotkał. Musi utrzymywać placówki pocztowe w każdej gminie i to nawet takie, które są nierentowne. I usiłuje - sprytnie pomijając szczegóły - wmówić Polakom, że to InPost nie chciał podpisać umowy. Nie zauważa przy tym, że w oświadczeniu InPostu, do którego się odnosi, to właśnie odpłatnego dostępu do tych nierentownych placówek odmawia nam się już od 14 miesięcy. Nie mówimy o skrytkach pocztowych, oddawczych skrzynkach pocztowych, systemie kodów pocztowych lub bazie informacji o zmianie adresu – to ważne elementy infrastruktury, ale nie one są deficytowe, prawda szanowny konkurencie? Mówimy o dostępie do placówek pocztowych, o miejscu, w którym pracują tysiące osób, które dziś chce się zwalniać. Mówimy o tym, że operator wyznaczony nie chce otrzymać wynagrodzenia z InPostu (rynkowego, w skali roku to miliony złotych), by pracownicy monopolisty mogli utrzymać swoje miejsca pracy i zajmowali się jednocześnie przesyłkami zarówno własnymi, jak i innych operatorów. Dlaczego odnoszę wrażenie, że każdy przyczółek – czy to infrastrukturę, czy moc stempla – operatorzy prywatni muszą okupić wieloletnią walką przed organami władzy, bo do czasu zapadnięcia prawomocnych wyroków operator wyznaczony uznaje, iż „nie został dotąd nałożony żaden obowiązek regulacyjny”?
Operator wyznaczony zdecydowanie stwierdził w mediach, że PGP nie jest przygotowana do realizacji kontraktu na rzecz sądów. Choć trudno stwierdzić, na jakiej podstawie powziął tak szczegółowe informacje – bo chyba nie w oparciu o te kilka przypadków z taką determinacją nagłośnionych wielokrotnie w mediach. Tak – proszę Państwa – okazuje się, że doniesienia medialne oparły się na tych samych, setki razy powtarzanych i wielokrotnie nieprawdziwych sytuacjach. O co zatem toczy się walka? O to, by bez przeszkód podwyższać ceny listów zwykłym obywatelom trzynaście razy więcej niż inflacja? O pieniądze na wyrzucenie 450-letniej trąbki z logo? O środki, by „zasypać dziurę” realizowaną na usługach dla dużych nadawców, typu banki, telekomy i firmy energetyczne? Bo dziś list zwykły nadawany przez emerytkę jest droższy od listu zwykłego dużej firmy energetycznej o ponad 140 procent! Dlaczego? Bo o firmę energetyczną monopolista musi zabiegać, gdyż konkurencja jest groźna, a o emerytkę nie, bo konkurencja póki co nadal jest miażdżona obcasem. I łatwo oskarżyć tę niegroźną konkurencję o to, że i tak nie da rady.