Na kolejną rozmowę zostałem wezwany 9-go listopada. (usunięte przez administratora)poinformowała mnie, że mój czas się kończy. Już w tym dniu miałem 2,5 umowy, został mi przecież jeszcze tydzień, ale nie. Poinformowano mnie, że mam czas do wtorku 13-go listopada, bo muszę jeszcze wybrać urlop. Poczułem się trochę (usunięte przez administratora). Bo jak to jest, że ktoś zawiera z tobą ustną umowę, a potem wyciera sobie nią gębę? Dodatkowo poniedziałek 12-go listopada był wolny, więc miałem związane ręce, to był jeden dzień pracy mniej. W teorii powinieniem czuć się w miarę spokojnie, bo przecież miałem już 2,5 umowy, warunek został spełniony. Jednak zdawałem sobie sprawę z tego, że podpisałem wypowiedzenie, a to o czym rozmawialiśmy nie zostało nigdzie uwiecznione, był to układ "na gębę".
Podkreślę jeszcze raz, że aboslutnie nie mam pretensji o samo wypowiedzenie. To samo mówiłem wtedy, gdy je podpisywałem. Handel taki jest, kluczem są wyniki. Liczyłem się z tym. Nie robisz hajsu, trudno. Widocznie nie jest to miejsce dla ciebie. Jednak nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy szafują fałszywą nadzieją.
Dzisiaj, tzn. 13-go listopada zostałem z samego rana zaproszony na rozmowę, ale już przez samą (usunięte przez administratora). Podkreślam, że był to już mój dzień urlopu. (usunięte przez administratora) zabrakło, była widocznie bardzo zajęta udawaniem, że nic się nie stało. Albo nie chciała brudzić sobie rąk. (usunięte przez administratora) przedstawiła mi propozycję - albo się żegnamy, albo podpisuję umowę zlecenie "na sztuki". Przyznam szczerze, że taka umowa jest dla mnie żadną umową. Każdy z nas potrzebuje stabilizacji, więc było dla mnie oczywiste, że nie mogę się na to zgodzić. Powiedziałem liderce, że czuję się (usunięte przez administratora), bo przecież spełniłem warunek. W dodatku przed czasem. Dzisiaj miałem podpiąć kolejne dwie umowy, już zaangażowałem w pełni dwóch "moich" restauratorów. Byłem gotów podpisać umowę o pracę nawet na trzy umowy z restauratorami miesięcznie (na niższych warunkach finansowych). Nic niestety nie dało się z tym zrobić. Poprosiłem (usunięte przez administratora)lecz ta nie znalazła czasu. To biuro naprawdę nie jest takie duże i nie składa się ze stu kondygnacji. Swoją drogą, chwilę później poszła zapalić papierosa.(usunięte przez administratora) decyzja jest ostateczna.
Uścisnąłem Ci dłoń na do widzenia, (usunięte przez administratora), choć w ogóle nie miałem ochoty. Bo uważam, że na to nie zasłużyłaś, po tym, jak mnie potraktowałaś. Tym bardziej, że wcześniej zaręczałyście, że jestem kumatym gościem, że słyszycie jak rozmawiam z klientami i że rozmawiam dobrze, że jestem asertywny, elokwentny. Więc co takiego się, (usunięte przez administratora), wydarzyło od wtorku 30-go października, kiedy wręczyłaś mi wypowiedzenie, mamiąc jakąś złudną nadzieją, że nagle dla tego kumatego, ogarniętego i elokwentnego faceta nie znalazłaś ani minuty czasu, by wytłumaczyć to, co się stało?
Potraktowałaś mnie, (usunięte przez administratora), jak półgłówka. Nie po menadżersku. Jakoś przymykałem oko na to, że często, gdy Cię o coś pytałem, nawet na mnie nie spoglądałaś i sprawiałaś wrażenie, jakbym był dla ciebie niewyobrażalnym ciężarem. Że stałem dwie minuty jak słup soli przy Twoim biurku z jakąś sprawą, tudzież umową, a Ty udawałaś, że mnie nie widzisz. Że nie odpowiadałaś na "cześć", że bywałaś butna, nieprzyjemna. Że czułem się w związku z tym lekceważony. Nie podobało mi się to, bo brakowało tutaj szacunku do drugiego człowieka, ale myślałem, że taka po prostu jesteś - pogrążona w swojej pracy, że nie zwracasz uwagi na takie rzeczy, że to dla Ciebie detale, że to nic nie znaczy, że to nie powinno o Tobie świadczyć. Ale to wszystko się dziś złożyło w jedną przykrą całość. Twoje słowo jest nic nie warte, a sama wykazałaś się dziś nieprzeciętnym tchórzostwem. Mimo wszystko życzę Ci dużo dobrego, (usunięte przez administratora). I będę o Tobie dobrze myślał, bo podejrzewam, że rozpaczliwie tego potrzebujesz.