Wiemy, ile Poczta Polska chce od państwa za doręczanie listów sądowych. Szacowano, że kontrakt będzie opiewał na blisko 700 mln zł. Tymczasem oferta Poczty Polskiej wyniosła 293 mln zł brutto. Konkurencja, należąca do InPostu firma PGP, mówi wprost: To dumping.
Termin składania ofert i ich otwarcia przekładano osiem razy. W środę w końcu się udało. O godzinie 10 rano pieczołowicie przygotowywane oferty przetargowe znalazły się w krakowskim Centrum Zakupów dla Sądownictwa. Otworzono je o 10.15. W przetargu biją się dwie firmy: Poczta Polska oraz InPost. Poczcie Polskiej chodziło nie tylko o pieniądze, choć i one są nie do pogardzenia, lecz także o honor. Utrata tego kontraktu byłaby na nim plamą.
Z kolei dla InPostu ten kontrakt to gigantyczne obroty, ale również ruch w sieci. Bo sieć pocztowa, aby sprawnie działać, potrzebuje dużego wolumenu przesyłek. Kontrakt pocztowy go daje - chodzi m.in. o blisko 165 mln sztuk listów poleconych ekonomicznych.
Duża różnica w ofertach
Złożone oferty mogły wywołać zaskoczenie u członków komisji przetargowej. Zamawiający miał na ten cel przeznaczone 1,1 mld zł. Szacowano, że kontrakt będzie opiewał na blisko 700 mln. zł. Tymczasem oferta Poczty Polskiej wyniosła 240 mln zł bez VAT (czyli 293 mln zł brutto). Umowa ma obowiązywać w latach 2016-18. To daje dużo mniej niż 2 zł na list polecony (a w skład kontraktu wchodzą przecież jeszcze inne usługi). Przeciętny Kowalski za zwykły list polecony płaci 4,20 zł.
To gigantyczne zaskoczenie, bo oferta Poczty w poprzednim, przegranym przez nią przetargu wynosiła 580 mln zł (bez VAT), i to za dwa lata.
"Cena zaproponowana przez Pocztę Polską budzi nasze zdumienie i jest znacznie poniżej cen oferowanych przez nią na rynku detalicznym, jak również na rynku zamówień publicznych. Zakres i wysokie wymagania postawione przez Zamawiającego w przetargu, które są niespotykane w żadnym innym zamówieniu, w żaden sposób nie uzasadniają tak niskiej ceny przy tak wysokich kosztach zarządu w Grupie Poczty Polskiej (sięgający 570 mln zł rocznie), jak również innych kosztach ponoszonych przez PP. Przychody z kontraktu sądowego w żaden sposób nie pokryją kosztów operacyjnych i odpowiadających im kosztów stałych, co może być istotnym czynnikiem analizy finansowej inwestorów podczas zapowiadanego IPO czy emisji obligacji Poczty Polskiej" - powiedział cytowany w komunikacie prasowym Witold Szczurek, prezes zarządu PGP.
Szczurek dodał, że podobna sytuacja miała miejsce w niedawno toczącym się przetargu na obsługę korespondencji administracji skarbowej, w którym Poczta Polska zaoferowała cenę netto 83,3 mln zł, podczas gdy dotychczas świadczyła tę samą usługę za ok. 267 mln zł, czyli trzykrotnie drożej.
"Daje to bardzo poważne argumenty do podejrzeń, że Poczta Polska świadczy usługi na rynku komercyjnym poniżej kosztów w celu eliminacji konkurencji, co jest sprzeczne z prawem polskim i prawem unijnym" - oskarża Szczurek.
Oferta Poczty Polskiej jest niższa od tego, co zaoferowała PGP (475 mln brutto, tej kwoty nie podano jednak oficjalnie).
- Zaproponowaliśmy rynkową i bardzo korzystną ofertę, mając świadomość roli Poczty Polskiej jako firmy kluczowej dla infrastruktury krytycznej państwa i służby dla obywateli w tym specyficznym i arcyodpowiedzialnym przetargu - przekonuje Zbigniew Baranowski, rzecznik prasowy Poczty Polskiej. - Cieszymy się, że dzięki ofercie Poczty Polskiej budżet państwa zaoszczędzi znaczne środki.
Według niego potencjalny wybór Poczty Polskiej na firmę obsługującą to zlecenie zakończy dwuletni bałagan. Tym razem o zwycięstwie decyduje nie tylko cena (70 proc. kryteriów), lecz także zatrudnianie ludzi na etatach (kolejne 15 proc.). W ofercie PGP - i to kolejne zaskoczenie - 85 proc. pracowników byłoby zatrudnionych na umowach o pracę. Poczta Polska na umowach o pracę zatrudnia niemal 100 proc. załogi.
Kto zwycięży? Tego jeszcze oficjalnie nie wiadomo, ale faworytem jest Poczta Polska. Kiedy rozstrzygnięcie? Na razie nie wiadomo. Decyzja może zapaść równie dobrze za miesiąc.
Urzędnicy sobie nie poradzili
Dwa lata temu zwycięstwem PGP (należącej do InPostu) w przetargu na listy sądowe wszyscy byli zaskoczeni: Poczta Polska, która przegrała, media, które nie przypuszczały do tej pory, że korespondencję sądową można odbierać z kiosków Ruchu oraz sklepów, a także sama komisja przetargowa, która decydowała o wyborze.
Ponieważ umowę podpisywano kilkanaście dni przed Nowym Rokiem, nowy operator miał w tym czasie stworzyć ogólnokrajową sieć pocztową, niezbędną logistykę i odpowiednie procedury. Początek był fatalny. Bunt ogłosili prawnicy, twierdząc, że to upadek systemu sprawiedliwości. Liczne zastrzeżenia składały sądy, interweniowali politycy.
konsorcjum PGP, InPost i Ruchu, które wówczas obsłu