Witam !
Chciałabym się wypowiedzieć ze względu na to jak mnie potraktowano w tej "szanownej" firmie.
Otóż, kolega pracuje u nich już jakiś czas, ostatnio coś mu wypadło i nie mógł przyjść, więc poprosił mnie o zastępstwo. Powiedział, że generalnie atmosfera jest super, nie poganiają, spokojnie sobie pracujesz pikając skanerem po półkach. Wcześniej nigdy nie słyszałam o JI, stąd też nie byłam za bardzo w temacie i z tego, co kolega mi powiedział, wszystkiego miałam dowiedzieć się na miejscu. Przeszłam przez szkolenia i kursy na platformie i z najlepszym nastawieniem wybrałam się pierwszego dnia na inwentaryzację.
Po pierwsze, zamiast skanować kody na sklepie, wrzucono nas na magazyn, co było dla mnie zaskoczeniem, ale okej. Przez 2 godziny skanowałam tekstylia z mega w porządku koordynatorem, do którego szłam z każdym problemem, bez obaw, że zawracam mu głowę. Później musiałam przejść razem z innymi do głównego magazynu, gdzie skanowaliśmy po prostu wszystko. Nie byłam przygotowana na ciąganie kartonów ważących grubo ponad 50kg (tym bardzie, że mam chory kręgosłup), ale tachali inni, tachałam i ja. Koordynator nr 2 wraz z koordynatorką, byli tak niesympatyczni i bucowaci, że bałam się do nich podejść za każdym razem, gdy skaner podświetlał mi się na czerwono. Zacisnęłam zęby i pracowałam dalej wciśnięta między palety z olejami napędowymi, a kartonami z narzędziami... Kolega, za którego przyszłam, powiedział, że mam pracować po 5h przez 2 dni. Gdy poinformowałam o tym, Pana Buca, zrobił wielkie oczy i powiedział, że w żadnym wypadku, że pracujemy 10h ! Wytłumaczyłam grzecznie, że jestem na zastępstwie, dostałam takie, anie inne informacje, mieszkam daleko i czeka na mnie kierowca. Kazał mi skończyć liczyć paletę i iść, oburzony, że mam kolegę oszusta. Na drugi dzień przygotowałam się, że będę tyrać w magazynie od 20 do 6 rano. Znów dostałam paletę mojego wzrostu, tym razem wypełnioną blokami, które były nieuporządkowane, a więc musiałam skanować wszystkie pojedynczo... Zajęło mi to 4 h ! Inni już dawno przeszli na inne strefy, a ja gniłam w tych blokach i tylko czułam na sobie te wkurzone spojrzenia koordynatorów. Postanowiłam się tym nie przejmować i robić swoje, tak szybko jak umiałam. Po przerwie było zamieszanie z paletami, zdążyłam policzyć 2 strefy zanim znów wkurzony i obrażony na cały świat Sz. P. Koordynator zwolnił mnie do domu, bo "nie ma już pracy" . Przed samym wyjściem zorientowałam się, że zgubiłam w trakcie pracy identyfikator i bałam się, że będę miała z tego tytułu kłopoty, więc zgłosiłam to innemu koordynatorowi. Powiedział mi, żebym się nie martwiła, że to nic, najważniejsze, żebym pamiętała swój PESEL. Uspokojona działałam dalej. Ale przy wyjściu musiałam oczywiście zostać zjechana, że jak to, że on mnie nie wypuści...
Ja rozumiem, że jest rotacja i nikt się nie przywiązuje specjalnie do pracownika, rozumiem też, że można być zmęczonym, mieć gorszy dzień itd., ale podejście, nie ukrywajmy, ma wpływ na przebieg pracy i motywację do niej. Z początku uważałam, że to niegłupia opcja, żeby sobie dorobić do studenckich wydatków, ale zostałam zniechęcona postawą koordynatorów, tym bardziej, że inni starali się pomóc najlepiej jak umieli.
Niestety nie chcę wiązać przyszłości z firmą i ludźmi, którzy nie potrafią przyczynić się do wydajności mojej pracy, ani jej docenić w najmniejszym nawet stopniu.