Pracowalam jako doradca-kasjer. Praca ma duzo plusow. Najwiekszym jest dobra atmosfera. Nawet w przypadku najwiekszych brakow kadrowych, do pracy nie przyuja przypadkowych osob. Jest wiec pewnosc, ze trafisz na ogarnietych ludzi. Lacznie z szefostwem. Moja kierowniczka byla jedna z najbardziej inspirujacych i motywujacych osob, jakie poznalam. Kadra szkoleniowa na medal. Ogolnie naprawde odnioslam wrazenie ze na wyzszych szczeblach pracuja zasluzeni profesjonalisci. Mnistwo benefitow typu karta multisport, prywatna opieka medyczna, wczesniejsze wyjscia do domu z okazji dnia dziecka, +/-1000zl rocznie gratis wcramach zakladowego funduszu swiadczen socjalnych, dodatkowe 500zl na wakacje. Pensja na start to 2200 netto, do reki (niewiele ponad 3000 brutto). Na start, niezle. Ucza od podstaw wszystkiego, nikt nie krytykuje za bledy, kazdy stara sie pomoc. Odpowiedzialnosc jest wprawdzie astronomiczna ale da sie przyzwyczaic. Bank wysyla tez na dodatkowe kursy np na kasjera walutowego, na agenta ubezpieczeniowego. Koszty kursow, przejazdow i zakwaterowania pokrywa pracodawca. Fajne delegacje. W minimum czterogwiazdkowych hotelach, bank placi za stolowanie sie w restauracjach. Mozna cos zwiedzic przy okazji na koszt firmy. Minusy? Ja odeszlam glownie przez godziny pracy. Myslalam, ze sie przyzwyczaje ale nie udalo sie. Praca 10-18 to jakas tragedia, caly dzien wyjety z zycia. Na plus, ze wszystkie swieta i weekendy wolne, nigdy sie nie zdarzylo by trzeba bylo przyjsc do pracy w taki dzien. Poza tym 8h pracy jest tylko na papierku, w praktyce znacznie dluzej. Co chwile zmieniaja sie jakies przepisy, robia dodatkowe szkolenia i wymagaja stawienia sie w pracy godzine wczesniej (minimum raz w tygodniu, stednio 2-3). Wieczorem zas trudno wyjsc o czasie bo na chwile przed zamknieciem zlaza sie klienci ktorych mamy obowiazek obsluzyc. Czesto obslugiwalam klientow co to sie wepchali na minute przed zatrzasnieciem drzwi nawet do 20. Pozniej trzeba jeszcze rozliczyc kasy i skarbiec, zarchiwizowac dokumenty i wpisac na tablice wyniki za dany dzien. 10h czas pracy to norma. Za nadgodziny owszem, placa, nie migaja sie, ale co mi po tym jak w tygodniu mozna zapomniec o jakimkolwiek zyciu prywatnym. Drugi minus to awaryjnosc sprzetu. Koszmar. Nie safzilam ze w tak powaznej instytucji, jaka jest bank, mozna pracowac na tak awaryjnym systemie i ... internecie explorerze. Szybkosc transferu danych powalajaca. Wiecznie wkurzeni klienci w kolejkach ciagnacych sie za drzwi a ty nie mozesz nic zrobic bo nie dziala komputer/drukarka/dyspenser (maszyna do livzenia pieniedzy).ale oczywiscie od kazdego ci sie za to obrywa bo to normalne, ze nikt nie lubi czekac. W zwiazku z ta kolejka pod drzwi, ciezko o regulaminowa przerwe 15min i zjedzenie glupiej kanapki na raz. Ogolnie zapiernicz. Ma to plusy, czas szybko mija. Ale ogolnie drama... przez te czeste awarie dochodzilo rowniez do nieporozumien w rozliczeniach kasowych, przez co tez niejednokrotnie siedzialysmy dluzej bo np musialyy przeliczyc 200tys recznie... starsze stazem kolezanki mowia, ze kiedys na takim stanowisku (doradca kasjer) pracowaly az trzy osoby... jedna jako kasjer, druga jako skarbnik a trzecia jako faktyczny doradca... teraz jedna osoba ma ogarniac wszystkie trzy funkcje... w tym samym czasie masz siedzic na kasie, trzaskac kredyty i jeszcze kontrolowac stan skarbca i przygotowywac odwozki/zamawiac pieniadze... niewykonalne, moze gdyby bylo mniej klientow to tak, ale tam naprawde nie ma kiedy sie po tylku podrapac. Jedynym plusem takiego nagromadzenia obowiazkow jest fakt, ze faktycznie prowadzi to do jakiejs uniwersalizacji stanowisk, kiedy wszyscy na sali maja jednakowe obowiazki i kazdy (poniekad) umie wszystko, nie ma problemu z pojsciem na urlop w dowolnym terminie bo nie trzeba sie zastanawiac, kto cie zastapi (moze to zrobic kazdy). Plan sprzedazowy duzy, czesto lapie demotywacja, bo w banku nie wystarczy nakrecic klienta na cos - to, ze klient chce kredyt, nie znaczy, ze go dostanie bo moze nie miec zdolnosci kredytowej. Oznacza to mniej wiecej tyle, ze czesto po godzinie zabawy z gosciem przy okienku okazuje sie, ze nic z tego, i tak z 3 razy w ciagu dnia, a na koniec szefostwo pyta sie co robiles caly dzien skoro nie ma zadnego kredytu i sie trzeba spowiadac. Oczywiscie po glowie sie za to nie dostaje, zawsze staraja sie pomoc/zmotywowac, ale sam fakt tego tlumaczenia sie, ze nie wyszlo nie z twojej winy jest przygnebiajacy. Ale plan jak najbardzej wykonalny poki co, nie wiem jak bedzie pozniej bo z kwartalu na kwartal jest coraz wiekszy. U mnie w oddziale dziewczyny wyrabiy po 150-200% planu. Premie ladne, niestety z gorna granica, przecietnie bylo to ok. 1000zl na miesiac + kolacja na koszt kierownika wraz z calym zespolem. Ogolnie polecam prace dla ambitnych osob (bo szanse na rozwoj sa), ktore marza o tym, by cale swoje zycie podporzadkowac pracy, bo poza dlugomi godzinami, jakie przyjdzie w niej spedzic, bedzie jeszcze spiro do nauki w domu - w tym banku