Od pół roku poza Orange... Przykro mi było zostawiać to miejsce ale uznałam, że MUSZE zmienić godziny pracy. Zapewne pracowałabym dalej, jak na zapatrzonego w swego oprawcę niewolnika przystało.
Jak było? Wydawało mi się że całkiem ok, plany zapinalam, światłowody szły, więc towarzyszył temu wszystkiemu element popularności i w salonie i w nieco szerszym gronie . Ale... Koszt tego był straszny! Po pewnym czasie w nowej pracy ktoś bliski powiedział mi: wreszcie przestalas mówić jak korporacyjna s**a. Dlaczego? Otoz:
-praca w weekendy i do godziny 21.ok, ma to swoje plusy, bo masz też pełne dni wolne w tygodniu. Nie są to jednak dni w pełni wolne, bo telefony od kiero lub innych pracowników zdarzają się często. Kiero dzwoni bo np.jest Twój niezadowolony klient w salonie i chcą dopytać się o jakąś sytuację. Koledzy dzwonią z podobnymi sprawami, dodatkowo stała rotacja sprawia, że nowe osoby też do Ciebie dzwonią jeśli nie są w stanie uzyskać pomocy od nikogo innego. Tak czy siak, stale jesteś w pracy, chociażby myślami.
- nawet jeśli jesteś dobry i marzysz o awansie, NIE ROB TEGO! Awans na kierownika to strzał w stopę, będziesz mieć stale telekonferencje które nic nie wnoszą, mają za zadanie ustawić Cię w szeregu i wyprać mózg, byś czasem nie zapomniał po co siedzisz w pracy : nawet w toalecie zastanawiasz się co tu jeszcze zrobić by plan zrealizować lub jak powinieneś odpowiedzieć menagerowi następnym razem, by nie miał jak tego zmanipulowac na swoją modłę. Zatem: praca kiero to koszmar. Poza telekonferencjami odpisujesz na maile wyjaśniające dlaczego konsultanci wprowadzili 30 notatek do systemu a nie 35 - nie rozumiesz poleceń służbowych?? Porozmawiaj że sprzedawcami czy rozumieją swoje obowiązki pracownicze! Maile maile maile.... Mam wrażenie, że tam stanowiska rosną jedno na drugim, każdy jest od czegoś, ale jak przychodzi jak co do czego, to nikt nie jest od tego czego potrzebujesz ;) meritum: awans zatem nie jest kuszący, gdyż doprowadza do choroby psychicznej, lepiej być konsultantem.
- mobbing... Mój boże, jaki w Orange jest mobbing! Szczerze? Myślałam że to tylko forma nacisku by zwiększyć sprzedaż ale jak opowiadam czasim w nowej pracy jaką formę nacisku stosowano, łapią się za glowę. A mi się wciąż wydaje, że to nie było takie złe... Człowiek się przyzwyczaja do stresu i później już nawet nie analizuje, czy ktoś go poniza i wymusza coś na nim. :(
- Orange to firma, która sprawia wrażenie połączonych ze sobą obcych organizmów, w których każdy ma inny cel, w zależności od potrzeb "na chwilę". Na porządku dziennym jest np. odklepywanie jakiś statystyk w systemach, bez względu na rzeczywistość, byle tylko ich wynik się zgadzał. Np. Było jakieś codzienne zadanie by przez jakiś link samodzielnie oceniać swoją pracę, np. Czy zapytałem klienta o to, o tamto, czy się przywitalem etc. Wymagali tego pewnie w jakimś tam dziale żeby ocenić poziom konsultantów, od menago była informacja by robić ileś takich ankiet dziennie by się statystyki zgadzaly, kiero kazał to robić by się nie musiec tłumaczyć. Każdy wiec miał inną potrzebę z tym związaną, efekt miał być jeden: ma być odklepane i tyle... Ale jak np. Byl niezliczony TK, to nagle do tego wracali i kazali analizować problemy salonu - dlaczego wcześniej nie zauważyłeś problemu? Przecież dostałeś do tego narzędzie! . Każdy tu wydaje polecenia po to, by się utrzymać a nie po to, by usprawnić funkcjonowanie czegokolwiek. Taki cyrk, w którym wszyscy grają, przypuszczam że od sprzedawców po wysoko postawione osoby w miasteczku Orange. Dance macabre :(
- no i sedno sprawy... Cele sprzedażowe! Wyrabialam, nie powiem że nie, czasem się noga poslizgnela ale ogólnie szło dobrze. Większość konsultantów jednak nie daje sobie rady z tak duża presją i bronią się rękami i nogami by nie zbierać op***olu za brak realizacji. Cele wysokie więc niestety, oszukiwanie klientów jest normą. Stary pracownik jakoś ogarnie realizację celów ale młodzi nie, więc robią co mogą :( no i efekt jest jaki jest, kolejki niezadowolonych klientów z innego salonu których KTOŚ oszukał i oni nie chcą już tam iść. Jak widziałam notatki sprzedażowe, to za głowę się lapalam co ci ludzie wymyślają, a raczej jak przedstawiają ofertę, by upchac więcej. Ale co zrobić, skoro w Orange się liczy tylko wynik, nie satysfakcja klienta. Kiedyś miałam wątpliwą przyjemność uczestniczyć w telekonferencji zamiast mojego kiero. Okazało się, że tam wraz z menagerami kierownicy wymieniają się "patentami" sprzedażowymi , które powinno się nazwac: jak powiedzieć, by nie dopowiedzieć i jak najwięcej wcisnąć. Aż żal było słuchać... :( no żal, staremu handlowcowi :(
- wacharz usług coraz większy, systemy sprzedażowe fatalne bo jeszcze po starej TP chyba. Obsługa trwa wieki... Polecam jako dobrą lekcje życia, jakoś doświadczenie trzeba zdobyć do cv.
PS. Pozdrawiam Kasię B z dyst. Dolny Śląsk, Twoje wybitne pomysły sprzedażowe jednak nie znalazły aprobaty i już Cię nie ma tam, gdzie byłaś?? ;) widzisz, czasy się zmieniają ;)