pracuje w telepizzy rok i pierwsze słysze zeby były karaluchy czy szczury!!! jak muchy wlatywaly to zaraz siatki sie zakladalo. kosze zawsze musza miec zamkniete pokrywy, na ladzie pizzerskiej nie moze byc ani kropli sosu, na stole po kazdej pizzy trzeba zmiesc mąke, ciagle mycie rak az do przesuszonej skory!!! moj szef lokalu sam zajmuje sie myciem pieca, szefowie zmiany caly czas krzycza umyc kratki, opronic kosz, zamiesc, wymyc lokal, zobaczyc do lazienek czy czyste!!! a jak ma przyjs superwizor to juz wogole, musimy przelewc sosy do innych pudełek bo tamte w trakcie uzywania sie zbrudzilo, odsuwac trzeba lade i wszystko tam wymiatac! kiedys odsuwajac lade przy pomocy kolegi bo ciezka jest jak cholera to plytka pod nia pekla i zaraz trza bylo nowa wstawic. sprzataczka ma tyle roboty rano ze nie wie w co rece wlozyc a ciagle jej szef wymysla co ma wyczyscic. sama czesto siedze na zmywaku i mecze sie z zasknietym sosem barbecue na kuwetach czy pudelkach. nie pamietam tez zeby ktos komus ,,dorzucal cos'' do pizzy. pracuje rok i powiem ze na jakies pieniadze zeczywiscie trzeba zapracowac. dodatem jescze ze moj lokal znajduje sie w Katowicach nie w warszawie ;)