- Poufności - tego od prokuratury domaga się Polska Grupa Pocztowa, prywatna firma, która od stycznia dostarcza przesyłki z sądów i prokuratur. Państwowa poczta, która straciła po latach kontrakt na te usługi, chciała wiedzieć, jak radzi sobie jej konkurencja, a wtedy ona postraszyła śledczych sądem
Przynajmniej tak odebrali to sami prokuratorzy. Ale po kolei. Od stycznia Poczta Polska nie ma już monopolu na doręczanie korespondencji z sądów i prokuratur. Zlecenie, dzięki najniższej cenie, zdobyła Polska Grupa Pocztowa SA. Była tańsza o 84 mln zł od PP. Współpracuje teraz z InPostem i Ruchem.
Listy można odebrać już nie w placówkach pocztowych jak kiedyś, a w punktach InPostu, kioskach Ruchu, ale też w... piekarniach, sklepach monopolowych czy lombardach. Zdarza się, że pod wskazanym w awizo adresem nie ma w ogóle punktu PGP! Na to wszystko skarżyli się czytelnicy "Wyborczej". Na chaos narzekają też sędziowie i prokuratorzy.
Prezes sądu traci cierpliwość
Z powodu braku potwierdzeń o odebraniu korespondencji z sądu czy prokuratury (tzw. zwrotek) spadają z wokand rozprawy i wydłużają się śledztwa.
Na przykład w Sądzie Rejonowym Lublin-Zachód tylko w ciągu jednego tygodnia trzeba było odroczyć aż 78 spraw. Wyłącznie dlatego, że sędziowie nie dostali zwrotek od stron.
Prezes sądu Wojciech Wolski stracił cierpliwość i poprosił ministra sprawiedliwości, by pozwolił mu na utworzenie własnej służby doręczeniowej. Weszliby do niej chętni pracownicy sądu, którzy zgodziliby się roznosić korespondencję po skończonej pracy. - Od połowy stycznia obserwujemy regres. Główną przyczyną jest brak informacji, czy strony zostały zawiadomione prawidłowo o terminach. Bez tego nie możemy prowadzić postępowań - tłumaczył sędzia Wolski.
U śledczych wcale nie jest lepiej. W Prokuraturze Rejonowej w Lublinie według naszych ustaleń wydłużyło się aż 50 postępowań, bo na wezwania nie stawiali się świadkowie czy podejrzani, ale nie można było zarzucić im złej woli. Najpewniej nie zostali zawiadomieni.
Prokuratorzy imają się różnych sposobów: wezwania noszą policjanci albo śledczy po prostu dzwonią i zapraszają do siebie, na co pozwalają przepisy.
Jednocześnie w mediach trwa konflikt na argumenty między PGP a państwową pocztą. Nieoczekiwanie przeniósł się też do prokuratury.
Otóż na początku marca Poczta Polska poprosiła Prokuraturę Okręgową w Lublinie (a także inne prokuratury i sądy w całym kraju) o dane dotyczące opóźnień w dostarczaniu przesyłek przez PGP, nieprawidłowości i konsekwencje, które spadły przez to na prokuratorów. 11 dni później niemal identyczne pismo Prokuratura Okręgowa dostała z PGP. Oczywiście prywatna konkurencja chce poznać słabe punkty usług państwowego monopolisty za sześć lat, do końca grudnia 2013 roku.
Oba wnioski oparto na prawie dostępu do informacji publicznej. Przysługuje ono każdemu obywatelowi.
Jednak członek zarządu PGP SA Witold Szczurek poszedł o krok dalej. Przypomniał prokuraturze, że przy umowie jego firma i skarb państwa zobowiązały się do "wzajemnego zachowania poufności wszelkich informacji () co do których mogą powziąć podejrzenie, iż są poufnymi informacjami lub że jako takie są traktowane przez drugą Stronę".
W skrócie: to PGP może zdecydować, co np. utajnić przed opinią publiczną. To nie wszystko. "W szczególności nie wyrażamy zgody na udostępnienie tych informacji na wniosek Poczty Polskiej S.A, jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że niewywiązanie się ze zobowiązania do zachowania poufności może spowodować powstanie odpowiedzialności określonej przepisami prawami" - przypomniał prokuraturze Witold Szczurek.
- To groźba procesu sądowego, który PGP może nam wytoczyć - mówi nam jeden z prokuratorów.
"Nikomu nie grozimy"
Rzecznik PGP S.A Wojciech Kądziołka widzi to inaczej: - Nikomu nie grozimy odpowiedzialnością przed sądem, a zwłaszcza Prokuraturze Okręgowej w Lublinie, która według naszej wiedzy żadnych informacji nie ujawniła. Przypominamy tylko, że zobowiązanie do zachowania poufności jest częścią umowy i za naruszanie zobowiązań wynikających z umowy ponosi się odpowiedzialność cywilnoprawną. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że zarówno PGP, jak i sądy oraz prokuratury są zobowiązane do poufności.
Zbigniew Baranowski, rzecznik Poczty Polskiej: - Reakcja PGP nas nie dziwi. Raporty sędziów i prokuratorów są dla prywatnego operatora bardzo nieprzyjemne. W razie ich ujawnienia mogą rzutować na ocenę profesjonalizmu i jakości świadczonych przez PGP usług w ramach kontraktu z Ministerstwem Sprawiedliwości. Dlatego PGP próbuje zrobić wszystko, aby te informacje nie ujrzały światła dziennego.