Odwoływane rozprawy, brak zwrotnych potwierdzeń odbioru, spóźnione doręczenia - o problemach z przesyłkami z sądów po zmianie dostarczyciela pisaliśmy wielokrotnie. Sądy grzmiały: będziemy składać reklamacje. I składają. Tyle że większość jest odrzucana. Prawie wszystkie. Problem bowiem w tym, że nikt nie gwarantował, że list z sądu dojdzie w ciągu 3 czy 7 dni. Zapisu o gwarancjach nie było w umowie.
Od stycznia przesyłki z sądów dostarcza Polska Grupa Pocztowa, wspólnie z InPostem i RUCH-em SA. Sądy od początku skarżyły się, że jest problem, bo przesyłki nie dochodzą na czas, brakuje zwrotek, w wielu miastach trzeba było odwoływać rozprawy. Nie jedną czy dwie, ale całą masę rozpraw w skali kraju. W sądach słyszeliśmy głosy: będziemy składać reklamacje i domagać się odszkodowań za wszystkie problemy.
PGP: Ponad 95 procent reklamacji niezasadnych
Na początku z reklamacjami był kłopot, bo nie do końca było jasne, jak je składać. Gdy ten problem zniknął, pojawił się inny - większość reklamacji jest odrzucana. - Faktycznie, poziom reklamacji do nas kierowanych, które są tak naprawdę niezasadne, jest bardzo wysoki. Ponad 95 procent reklamacji jest odrzucanych, bo są niezasadne, niezgodne z umową - powiedział nam Wojciech Kądziołka, rzecznik Polskiej Grupy Pocztowej. Jego zdaniem to, że reklamacje są niezasadne, wynika z "niewiedzy".
W czym rzecz? Chodzi o to, że w umowie, którą sądownictwo podpisało z PGP na dostarczanie np. wezwań na rozprawy, nie było zapisów o gwarantowanych terminach doręczeń. Były tylko terminy "deklarowane". A, wiadomo, z deklaracjami bywa różnie. Nikt nie gwarantował, że dany list dojdzie np. w ciągu trzech dni czy tygodnia, więc reklamację mówiącą o tym, że wezwanie na rozprawę nie doszło w terminie - łatwo odrzucić. Rzecznik PGP podkreśla jednak, że taka sama byłą poprzednia umowa sądów z Pocztą Polską, tam też nie było terminów gwarantowanych. - Ale wtedy nie było przecież tylu problemów z tymi zwrotkami - odpowiadają pracownicy sądów.
Rzecznik PGP, mówiąc o "niewiedzy" w sądach, zwraca uwagę na coś jeszcze. - Sądy wysyłają do nas reklamacje w sytuacji, gdy nie upłynął jeszcze czas skutecznego doręczenia - twierdzi Kądziołka. I po raz kolejny wylicza, że jeśli sąd będzie reklamował list wysłany np. 20 dni wcześniej - to reklamacja nie zostanie uwzględniona. - Bo taka przesyłka nie miała prawa wrócić. Na dostarczenie przesyłki mamy pięć dni. Ale każdego z nas może nie być w domu przy pierwszym podejściu doręczyciela. Więc są kolejne dwa tygodnie na awizację. I jeszcze siedem dni roboczych na zwrot nieodebranej przesyłki do sądu - wyjaśnia Kądziołka.
Sądy: "Reklamujemy, ale długo się czeka"
Sądy zwracają uwagę także na długi czas oczekiwania na rozpatrzenie reklamacji. Sędzia Artur Ozimek z Sądu Okręgowego przyznaje, że po wysłaniu reklamacji, mimo upływu terminu 30 dni, w części spraw nie ma żadnej odpowiedzi. - Zdarza się też tak, że dostajemy odpowiedź, tyle że jest ona nieadekwatna do przestawionego w piśmie reklamacyjnym zarzutu - mówi Ozimek.
W sądzie słyszymy głosy, że w części przypadków reklamacje są odrzucane na zasadzie "nie, bo nie", bez merytorycznego odniesienia się do zgłaszanego przez sąd problemu. Słyszymy o przypadkach, gdy list nie doszedł, bo doręczyciel napisał na kopercie, że brak takiego adresu. - A my występujemy do gminy, która potwierdza nam, że taki adres istnieje - mówi sędzia Ozimek. Były też przypadki pozostawiania awiz w skrzynkach instytucji, w których na co dzień, non stop, są osoby, które czekają na korespondencję, tyle że nikt z taką korespondencją się u nich nie pojawia.
Liczby mówią wiele
Liczby mówią same za siebie. W Sądzie Rejonowym Lublin-Zachód, pod który podlega jedyny w Polsce sąd elektroniczny, czyli e-sąd, złożono do końca maja prawie 8 tysięcy reklamacji. - Uwzględniono tylko 22 reklamacje, w ponad 7 tysiącach jest brak odpowiedzi, a więc jest to bardzo duża liczba - mówi sędzia Ozimek.
Na terenie okręgu krakowskiego (Sąd Okręgowy w Krakowie i sądy rejonowe) złożono ponad 4 tysiące reklamacji, z czego uwzględnione zostały 1182 reklamacje - informuje sędzia Beata Górszczyk. Sąd Okręgowy w Warszawie złożył prawie 2 tysiące reklamacji, które w znacznej mierze dotyczyły niepowracających do sądu zwrotek - większość nie została uznana. "Z uwagi na to, że w umowie podpisanej z Polską Grupą Pocztową w dniu 13 grudnia 2013 roku brak było terminów gwarantowanych, które stanowią podstawę uznawania przez operatora reklamacji - reklamacje te nie były uznawane" - poinformowała nas mailowo Karolina Przybysz z sekretariatu dyrektora Sądu Okręgowego w Warszawie.
Z kolei Sąd Okręgowy w Poznaniu wysłał do PGP do 27 maja ponad 6 tysięcy reklamacji. Uwzględniono 280, reszta jest odrzucona albo oczekuje na rozpatrzenie. - Wysokość zgło