Witam wszystkich Państwa :) Chciałabym dodać swoją opinię na temat pracy na poczcie.
Zaczęłam pracę na początku grudnia, w UP Warszawa. Na wstępnym, kilkugodzinnym szkoleniu same plusy, ochy i achy, za wszelką cenę starają się wcisnąć dodatkowe Ubezpieczenie pracownicze, oraz ze taka praca to przysłowiowa wisienka na torcie w karierze. Ale niestety, tak nie jest. Umowa o pracę na zastępstwo- co jest bardzo trendy na Poczcie. Mi na szczęście trafiła się umowa na pełen etat :D
Pracuje się na zmiany- rano lub popołudnie, (osobiście uważam, że lepiej się pracuje na rano).
Samo szkolenie trwa miesiąc- siedzisz obok pracownika okienka i obserwujesz jakie czynności wykonuje, a po paru dniach pod nadzorem tejże koleżanki sama robisz proste rzeczy.
Jak tak czytam większość opinii tutaj, to dochodzę do wniosku, że trafiłam na naprawdę fajne babeczki w tym urzędzie, bardzo pomocne, co jest najważniejsze.
Po miesiącu dostajesz swój datownik i jazda na samodzielne okienko.
Powiem tak, pensja nie jest nawet w najmniejszym stopniu adekwatna do wykonywanych obowiązków.. Wszystkiego trzeba pilnować, bo za wszystko jest odpowiedzialność materialna. Jest dużo kradzieży ze strony Klientów, zasunie taki delikwent gazetę, długopis albo książeczkę dla dziecka- płacisz Na porządku dziennym jest przyjmowanie przeróżnych wpłat - od wpłat na przelewy tradycyjne, po wpłaty na konto Banku Pocztowego , po kilkaset, a nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych- źle przeliczysz, dokładasz. Brakuje znaczka? Płacisz ze swojej kieszeni. A znaczki mają różną wartość. Np:
Jest kolejka, przyjmujesz od gościa załóżmy 60 listów poleconych, naklejasz "erki" i odkładasz na bok, z myślą że znaczki ogarniesz później żeby było szybciej bo przecież jest KOLEJKA, i niestety po odejsciu tego gościa nie możesz zamknąć okienka żeby ponaklejać odpowiednie znaczki (często jest tak, że listy są różne, dlatego też i znaczki są różnej wartości), tylko naklejasz w wolnej chwili, i tu trzeba bardzo uważać, bo niewłaściwy przykleisz- płacisz.
Płaci się non stop. Doładujesz kartę miejską klientce i okaże się, że klientka pomyliła się co do wartości karty, albo Ty przez pomyłkę wybrałaś inną opcję, owszem, klientce na terminalu zmienisz kwotę, ale do ZTMu za omyłkową transakcję musisz zapłacić z własnej kieszeni. Długopisy, jak i inne niezbędne przybory do pracy musisz mieć swoje. (Tak, ciężko jest się kontrolerki doprosić nawet o długopis ze sprężynką dla Klientów).
Na zmianie jest więcej kierowników, kontrolerów niż ludzi do pracy, co jest po prostu żałosne :DD
Ten kto ma już naprawdę zszargane nerwy i trochę oleju w głowie, idzie odpocząć na dwutygodniowe zwolnienie (pomijając fakt, że największa premia- 200 zł brutto, jest za 100% frekwencję w ciągu miesiąca, czyli jak nie pójdziesz na zwolnienie:). Jak ja zaczęłam pracować, to dziewczyny codziennie się tylko dopytywały czy jutro przyjdę, czy nie zrezygnuję, bo dobrze wiedziały że nowe osoby rezygnują po paru dniach widząc jaka jest odpowiedzialność, i z jakimi "elementami" trzeba się mierzyć w tej pracy. Nawet pomimo jak najlepszego nastawienia na pracę i do ludzi, nie da się stamtąd wyjść bez rozstroju nerwowego. Najnormalniejsi jako klienci poczty są starsi ludzie- cierpliwi, spokojni i uprzejmi. Reszta to w większości (nie wszyscy!) totalna porażka i mega "kulturalne" pseudo warszawskie buractwo, co to w weekendy na wioskę do Ojców po kartofle jeździ, a jedyne gdzie potrafi cwaniakować to do Pani z okienka na poczcie- tacy to dopiero potrafią Cię obarczyć winą dosłownie za wszystko, że listonosz nie wchodzi na górę i zostawia awizo, że list z Radomia doszedł dzień później niż powinien , i dlaczego musi składać CZYTELNY elektroniczny podpis odbierając list od piątego komornika. Kabaret po prostu! Taka jest niestety prawda, to sami klienci w większości przypadków tworzą chore sytuacje, bo co ja czy inny pracownik okienka na poczcie ma do pracy Listonosza czy Kuriera?? Co mnie to obchodzi? Listonosze mają swoich kierowników i na każdej poczcie można napisać czy złożyć skargę na obsługującego dany rejon!!
Reasumując, praca dobra na przeczekanie np. gorszego momentu w życiu zawodowym, na stałe nie polecam, zwłaszcza młodym osobom- szkoda nerwów i kasy. Te pieniądze nie są tego warte.
Ja niestety muszę się przemęczyć jeszcze miesiąc.
Pozdrawiam Was wszystkich, a szczególnie miłych i uprzejmych Klientów, którzy są w stanie zrozumieć ten chory system, w tej chorej instytucji :)