W związku z zarzutami wobec jakości wykonywanej przeze mnie pracy w czasie ostatniej inwentaryzacji na której byłam, chciałabym poruszyć kilka istotnych kwestii, które moim zdaniem nie zostały ujęte w argumentacji job impulse.
Byłam w oddziale Bydgoszcz, miałam przepracowanych wiele inwentaryzacji, nikt się nie skarżył – przynajmniej ja nic nie słyszałam. Praca, moim zdaniem nie należała do najłatwiejszych, zależało to w dużej mierze od koordynatorów. Na ostatniej inwentaryzacji liczyłam na magazynie. Według przepisów BHP powinna tam panować tem. 14 stopni. Było o wiele mniej (9-12). Dłonie miałam całe skostniałe, ponieważ nie dostałam nawet głupich rękawiczek. Kiedy wreszcie poprosiłam o nie koordynatora, ten odpowiedział, że jak je zgubię to odliczy mi godzinę pracy... Strasznie zdarłam sobie paznokcie, bo nie było choćby nożyka dla każdego (były razem ze mną tylko 4 osoby) do otwierania kartonów (!). Na następny dzień zadzwoniła do mnie Pani z job impulse, mówiąc że są zmuszeni zakończyć ze mną współpracę, ponieważ moje zaangażowanie, liczenie i tempo pracy na ostatniej inwentaryzacji było poniżej oczekiwań. Na samej inwentaryzacji żadnych skarg na temat tempa i zaangażowania pod swoim adresem nie usłyszałam, żadnego poprawiania ani komentarzy. Sama Pani nie była w stanie podać dokładnej przyczyny. Moja koleżanka też została wyrzucona praktycznie bez powodu, wszystko liczyłyśmy tak jak powinnyśmy. Moim zdaniem jest to wina gburowatego i nieuprzejmego koordynatora, któremu chyba radość sprawia wyżywanie się na pracownikach. Dało się odczuć z jego strony strasznie negatywne nastawienie i niesprawiedliwe traktowanie. Właściwie nie jest on wyjątkiem wśród koordynatorów z tego oddziału, bardzo niewielu jest w porządku. Dwa razy podczas przepracowanych inwentaryzacji popsuł się nam autokar, raz praktycznie by się spalił gdybyśmy się nie zatrzymali. Musieliśmy czekać 2 godziny na nowy transport. Oczywiście dla nich to normalne, przemilczeli sprawę choć ludzie składali reklamację (w tym ja). Niektórzy kierowcy potrafili spóźniać się pół godziny na zbiórkę, gdzie w zimę bywało to bardzo upierdliwe, zero szacunku dla cudzego czasu. Praktycznie 2/3 razy na inwentaryzacjach wyjazdowych krążyli po miastach 30 minut, bo nie mogli znaleźć sklepu, zero gps, zero kompetencji, choćby pobieżnej znajomości miasta. Często zmieniają godziny inwentaryzacji, nawet w sam dzień inwentaryzacji (!), mężczyzna zadzwonił do mnie o 9 rano kiedy jeszcze spałam pytając czy mogę jednak być na 12, choć inwentaryzacja miała być dopiero o 17. Mojej koleżance, której nowy termin nie nie pasował „z łachy“ nie wlepili kary, gdzie to była tylko i wyłącznie ich wina i ich niezdecydowanie. Ale najgorszym chyba minusem, który w dodatku kłóci się z przepisami BHP jest bardzo częsty brak przerwy po przepracowanych 6 godzinach. Raz liczyłam 12 godzin bez żadnej przerwy, swojego picia - rzecz jasna na sklep też nie było można wnieść. Przecież to jest nieludzkie! Traktują ludzi jak bydło, nie szanują pracownika i jego zdrowia. Człowiekowi w ciągu takiego 12 godzinnego liczenia naprawdę może się zlasować mózg. Wymieniłam chyba te podstawowe wady, które naprawdę da się odczuć pracując tam choć mogłabym znaleźć jeszcze kilka minusów (np. zwalnianie ludzi z inwentaryzacji, bo nie ma już skanerów... a potem koordynator śmiał się do drugiego, że zwolnił osobę, bo zapomniał, że jeden z nich ma przecież skaner – bardzo zabawne). Ja osobiście nie polecam tej firmy – atmosfera nie jest najlepsza i to z groźbą „zakończenia współpracy“ zależną od widzimisie koordynatora, niezależnie od rzeczywistych umiejętności. Porażka.