- InPost nie płaci nam już od kilku miesięcy, nazbierało się tego ponad 1 tys. zł. A najgorsze jest to, jak nas traktują. Dodzwonić się do księgowości jest trudniej niż do papieża - denerwuje Mariusz Staniewicz, który wraz ze swoją partnerką Wiolettą Kućko prowadzą w Zielonej Górze kiosk przy urzędzie miasta.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Właścicielką kiosku przy ul. Podgórnej – zaraz przy urzędzie miasta – jest Wioletta Kućko. Prowadzi go razem ze swoim partnerem Mariuszem Staniewiczem. To pan Mariusz zadzwonił do „Wyborczej” z prośbą o interwencję.
– Mamy podpisaną umowę z firmą InPost. Działamy jako Punkt Obsługi Przesyłek, jesteśmy oznaczeni na mapie jako paczkomat. Problem w tym, że od kilku miesięcy nie chcą nam płacić – tłumaczy Stankiewicz.
Trzy lata z InPostem, teraz nie płacą
InPost obecnie zalega im już ponad 1 tys. zł. Pieniądze przestali dostawać w listopadzie. – Boli szczególnie, bo współpracujemy z nimi od trzech lat. Najpierw przyjmowaliśmy i wydawaliśmy listy. Pierwszym pośrednikiem był Ruch, a później Kartel. Prowadziliśmy usługę na tyle sprawnie, że na zlecenie InPostu jeździliśmy nawet po wioskach szkolić innych sprzedawców, jak powinno się taki punkt prowadzić – opowiada Stankiewicz.
W najlepszych czasach przez ich kiosk w ciągu miesiąca przechodziło 3 tys. listów. – Dobry punkt zarabiał miesięcznie jakieś 100 zł. Nam się zdarzało 1,5 tys. zł. – tłumaczy kioskarz. – Przyjeżdżało do nas aż siedmiu kurierów. Raz, że mamy dobre miejsce, blisko parking i ludzie lubią tu odbierać przesyłki, a dwa, że zawsze jesteśmy dobrze zorganizowani, pomagaliśmy kurierom wypełniać bloczki awizo. Często musieliśmy zabierać pracę do domu, tyle tych listów było. A jak na koniec miesiąca robiło się podsumowanie – tyle a tyle nadanych, przyjętych, zwróconych – to w rubryce „błędy” zawsze stało zero – przekonuje.
Bezpośrednią umowę z InPost podpisali w czerwcu 2016 r. Wtedy firma zrezygnowała z obsługiwania listów i skupiła się na paczkach. – Przez kilka miesięcy wszystko szło dobrze. Co prawda, spóźniali się z płaceniem kilka czy kilkanaście dni, ale jednak płacili. A od listopada nic – denerwuje się Stankiewicz. – Na papierze wykazuję dochód, rozliczam się z podatków, a pieniędzy w kieszeni nie mam – dodaje kioskarz.
„Zachowują się jak gówniarze"
Jedyną osobą, która odbiera telefony Staniewicza jest kierownik regionalny InPost. Ale on sam odchodzi z końcem marca. – Powiedział mi tylko, że do firmy wszedł jakiś nowy współwłaściciel, wpompował kasę i wstrzymał opłacanie faktur dopóki nie skontroluje finansów. Słyszę też, że InPost musi spłacać przegrane sprawy, bo do ludzi nie docierały np. wezwania do sądu. Tylko co mnie to obchodzi? W umowie stoi, że mają 14 dni na rozliczenie się ze mną po wystawieniu faktury – tłumaczy Staniewicz. – Gdyby nie jeździli, nie zarabiali, firma byłaby w stanie upadłości, to ja rozumiem. Ale nadal przywożą paczki – dodaje.
Ale dodzwonić się do księgowości? Trudniej niż do papieża – mówi kioskarz. – Zachowują się jak gówniarze. Dzwonię, pisze mejle i listy polecone. Nic, zero odpowiedzi. Czekamy tylko do 23 marca na polubowne załatwienie sprawy. Później idę do sądu, pozew mam już gotowy – wyjaśnia zielonogórzanin.
Nawet jeśli InPost zapłaci, to Kućko i Staniewicz i tak kończą z nimi współpracę. – Wiem, że nie płacą też innym sklepom i kioskom, które działają jako paczkomaty. Rozmawiałem z kolegami. Tylko, że oni zarabiają grosze, powiedzmy 30 zł miesięcznie, więc sobie odpuszczają. A ja tylko w grudniu miałem 300 paczek, zarobiłem prawie 600 zł – tłumaczy Stankiewicz. Za każdą nadaną u niego paczkę dostaje 5 groszy, a za przyjętą i wydaną – 1 zł (obie kwoty bez VAT). Do długu, jaki ma wobec niego InPost narastają odsetki w wysokości 0,95 proc. na dzień.
InPost: Nie mamy sygnałów o braku płatności
Wojciech Kądziołka, rzecznik prasowy InPost: – Płatności są realizowane na bieżąco. Ja osobiście nie mam sygnałów o braku płatności dla naszych partnerów. Może się zdarzyć tak, że płatności są rozliczane z potrąceniami za niezrealizowane przesyłki lub zamówione w Grupie dodatkowe usługi/produkty. Jednak dziękuję za ten sygnał i kieruję sprawę do kontroli przez nasz dział audytu wewnętrznego – pisze Kądziołka w odpowiedzi na nasze pytania w sprawie Kućko i Staniewicza.
Dlaczego księgowość nie odbiera telefonów? – Punkty współpracujące z nami mają określoną ścieżkę kontaktu poprzez telefon i mail, więc nie sądzę aby faktyczni nie było możliwości kontaktu z firmą. Jeszcze raz dziękuję za przekazane pytania i będę teraz czekał na wyniki kontroli – wyjaśnia Kądziołka.
Staniewicz: Mają bałagan
Co na to Staniewicz? – Chyba straszny bałagan mają w tej firmie, bo kierownik regionalny mówił mi przez telefon, że sklepikarze dzwonią do niego z trzech województw i