Pracowałam w mniejszym salonie Empiku w Krakowie. Przez fakt, że wcześniej byłam zatrudniona w szyderczych i gorszych firmach, wydawało mi się, że w Empiku w końcu jest dobrze. Do czasu. Pierwszy miesiąc był znośny. Przez fakt, że byłam nowa, traktowano mnie z ulgą. Niestety w następnych miesiącach zdałam sobie sprawę, dlaczego co jakiś czas przychodząc do tego Empiku (jako jeszcze nie zatrudniona) widziałam inną ekipę. Otóż podobno w większych salonach jest tak, że jak się odpowiada załóżmy za dział z książkami, to się w dzień nimi zajmuje. Może się zdarzyć, że na książkach nie ma co robić i wtedy się dzień spędza na kasie. I tak by było super. Problemem było to, że pracowałam w mniejszym salonie i musiałam zarówno dbać o swój dział jak i kasę. Wydaje się w porządku, ale Empik, mimo że z zewnątrz wydaje się ułożony, tak w środku panuje totalny bałagan. Bardzo częste zwroty książek, które dwa, trzy dni później wracają i wydaje mi się, że nawet te same. Często w ogóle odnaleźć się w tych ich systemach graniczyło z cudem. Musieliśmy (my, mróweczki pracownicy) sprawdzać nie tylko program, gdzie wypisane były wszelkie promocje, ale i dodatkowe maile i jeszcze stronę główną Emipku (www) by dowiedzieć się co jest na topie, co w nowościach, co "w dodatkowych półkach", a z tym ostatnim często był taki problem, że trzeba było taką półkę znaleźć i zagospodarować. A co jeśli nie ma wolnych półek...? No właśnie. Nikt nie wiedział. Ale miały być. Bo kierowniczka kazała. Ona też tam do ekhm. inteligencji nie należała. Nie wiem jak tacy ludzie dostają się na takie stanowiska. Każdy jednakowo uważał, że wprowadza ona nieodpowiednią atmosferę. Zamiast nam jakoś pomóc, to zawsze gderała na lewo i prawo. Nie okłamujmy się. Kto pracował ten wie, że zdarza się przeoczyć jakąś promocję na jakiś produkt. Nie piszę, że ciągle, ale jak się to zdarzy raz na miesiąc, to chyba nie jest źle...? A kierowniczka z pyskiem, że jak zawsze ona musi wszystko robić... Dla czego w tych empikach nie ma stanowiska odpowiedzialnego za informowanie pracowników o promocjach...? Bardzo ułatwiłoby to sprawę. Więc ten. Praca w stresie i po prostu jak można pracować z myślą i przeczuciem, że "kierowniczka przyjdzie i ochrzani". Ale oczywiście nie byłam jedyna. Innym też się obrywało i to osobom ze starszym stażem. Po bodajże piątym miesiącu nie wytrzymałam i to rzuciłam. Pamiętam do teraz, że zanim poinformowałam kierowniczkę, że odchodzę, ta z pyskiem "czy wiesz jaka dzisiaj promocja? Pewnie nie wiesz". Więc to idealnie to obrazuje. Zanim odeszłam, poprosiła mnie (i było to zaskoczenie, że "poprosiła"), żebym pomogła jej zrobić... w excelu sumę. Nie miała podstawowej wiedzy o excelu... A właśnie, wspomniałam, że pracowałam 5 miesięcy. Wiecie co zabawne? Obiecywano mi po trzecim miesiącu już umowę o pracę i taką fajną kartę pracowniczą. Do końca byłam na "umowie zleceniu" i żadnych kart nie dostałam. Lepiej. Każdy z pracowników musiał przechodzić jakieś testy dot. asortymentu. I były pytania odnośnie każdego działu. Po jakiego karolka potrzebna mi była wiedza o składnie papierniczym? I to jeszcze takie głupie pytania na zasadzie "który z przedmiotów mamy w sprzedaży". Wiem, że świadomość posiadania tego na składzie by się przydać mogła, ale nie w momencie, kiedy ktoś inny za to odpowiada i najczęściej mogliśmy wyszukać w komputerze, czy posiadamy taki produkt. Ale żeby jeszcze dosłodzić - wiecie kto robił te testy...? Nie ja. Ja tylko siedziałam i jakaś tam zastępczyni kierowniczki mi w zasadzie ten test robiła. Nie prosiłam o to. Jeżeli tak w tych Empikach to wygląda... to jakim cudem ten Empik do dziś istnieje...
Oczywiście, ponarzekałam na kierowniczkę, ale to nie tylko jej wina. Problemem była sama organizacja Empiku, o której wspominałem. Na prawdę, dla czego takiej głupiej rzeczy jak "promocje" czy inne informacje nie mogłyby być w JEDNYM miejscu a nie na trzech różnych stronach...? Do Empiku nie wrócę. Polecam może tak być z miesiąc, dwa, ale nie więcej. Szkoda nerwów. Na prawdę. Widziałam to po ludziach. Miałam tam taką sympatyczną koleżankę, do czasu, aż nie "skoczyła rangą" i autentycznie zaczęła się robić równie gderliwa, co kierowniczka.