Poczta Polska dwa dni po złożeniu superatrakcyjnej oferty na dostarczanie listów dla sądów złożyła wniosek do Urzędu Komunikacji Elektronicznej o zgodę na podwyższenie cen swoich usług.
"Pan Waldemar R. Menadżer ds. sprzedaży. Segment klienta biznesowego.
Złożone przez Pana oferty zawierają ceny ustalone poniżej kosztów świadczenia usług. ( ) W szczególności ceny netto zaoferowane za usługę list polecony (2 zł) oraz list polecony ze zwrotnym potwierdzeniem odbioru (2,50 zł). Za powyższe działania ( ) ponosi pan osobistą odpowiedzialność majątkową (majątkiem teraźniejszym i przyszłym) wobec InPost" (pisownia oryginalna).
Takie listy dostało ostatnio kilku menedżerów Poczty Polskiej. To, że konkurujące ze sobą firmy obrzucają się błotem i ciągają po sądach, zdarza się często. Straszenie sądem pracowników konkurenta to ewenement. Spór pomiędzy InPostem a Pocztą Polską dawno już wykroczył poza granice normalnej walki rynkowej.
InPost zarzuca dumping
- Stosowanie cen dumpingowych przez Pocztę Polską, oczywiście tylko w przetargach, w których startuje konkurencja, powoli staje się regułą - twierdzi Krystian Szostak, członek zarządu InPostu.
I wylicza, że w sprawozdaniu za 2014 rok Poczta określiła koszt listu poleconego na 4,57 zł, a listu zwykłego na 1,44 zł. Tymczasem w niektórych przetargach Poczta Polska chce doręczać zwykłe listy za 0,41 zł.
Z kolei za jeden list polecony w przetargu na obsługę izb skarbowych operator chce brać 1,40 zł, a w przetargu na listy sądowe według szacunków InPostu - 1,05 zł.
Rzecznik Poczty Polskiej Zbigniew Baranowski nie widzi nic dziwnego w tym, że klienci biznesowi dostają inne ceny niż indywidualni. - Jeżeli jakaś firma wysyła setki tysięcy listów, to otrzymuje z tego tytułu rabat - twierdzi Baranowski.
Poczta jest jego zdaniem przygotowana na pytania w tej sprawie ze strony UOKiK i UKE, a instytucjom kontrolnym udzieli jak zawsze "wyczerpujących odpowiedzi".
Przez wojnę cenową usługi pocztowe dla firm i urzędów są teraz wyjątkowo tanie. Bo niskie ceny proponuje też InPost. Na przykład PGP (własność InPostu), składając ofertę na usługi pocztowe dla mazowieckiego NFZ, zaproponowało 0,55 zł za list zwykły i 2,24 zł za list polecony.
To nie tanio. To bardzo tanio. Jeszcze niedawno takie ceny były niemożliwe.
Poczta chce podnieść ceny
Tyle że konsumenci niewiele zyskują na wojnie cenowej. Normalny list na Poczcie Polskiej kosztuje 1,75 zł, polecony 4,20 zł. A Poczta Polska, jak się dowiedzieliśmy dwa dni po złożeniu superatrakcyjnej oferty dla sądów, złożyła wniosek do Urzędu Komunikacji Elektronicznej o zgodę na podwyższenie cen swoich usług.
O ile? Tego na razie nie wiadomo. Poczta argumentuje, że wzrosły jej koszty. UKE analizuje sprawę.
- Jak zarząd Poczty Polskiej chce podwyższyć opłaty obywatelom, to mówi, że ma koszty bardzo wysokie, a jak stosuje dumping, to twierdzi, że koszty są bardzo niskie. Gdzie jest prawda? - pyta Szostak. I sam sobie odpowiada: - Naszym zdaniem w wielu obszarach obywatele i instytucje płacą za dużo (w skali lat w grę wchodzą miliardy złotych), a tam, gdzie jest konkurencja, Poczta Polska oferuje często ceny dumpingowe, by konkurencję zniszczyć, a w konsekwencji w przyszłości móc stosować zawyżone ceny dla wszystkich.
Poczta Polska przekonuje, że w rzeczywistości jej spór z InPostem to spór o rozumienie państwa i kapitalizmu. Poczta widzi to tak: z jednej strony jest publiczna spółka zatrudniająca ludzi na etatach, z drugiej - drapieżny prywatny konkurent, dla którego liczy się tylko zysk, stosujący masowo umowy cywilnoprawne, powiązany kapitałowo z Cyprem itd. Czy wobec tego nie lepiej jest zapłacić trochę więcej za usługi, ale wspierać rdzennie polską firmę, która gwarantuje wysoki standard usług i dobrze traktuje pracowników?
- Silna Poczta Polska oczywiście nie jest na rękę takim firmom jak InPost, które liczyły, że liberalizacja rynku będzie oznaczała - wzorem stosowania metalowych blaszek czy woreczków z piaskiem - łatwe wyciągnięcie najlepszych kawałków z pocztowego tortu w postaci zabierania Poczcie najbardziej lukratywnych kontraktów - atakuje Baranowski.
Pocztę wezmą politycy PiS?
Nie ulega wątpliwości, że zwycięstwo w ostatnich kilku istotnych przetargach kończy pierwszy etap restrukturyzacji państwowego operatora. Dni obecnego zarządu, który ma za sobą spore osiągnięcia (pięć lat zysków z rzędu, układ zbiorowy z pracownikami), są już raczej policzone. Trudno sobie wyobrażać, aby na czele największej spółki należącej do skarbu państwa - Poczta Polska zatrudnia blisko 80 tys. osób (z rodzinami to ok. 350 tys. osób) - stali ludzie z czasów koalicji PO-PSL.
Zwłaszcza że są to atrakcyjne posady. InPost punktuje, że obecnie w radach nadz