Wszyscy piszą o sprzedawcach i pracy na magazynie. A prawda jest taka, że najbardziej obrywają reklamacje i kasy. Tam trafia najwięcej niezadowolonych klientów. Przede wszystkim na kasy, które obrywają za pomyłki sprzedawców, niepomyślne reklamacje czy brak obsługi na butiku. Tzw. pierwszy ogień. Sprzedawcy mogą złapać dobrą premie, jeden m-c lepiej, drugi gorzej, zależy też od punktu i rodzaju mebli czy atrakcyjności promocji. Kasjer ma stałą pensje + jakiś tam procent premii, który zabierają przy każdym błędzie, chorobie czy niespełnieniu standardu obsługi. Stanowisk kasowych jest mało, np. 4, a trzeba przestrzegać norm czasu pracy, a najlepiej żeby była zawsze pełna ekipa podczas promocji. To najważniejsze, bo ja 2 osoby mają obsłużyć takie kolejki? Obrazowo: na 4 stanowiska zatrudniają 4 lub max 5 osób, na promocje musi być pełna ekipa, a trzeba brać pod uwagę wolną co czwartą niedzielę i wymiar godzinowy. W gruncie rzeczy niby ma się dni wolne, ale jest promocja i trzeba przyjść. Wymuszają to na pracownikach, także na stały grafik nie ma co liczyć. To samo na reklamacjach. 2 osoby na całą obsługę maili, telefonów, klientów i producentów. Oni nie wyrabiają - stąd te opóźnienia.
Problemowe są również standardy obsługi, do których zaliczany jest też strój (nowość sprzed kilku m-cy). Po przyjęciu pracownik otrzymał 4 koszule, który jest zobowiązany nosić. Ok, czekałeś na nie 2 miesiące, bo nie wyrabiają się z szyciem, ale nosisz, bo to strój roboczy. Teraz pracownicy musieli podpisać standardy, wg których muszą m.in. nosić czarne buty, spodnie etc. ale ten cały mundurek musisz sprawić sobie sam. Także jak preferujesz styl sportowy, to specjalnie dla Agaty musisz kupić sobie biurowe kompleciki. Wiadomo też kilka, żeby nadążyć z praniem. E-rzeczniku pomyślcie nad tym. W większości firm zapewniane są odpowiednie stroje. Wymagacie to zapewnijcie.
Inna sprawa to rzeczywiście kumoterstwo. Jest kilka osób, które notorycznie popełniają błędy, pracują kilka lat, nie rozumieją wielu spraw i sytuacji (a powinny już po tylu latach mieć doświadczenie). I nie można im zwrócić uwagi, bo po prostu pójdą poskarżyć się wyżej i... dalej pracują. Bo to koleżanka/kolega tego Pana/Pani wyżej. A Ty naprawiaj ich błędy. A jak ktoś inny się pomyli to musi radzić sobie sam, ugryźć się w język i przełknąć brak premii. Niestety, ale jest to bardzo zauważalne.
Kolejna rzecz: straszenie, że jak czegoś nie zrobisz to jest premia, którą można stracić. Dyrektor, który uważa się za Szacha, niby zapracowany, a non-stop tylko fajeczki i fajeczki, a jak jest problem z klientem to... nie raczy przyjść albo wysyła podwładnych.
Agata to na pewno praca dla wytrzymałych i nie na lata (za duża nerwówa, obciążenie ze strony dyrekcji, a przez procedury i długość załatwiania wszystkiego, ze strony zdenerwowanych [najczęściej słusznie] klientów). Praca pracą, wszędzie trzeba pracować i nie bujać w obłokach, tu także. Ale wiele spraw składa się na ogólny całokształt, który nie jest zachęcający. Ale nagnę powiedzonko: jak się nie ma co się chce, to się szanuje co się ma. Niestety... Często wstyd jest przed klientami, ale trzeba przełknąć ten szum i pracować. Ryba zawsze psuje się od głowy. A głowa zarządzająca Agatą jest jeszcze daleko, daleko od zachodnich standardów, choć bardzo chce to zmienić. Niekoniecznie z dobrym rezultatem. Choć życzę, by może w kolejnej dekadzie, kolejni pracownicy mogli pracować w KPM z dumą, a nie bo "trzeba pracować".