Pracowałam w Agacie, jak jeszcze była w Karolince. Nie była tak rozbudowana i strefa butiku była ekskluzywna. Czarne spodnie i biała koszula. Dziewczyny, z którymi przyszło mi pracować traktowały nowe jak g... Same nazywały siebie cichymi kierownikami ???? Haha! To im dawało prawo do pomiatania innymi.
Kiedyś doszło do sytuacji, gdy po 10h stania na nogach, gdzie w butiku dosłownie były nudy, nie było co robić, bo ile można było wycierać kurze czy składać ręczniki? Zmęczone pod koniec dnia koleżanka usiadła między zasłonami i zostalysmy nakryte przez okropną babę, która wtedy pełniła rolę zastępcy dyrektora, Annę jakąś tam.. Dostałyśmy opr.. Nazajutrz ja dostałam zajęcie wysprzątać magazyn z lampami, gdzie była to zdecydowanie robota dla silnego faceta, a nie kruchej kobiety, a koleżanka musiała latać ze ściereczką i drabiną i czyścić wszystkie lampy na całej powierzchni sklepu! Inni pracownicy mieli ubaw, a dodatkowo klienci, którzy widzieli kobietę ubraną elegancko wchodząca na drabinę, której nikt nie asekurował... Gdzie PIP w takiej sytuacji? Przerwy pracownicze w określonych godzinach, za mało na sporą część pracowników, nie raz obiad jadło się stojąc przy parapacie, bo w kuchni było tylko parę krzeseł...
Rozumiem, że pracownikowi na próbnym daje się zadania mniej odpowiedzialne, ale dlaczego zakłada się, że ma się do czynienia ze skończonym niekumatym kretynem? Zdzieranie naklejek z cenami z wazonów, wycieranie kurzu, rozwalanie poszewek, by na nowo je układać itp
Najcięższe prace np zmianę ekspozycji wazonów i pierdalasów w weekend, gdzie największy ruch, a klienci deptali po dekoracjach, potykając się o nie? Celowe działanie, by sprawdzić czy pracownik jest odporny na stres...
A hitem było, gdy dostawałam nagany za to, że nie mogłam podnieść dywanu, zastawy, która składała się z tysiąca elementów czy zegara ściennego, na nic moje tłumaczenia, że za ciężkie.
Moimi głównymi zadaniami jako sprzedawcy w butiku było wynoszenie (usunięte przez administratora) Jakiekolwiek kreatywne ruchy z własnej inicjatywy nie były mile widziane, kierowniczka za tamtych czasów Marzena i jej jakaś kolezaneczka prymitywna Iwona oraz Ewa uważały siebie za alfę i omegę, kierowniczka nie wychodziła nawet na przerwę, jadła suche kanapki kucając pod ladą, taka była niby oddana tej pracy, cały dzień krzątała się, a to w papierach, a to między regałami i nic nie było zrobione. Totalnie niezorganizowana osoba. Miałyśmy raz zadanie, proste do zrobienia w max godzinę. Co zrobiłam zresztą. Ale Kierowniczki, święta trójca przypisały sobie tę robotę, dostały pochwałę od samej dyrektorki, p. Ewy, która też była mało przyjemna. Pamiętam rozmowę kwalifikacyjną, mówiłam do niej, a ona cały czas patrzyła w monitor, obserwując pracowników. Pracę dostałam, jeśli chodzi o wynagrodzenie - nie można narzekać, jak na tamte czasy oprócz gołej podstawy, była premia, jeszcze raz taka jak pensja albo i lepiej. Żeby ją mieć trzeba było się nagimnastykować.
Reasumując ja z koleżanką dostałyśmy okropną poniżającą karę za to, że o 20 wieczorem chciałyśmy odpocząć na pare minut, a kierowniczki nie były karane za notoryczne obgadywanie nas, gdzie kłębiły się i stały nie raz godzinę. Może być i najlesza kasa, ale jak się pracuje z osobami sfrustrowanymi, których jedynym celem jest uprzykrzanie komuś życia i sprawianie, że czuje się gorszy lepiej szukać pracy w innym, pogodnym miejscu. A dyrektorzy niech interesują się bardziej pracownikami, niech im poświęcą pare chwil, bo czasem oni widzą więcej...