Nie byłem pracownikiem, ale pracowałem dla podlegającego studio. PLW co jakiś czas puszcza na skillshocie następującą rekrutację:
"Wybrane przez nas projekty (gatunek i platforma sprzętowa - dowolne) sfinansujemy, wesprzemy w produkcji, zapewnimy darmowy testing, wypromujemy i wydamy."
"Zespołom, które współpracują z nami na terenie Warszawy, Poznania i Katowic, zapewniamy darmowe lokale biurowe. W tym budynek pod Warszawą - 350 m2: pokoje, sale, światłowód. Do mieszkania i do pracy."
Chciałem na to odpisać, aby ostrzec innych developerów:
1. Finansowanie chyba nawet jakieś było, ale takie, że ludzie byli wyrzucani w ramach cięć przy pełnej świadomości wydawcy co do wpływu na projekt.
2. Było absolutne zero jakiegokolwiek wsparcia. Zero marketingu. Fatalny release date (przy dwóch podobnych tytułach PLW, a pierwszy z nich miał sporo marketingu, więc nas kompletnie przyćmił). Zero social mediów. Pan, poza byciem całkowicie pochłoniętym pozycją giełdową firmy, to niestety znajdywał też czas na mikrozarządzanie projektami, dodawanie pracy przy nie przedłużaniu czasu developmentu i do tego mieliśmy 0 do powiedzenia co robiliśmy, więc narzucał nam pomysły gier kompletnie bez szans sprzedaży. Oczywiscie jak gra się nie sprzedała to w 100% nasza wina.
3. Darmowy testing - dostaliśmy gościa na kilka godzin w tygodniu na krótko przed wydaniem gry. Albo był jakiś początkujący i nie znajdywał rzeczy które my znajdywaliśmy po 30 minutach zwykłej rozgrywki, albo tak zapracowany, że wysyłał nam 3-5 średnich błędów, kiedy my byliśmy w stanie znaleźć ich kilkanaście. Nasze gry się źle przyjmowały głównie ze względu na nawał błędów.
4. Zero promocji, gry praktycznie sami wydajemy, sami też rozsyłamy klucze do streamerów. PLW wrzucą posta na swój facebook, może trailer na youtube, i już.
5. Oczywiście na wydatki biura też zero wsparcia.
6. W podległych studiach, nie tylko u nas, ale też w tych z którymi pracowaliśmy, jest źle płacone, robią kiepskie projekty i szerzy się atmosfera "jak ci się nie podoba to wyp-", bo zarządzający firmami (i jedyni czerpiący korzyść z czegokolwiek pod PLW) dobrze wiedzą, że przemysł się skurczył i ludzie nie chcą tracić pracy. Wszystko było "załatwiane" między naszym prezesem a pewnym Panem, zero informacji dla zespołu, a wręcz atmosfera paniki, kiedy ktoś coś odważył się skrytykować, bo jeszcze dojdzie do Pana i się oburzy na nas. Zarząd oczywiście złożony z ludzi w ogóle nie wiedzących czym są gry, co tylko pogarszało ich ciągły micromanagement nad projektami, próbując się Panowi podlizać. Pełna patologia, a na koniec tortur kończysz z "work experience" nad gierkami tak miernymi, że po których nikt cię nie zatrudni.