yyyyy29.04.2026 09:37
Były pracownik
Wytrzymałem w tym czymś pół roku,(usunięte przez administratora) od góry, aż po te "niższe" szczeble jest stricte nastawione na czysty wyzysk, olewa swoje obowiązki i całość przerzuca na pracowników, harujących na zleceniówkach za najniższą. Obowiązkami jest kolejno: sprzedaż, ekspozycja, przyjmowanie dostaw, sprzątanie, ogarnianie dostaw online, wciskanie pakietów lojalnościowych, a do tego sprzedawanie biletów, oklejanie całego sklepu tygodniowymi promocjami a następnie użeranie się z klientami dlaczego nabiło tak, a nie inaczej. Do tego dochodzi obsługa kilku zbędnych do życia programów, przeliczanie kasy w której zawsze coś brakuje, wysłuchiwanie narzekania audytów i innych "ważniaków" na podwładnych, co ostatecznie spada na ciebie, bo to ty jako pracownik tego salonu jesteś odpowiedzialny za to, co się w nim dzieje, prawda? Taka ich filozofia. Kadra zmienia się średnio co 2-3 miesiące, bo zazwyczaj każdy rozgarnięty pracownik woli chwilowo odpuścić jakąkolwiek pracę niż siedzieć w tym czymś. Nie wiem jak bywa w innych salonach, natomiast ja co miesiąc dostawałem wypłatę w inny dzień, raz w piąty lub szósty, a czasem i w ostatnie godziny dziesiątego dnia miesiąca. Jeśli chodzi o godziny, byliśmy umówieni na 3/4 etatu, oczywiście w umowie nie mogło być o tym mowy,(usunięte przez administratora) i obejmowała "ustalone między pracodawcą a pracownikiem godziny pracy", więc korzystając z tej swobody raz dostawałem 95 godzin miesięcznie, a za miesiąc ciągnąłem ich blisko 200. Niestety, rynek pracy jest smutnym miejscem, wiadomo, że ostatecznie gdzieś trzeba się załapać, a poprzez dobrą renomę firmy zawsze ktoś będzie się ubiegał o zatrudnienie w niej, ale jeśli uważasz, że idziesz do pracy "obsługiwać kasę i wykładać książki" to wybacz, ale to nawet nie 30% twojej pracy. Wydawać by się mogło, by organizacja twojej codziennej pracy zależy od tego ile akurat paczek magazynierzy z (usunięte przez administratora)wrzucą na pakę kuriera, w jeden dzień masz 5 kontenerów które rozpakujesz w 3 godziny, a w następny ledwo mieścisz dostawę na zapleczu i nie jesteś w stanie jej rozpakować do końca dnia, oczywiście jest duża szansa, że na kolejny dzień dostaniesz równie sowitą dostawę - organizacyjnie to leży i kwiczy, o czym zresztą wielokrotnie mówili mi sami kurierzy. Każda osoba, słownie każda, z którą miałem tam do czynienia, przynajmniej raz mówiła, że jakby miała gdzie, to dawno by już stąd poszła. Ja podjądłem decyzje o odejściu z firmy dość spontanicznie, oczywiście korzystając z przysługujących mi praw "umowy zlecenie", bo jeśli nie pracujesz w firmie X lat to raczej nie masz co liczyć na inną. Godzinowa stawka jest najniższa, nigdy w życiu nie słyszałem o tym, aby ktoś na takowej umowie dostał chociażby złotówkę więcej "premii", nawet jeśli wykręca świetne wyniki programu premium oraz sprzedanych specjalnych produktów przy kasie, mimo, iż kierownictwo ma na ich punkcie ogromnego fioła. Ja również nie zobaczyłem ani pół grosza za te wyniki, inaczej sprawa się ma w przypadku osób zatrudnionych na umowę o pracę, zazwyczaj starszych i stałych pracowników, którzy latają za tobą i każą, zupełnie jak kierownictwo, ciągnąć wyniki jak tylko się da, gdyż mają z tego korzyści. Plusem tej pracy na pewno jest możliwość obsługi wielu fajnych ludzi, którzy przychodzą do ciebie z uśmiechem. Jeśli już podejmujesz się tej pracy pamiętaj, że te wyniki typu premium to tylko ich wewnętrzna gierka, mają swoje miesięczne i tygodniowe rankingi w których prześcigają się salonami. Jeśli ktoś chce odpowiedzieć "gdzie tak nie jest?" to od razu odpowiem - zapewne wszędzie,(usunięte przez administratora) jednak 18- i 19-latek zrobią wszystko, żeby chycić trochę pieniędzy, na takich właśnie "polują" pracodawcy. Szkoda tylko, że zamiast w ramach wynagrodzenia za dobre wyniki móc chociaż troszkę odwdzięczyć się pracownikom, firma organizuje coroczny event swoich bestsellerów, płacąc pewnie niemałe pieniądze za parę koncertów i migające światełka za artystami, których płyty w salonie wykładamy za najniższe możliwe pieniądze.