Tutlo, ach Tutlo...
Od razu napiszę: nie polecam. A czemu? Napiszę na dole, a w skrócie: za małe zarobki, za mało chętnych, za dużo patrzenia w ekran za darmo, bo ci za to nie płacą. Straszny wyzysk.
Proces rekrutacji wydawał mi się fajny, ale dziwny. Zrobiłem krótki test - nie wydawał się jakiś skomplikowany, no ale fajnie, udało mi się. Później rozmowa na kamerce - osoba po drugiej stronie kamery nie miała, opóźnienie było OGROMNE, z 10 dobrych sekund minęło zanim usłyszała to, co ja mówiłem. Słaba też była jakość jej mikrofonu, no ale trudno. Przy odgrywaniu próbnej lekcji czas minął i zakończyliśmy rozmowę. Moim zdaniem poszło mi trochę źle, pomyliłem się parę razy, byłem zestresowany, odgrywanie lekcji było szybko przerwane, ale zaskakująco - udało się!
Miałem jeszcze jedną rozmowę na kamerce z polką, ale przedstawiającą warunki współpracy - albo B2B, albo umowa zlecenie, albo umowa o dzieło z inkubatorem. Wielkość wypłaty zależała od ilości czasu poświęconej na byciu dostępnym na platformie - trzy poziomy dostępności. Różnica między nimi nie była jakaś wielka, szczególnie, gdy brało się pod uwagę umowę zlecenie. Wydawało mi się to wtedy w porządku, że to zleci, jakoś będzie, szybko się nabije, zarobki dość małe (BARDZO małe, patrząc na typowe zarobki lektorów), ale przy takiej ilości godzin powinno być okej. Przecież obrót ludźmi będzie wielki i sprawny...
Wdrożenie było dość szybkie i w miarę przyjemne. Nagrywanie filmiku, tworzenie profilu... Zostałem zalany ilością powtarzających się maili, a to o dostarczeniu dokumentu o niekaralności (z zastraszaniem, że umowa zostanie rozwiązana jeśli się tego szybko nie zrobi!), a to o bonusie, a to o wszystkim. Z niekaralnością śmieszny temat, bo był generowany z miesiąc, więc musiałem się upominać, że jeszcze go nie posiadam.
Czas na najważniejszą część tej wypowiedzi - sama praca.
Fajnie, że ma się gotowe materiały. Niefajnie, że często są ze sobą niespójne. Raz podsuną całe zdania, które należy mówić, a raz stwierdzą, że miałeś do czynienia ze wcześniejszymi materiałami, wiesz co robić i jak w coś grać oraz znasz wszystkie maskotki firmy po imionach. Lekcje przez to potrafią być bardzo chaotyczne, bo trzeba się czasem domyślać o co w sumie chodzi z danym zadaniem. Wtedy przychodzi najlepsze narzędzie - improwizacja.
Lekcje mają trwać 20 minut teoretycznie. Przeważnie tak faktycznie jest, ale znowu, materiały są bardzo niespójne - niektóre mają dosłownie 5 slajdów, w tym wstęp i zakończenie. Przy nieśmiałej osobie lekcje mogą trwać nawet 12 minut, jeśli nie będzie chciała współpracować. Rozciąganie w czasie jest na korzyść pracownika, ale nie zawsze się da, a jeśli się da, to nie zawsze też się czuję z tym fair.
Jest mało chętnych na lekcje - siedzi się i siedzi przed przeglądarką z włączoną dostępnością, patrzy się także na planowanie lekcji, by zobaczyć kolejne poszukiwanie koniecznie młodej lektorki dla paruletniego dziecka. Takich zleceń nie ma wiele, a jak są, to trzeba działać jak najszybciej, kto pierwszy ten lepszy. Nie ma to większego znaczenia, jeśli się nie jest oczywiście młodą, urodziwą lektorką, ponieważ w 90% opisów tak jest właśnie podkreślone.
Rozmowy bywają krótkie, a za jedną dosłownie dostaje się parę złotych netto. W większości dzieci, czasem starsze osoby, nic pomiędzy. Przeważnie jest miło lub zabawnie, a nawet czasem ludzie są chętni na parę lekcji pod rząd. To cieszy, dopóki nie przypomni się ile się zarabia za takie mentalne gimnastykowanie. Takie lekcje wyładowują całą energię z człowieka, gdy trzeba przy dzieciach skakać (często dosłownie!), by utrzymać ich uwagę z wielkim entuzjazmem. Nie miałem większych problemów z tym, lecz po każdej lekcji chciałem zakończyć na dany dzień już lekcje - mocno to męczyło, więc nie polecam introwertykom. Dłuższe lekcje przy odpowiedniej osobie potrafiły być przyjemne.
Nastawienie lekcji na rozmowę tylko po angielsku jest ignoranckie, gdy po rozpoczęciu rozmowy dana osoba mówi "nie rozumiem". Zdarzało się to za często. W większości były to dzieci, więc rozumiem, dlatego dostosowywałem się na bieżąco.
Naliczanie dostępności jest zepsute, zawsze działa na twoją niekorzyść. Spróbuj mieć przez chwilę zminimalizowaną przeglądarkę (przy wyłączonych optymalizacjach i tak dalej) - od razu nie naliczy czasu. Zawsze podsumowane minuty dostępności jakoś wydawały się zaniżone, najprawdopodobniej nalicza się to z opóźnieniem, gdy kliknie się bycie dostępnym. Często wychodziło się do toalety, coś zrobić w domu, zjeść... I przez to dostępność była niska. Podziwiam osoby, które mają tak mocną psychikę, by zarobić więcej niż parę stów brutto miesięcznie, bo moim zdaniem inaczej się na tej platformie po prostu nie da. Za dużo czekania, za krótkie lekcje, za tanie lekcje. To wszystko powoduje, że zarabia się grosze. Newsletter bombarduje cię levelowaniem, że wyrób tyle godzin, dostaniesz bonus, albo inne rzeczy. Benefitów nie ma, wszystko sam sobie płacisz. Fajnie, że praca elastyczna, ale jakim kosztem...