Od 1 marca listy sądowe ponownie doręczają listonosze Poczty Polskiej. Potwierdzenia odbioru zamiast elektronicznie jak do tej pory w niektórych częściach kraju będą przesyłane... papierową zwrotką.
To oficjalny koniec sądowej rewolucji. Przez dwa lata i dwa miesiące listy z sądów dostarczało konsorcjum InPost/PGP. Początki były trudne, a nawet bardzo trudne. Protestowały sądy i prawnicy, a klienci musieli nauczyć się odbierać sądowe listy np. z kiosków Ruchu. Później współpraca się unormowała. Tak przynajmniej twierdził Urząd Komunikacji Elektronicznej, nadzorujący operatorów.
Poczta Polska obsłuży sądy
Nowy kontrakt wygrała Poczta Polska, proponując niższą cenę niż konkurencja. Oferta Poczty Polskiej wyniosła 293 mln zł brutto za trzy lata. To daje 95 groszy netto za list polecony. Przeciętny Kowalski za zwykły list polecony płaci 4,20 zł. PGP chciało 475 mln brutto. Poczta Polska szacuje, że dostarczy ponad 170 mln listów poleconych z sądów.
- Nam jest wszystko jedno, kto będzie doręczał listy - mówi sędzia Michał Tomala, rzecznik Sądu Okręgowego w Szczecinie. - Ważne, aby je doręczał i robił to szybko.
Z tym "szybko" mogą być jednak pewne problemy. Kluczowy element sądowej korespondencji to zwrotki, czyli zwrotne potwierdzenia odbioru. Wędrują do Wiadernego, Nowaka czy Żwirskiego wraz z wezwaniem na rozprawę. Później muszą wrócić do sądu jako dowód, że uczestnik został prawidłowo powiadomiony o terminie rozprawy.
Konsorcjum InPost/PGP w trakcie swojego kontraktu wdrożyło na terenie całego kraju elektroniczne potwierdzenie odbioru (EPO). Zwrotki wracały nie w wersji papierowej (powoli), tylko elektronicznie (szybko). Poczta Polska będzie to na początku robić inaczej. W części kraju zwrotki będą dostarczane analogowo, czyli jak za króla Zygmunta Augusta, który "ustanowił stałe połączenie pocztowe między Krakowem a Wenecją przez Wiedeń za pomocą poczty, czyli koni rozstawnych". Od tego momentu datuje się powstanie w Polsce poczty.
Prace nad wdrożeniem EPO trwają u operatora od 2010 r. Na początku 2013 r. narodowy operator prowadził testy takiego systemu. W ramach pilotażu 5 tys. pracowników Poczty Polskiej doręczyło 70 tys. zwrotek. Dane faktycznie krążyły szybciej. Czas obiegu informacji o przesyłkach skrócił się z 18,4 dnia do 6,7 dnia. Ale później Poczta przetarg na listy przegrała i prace nad EPO spowolniły. Przyspieszyły dopiero od listopada ubiegłego roku, kiedy uruchomiono kolejny pilotaż.
Listonosze pójdą z tabletami
Jak będzie teraz? Listonosze pójdą z tabletami w rejon, adresat na tablecie pokwituje odbiór, a dane zostaną przekazane do sądów. Nie wszyscy listonosze będą jednak mieli tablety. Docelowo ma je dostać ponad 20 tys. doręczycieli, ale od 1 marca będzie je jednak miało tylko 5,7 tys. Pady, na których będzie można podpisać odbiór listu poleconego, również nie będą na wszystkich pocztach. Operator ma ich na razie 1,2 tys. sztuk.
Poczta przyznaje, że 1 marca usługa EPO będzie świadczona dla 76 proc. kodów adresowych w kraju. Cała Polska będzie pokryta e-zwrotką do końca sierpnia. 76 proc. kodów nie oznacza jednak 76 proc. wszystkich listów.
Miesięcznie Poczta Polska będzie dostarczać ponad 4 mln listów poleconych z sądów. Tymczasem operator szacuje, że w systemie elektronicznych zwrotek będzie obsługiwał ok. 35 tys. przesyłek dziennie, czyli ok. 700 tys. miesięcznie.
- Sądy nie wysyłają całej korespondencji w ramach EPO - pisze nam rzecznik Poczty Polskiej Zbigniew Baranowski. I dodaje: - Jest to rozwiązanie zgodne z warunkami przetargu.
Z naszych wiadomości wynika jednak, że przez sądy do tej pory przepływało 90-100 tys. przesyłek dziennie w ramach EPO (czyli ok. 1,8 mln miesięcznie). Zmiana może oznaczać, że sądy wolniej niż do tej pory będą wyznaczać terminy rozpraw.