Na początku chcę zaznaczyć, że pracuję w lokalu franczyzowym, w lokalach własnych pewnie jest gorzej, bo nie ma z kim się dogadać, wszystko ustala Warszawa.
* Dostawca - stawka na samochód firmowy 10 zł/h brutto, przy samochodzie własnym dochodzi kilometrówka 50 gr/km netto. Głównym zadaniem jest rozwożenie pizzy, pakowanie jej i pozostałych rzeczy z zamówienia (napoje, sosy itp.) do termosu. W wolnej chwili składanie kartonów, rozlewanie sosów, zszywanie ulotek, dokładanie napojów do lodówki, skrobanie kuwet od ciasta. U nas jest taka zmiana dostawców, że nie opłaca nam się uczyć ich odbierania telefonów (strasznie trudna sztuka ;)). Na zakończenie dnia pomoc w sprzątaniu lokalu.
* Pizzero-kasjer - chyba 8 zł/h brutto i ekwiwalent za pranie 1 zł/h. Podstawowe zadanie - obsługiwanie kasy, robienie pizzy, przyjmowanie zamówień telefonicznych, dbanie o porządek na kuchni. Czasami, przy dużym ruchu, skoczenie z zamówieniem do klienta, jeśli jest gdzieś blisko. Jeśli dostawca nie ma czasu, to rozlewanie sosów i składanie kartonów.
* Kuponista (hostessa) - rozdawanie ulotek klientom do ręki, 10 zł/h brutto. U nas nie ma osoby, która roznosiłaby ulotki po domach - robi to firma.
* Szef zmiany - 10 zł/h brutto i 1,8 zł/h netto ekwiwalent. Obowiązki: wszystko to, co pizzero-kasjer plus: codzienne przeprowadzanie inwentaryzacji, układanie grafików, składanie zamówień na produkty, przyjmowanie i szkolenie nowych osób. Dodatkowo odpowiedzialność za pozostałych pracowników i ciągłe tłumaczenia, dlaczego klient czeka 1,5 godz. na pizzę (cóż, takich mamy dostawców, że jadą na kurs 40 min, kiedy ja, jadąc samochodem, pokonuję ten dystans w 15-20 min...); odpowiadanie na skargi. Niektóre osoby po kilku latach pracy mają 11 zł/brutto.
Plusy pracy w Telepizzy:
- Przede wszystkim można nabrać doświadczenia, dla osoby tuż po szkole jest to świetna praca. Można też dorobić, jeśli ktoś ma już jedną pracę, ale potrzebuje kasy.
- Elastyczny grafik - dostawcy pracują od 10 do której mogą albo od której mogą do zamknięcia lokalu. Czasami środki lub całki (jeśli chcą). Można zadzwonić, spytać, czy jest ruch i przyjść sobie później, jeśli akurat nie chce nam się pracować danego dnia. Można być od pierwszego kursu i się wyspać. Działa to też w drugą stronę - czasami dzwonimy z pytaniem, czy ktoś może się pojawić w pracy mimo dnia wolnego, ponieważ ktoś wypadł/zrezygnował/miał wypadek/jest duży ruch. Ale nikt nikogo nie zmusza i nie grozi zwolnieniem.
- Umowa zlecenie - to jest moja subiektywna opinia. Aktualnie się uczę, więc dzięki temu mam wyższą stawkę, żadnych urlopów nie potrzebuję, L4 też nie, bo praktycznie nie choruję, a przynajmniej w razie czego każdego dnia mogę się zwolnić, gdyby coś mi nie przypasowało. Nie mam ochoty wiązać się z pierwszą lepszą firmą trzymiesięczną umową...
Minusy:
- Dla niektórych brak umowy o pracę.
- Dosyć niskie stawki, szczególnie dla dostawców i w lokalach własnych (chociaż tam są też umowy o pracę dla niektórych, chyba cały czas płacą za kurs).
- Nerwy, stres i presja czasu; z mojej perspektywy wnerwianie się na dostawców, którzy chcieliby tylko siedzieć na tyłku, a mieć płacone 20 zł/h. Zamieść nie, umyć podłogi na koniec dnia nie, naczyń pomyć nie. (W domu też nie sprzątacie...?) Z drugiej strony przez duży ruch leci szybko czas, adrenalina też ma swoje plusy - praca nie może być nudna :)
- Z tego, co wiem, w lokalach własnych płaci się za wszystkie braki, co jest chore, bo kula mała warta jest 50 gr, a nabija się ją jako placka za 6 zł! U nas jedyne, co odkupujemy (jako szefowie), to napoje i pokrywamy manka, ale z reguły z napiwków nam na to starcza.
Wszystko zależy od nastawienia. Jeśli ktoś w wieku 19 lat oczekuje 3000 za nicnierobienie no to sorry. Ja miesięcznie jako szef zmiany wychodzę 1800-2200 zł i jest to dla mnie duże wynagrodzenie jak na ten wiek i niewielkie doświadczenie. Nie wiem także, skąd narzekania na to, że trzeba sprzątać; logiczne jest, że jak narobiło się syfu przez cały dzień pracy, to potem trzeba to po sobie uporządkować. No naprawdę ciężko to zrozumieć? Niby jestem zastępcą kierownika, a też myję naczynia, podłogi czy lodówkę i jakoś nie odbieram tego jako ujmy na honorze. Zresztą w KAŻDEJ pracy robi się wiele rzeczy poza tymi zapisanymi w umowie.
Jako że jest to praca w usługach, trzeba użerać się z klientami, którzy po pierwsze nie są wybitni, po drugie nie potrafią czytać ze zrozumieniem, a po trzecie oczekują gruszek na wierzbie. I często cwaniakują.
Ogólnie o samej Telepizzy jako gastronomii - jedzenie końca pleców nie urywa, zwłaszcza na dostawie, gdzie pizza robi się dość miękka (w lokalu pozostaje chrupiąca). Cenowo różnie - czasami drogo jak cholera (24 zł za pizzę 30 cm w dostawie), czasami tanio (6 zł za małą 21,5 cm, w piątki średnia za 12, dwie 43-centymetrowe za 40 zł i inne prom