logo Fortaco JL Sp. z o.o.

Fortaco JL Sp. z o.o.

Janów Lubelski

Opinie o Fortaco JL Sp. z o.o.

Figo-Fago. 2017-04-15 20:49
Ja psychikę mam na pewno zdrową. Gorzej z Twoją znajomością języka polskiego. Odpowiedz, gdzie jest szacunek dla pracownika, który utrzymuje tę całą zgraję.
4
Nieznajomy! 2017-04-16 16:52
Dzisiaj jest Wielkanoc, pije Nemiroffa, zagryzam jajeczkiem i mam w [usunięte przez admina słowo niecenzuralne] dyrektora produkcji. Konio pewnie pije Żytniówkę i zagryza owsianką. Ponadto chla pożywienie u prowadzone z poczestunku z placówki, tj. jajka z krzonem i inne dobre rzeczy.
6
Bref 2017-04-17 09:40
Figo Fago nie narzekaj tylko zmień prace wiecznie ci wszystko nie pasuje jak jesteś takim obrońcą uciśnionych to zrób z tym porządek masz tyle ciekawych pomysłów to pewnie i z tym problemem sobie poradzisz czekam na działania a nie na wieczne narzekanie . Zdrowych i pogodnych świąt ci życzę.
7
Pomocny 2017-04-17 13:32
Bref widzę że dalej wszystkim inaczej myslącym od ciebie karzesz się zwalniac a może to ty się zwolnij bo przez ciebie ta firma stała się posmiewiskiem w całym janowie co tu durzo pisać nienadajesz się do pracy z ludzmi.Podobał się prezent rodzinie!!!
1
Nieznajomy 2017-04-18 00:49
Witam kolejny już raz wszystkich czytelników forum.
Analizując wpisy na stronie postanowiłem zabrać jeszcze raz głos w pewnych sprawach i przemówić niektórym ludziom do rozsądku.
Pierwszym problemem, wartym rozważenia i przemyślenia będzie rola ZWIĄZKÓW ZAWODOWYCH w spółce, które działają już bardzo długo, nie przynosząc jednak żadnych pozytywnych efektów. Ponadto nic nie wnoszą do poprawy sytuacji pracownika w firmie, nie mają żadnego udziału w prężnym rozwoju przedsiębiorstwa i na ich ,,czele" stoją ludzie niekompetentni, bez żadnych ratyfikowanych pomysłów na rozwój, nie potrafią opracować nawet własnego planu działania, który polepszyłby sytuacje ludzi zatrudnionych w firmie. Osoby nalezące do związków można podzielić ze względu na różnice ideologiczne na liberalistów i komunistów. Czyli obydwie grupy i tak reprezentują ten sam status: ,, Morda w kubeł i zapierdalać. Jak nie podoba Ci sie praca w naszej firmie to zmień ją na inną. jesteście zwykłymi parobkami, którzy muszą ciężko pracować, żeby nas utrzymać i całą administrację wyższego szczebla". ZWIĄZKI ZAWODOWE, KTÓRE DZIAŁAJĄ NA TERENIE FIRMY MOZNA ZAKWALIFIKOWAĆ DO GRUPY TZW. ZWIĄZKÓW ŻÓŁTYCH, CZYLI TAKICH, KTÓRE DZIAŁAJĄ NA RZECZ PRACODAWCY, A NIE NA KORZYŚĆ PRACOWNIKA. Przewodniczący tej całej ,, zgraji" to osoba mało kompetentna , nie nadająca się na takie stanowisko. OSOBNIK ten nie posiada żadnych zdolności logistycznych, koncepcyjnych i interpersonalnych, które pozwoliłyby mu na wiekszy wkład w ,,życie przedsiębiorstwa". Podsumowując, tą część wpisu, pragnę ukazać co potrafi zrobić ,, ciemna osoba ze wsi bez wykształcenia" z sytuacją związków zawodowych, która dostanie troche większą wypłate niż przeciętny pracownik.
Wniosek nasuwa się sam: przewodniczący i wszystkie osoby niekompetentne proszone są zaprzestania działalności w grupie, która szkodzi pracownikowi.
2
Mrówka 2017-04-18 07:14
Bajka o pracowitej mrówce (autor nieznany)

Codziennie wcześnie rano, mała mrówka przybywała do pracy i natychmiast rozpoczynała wykonywanie swoich obowiązków. Produkowała dużo, a to co robiła dawało jej satysfakcję.

Szef lew był zdumiony widząc, że mrówka pracuje bez nadzoru. Pomyślał więc, że jeśli mrówka może wytwarzać tak dużo bez nadzoru, to czyż nie wytwarzałaby jeszcze więcej, gdyby miała nadzorcę?!
Zatrudnił więc karalucha, który posiadał szerokie doświadczenie jako nadzorca i znany był z pisania znakomitych raportów.
Pierwszą decyzją karalucha było wprowadzenie systemu kart zegarowych. Potrzebował także sekretarki, by pomagała mu pisać i drukować raporty oraz pająka do zarządzania archiwami i monitorowania wszystkich rozmów telefonicznych.

Lew był zachwycony raportami karalucha i poprosił go o sporządzenie dodatkowych wykresów, w celu opisania tempa produkcji i przeanalizowania trendów tak, by mógł je wykorzystać w prezentacji na zebraniach Zarządu.
Tak więc karaluch musiał kupić nowy komputer, drukarkę laserową i zatrudnić muchę do prowadzenia działu informatyki.

Mrówka, kiedyś tak produktywna i zrelaksowana, nienawidziła nadmiaru nowej papierkowej roboty i spotkań, które zabierały jej większość czasu.
Lew doszedł zatem do wniosku, że nadszedł czas mianowania osoby kierującej działem, w którym pracowała mrówka.
Stanowisko dał więc cykadzie, której pierwszą decyzją był zakup do biura nowego dywanu i ergonomicznego krzesła. Nowy kierownik cykada, również potrzebowała komputera i osobistego asystenta, którego wzięła ze sobą z poprzedniego działu po to, by pomógł jej przygotować Strategiczny Plan Optymalizacji Kontroli Pracy i Budżetu.

Dział w którym pracowała mrówka stał się smutnym miejscem, gdzie nikt się już nie śmiał, za to wszyscy byli nerwowi. W tym samym czasie cykada przekonała szefa lwa, co do absolutnej konieczności przeprowadzenia badania środowiska pracy.

Po przeglądzie kosztów funkcjonowania działu mrówki lew stwierdził, że efektywność uległa znacznemu zmniejszeniu. Zatrudnił więc sowę, prestiżowego i znanego konsultanta, by ta przeprowadziła audyt i zaproponowała rozwiązania.
Sowa spędziła w dziale trzy miesiące i przygotowała ogromny, wielotomowy raport, kończący się następującym wnioskiem: “W dziale jest przerost zatrudnienia”.

Zgadnijcie, kogo lew zwolnił jako pierwszego?
Oczywiście mrówkę, gdyż wykazywała „brak motywacji i negatywną postawę”.
1
Misio 2017-04-18 07:18
Bajka o Misiu
Dawno, dawno temu, zupełnie nie dziś,
mieszkał w pewnym lesie malutki Miś.
Miał misiowy domek w pniu grubego drzewa,
jak to każdy miś dom swój w lesie miewa.
Miś sam nie mieszkał, żył z Rodzicami,
dużymi, poważnymi, mądrymi Niedźwiedziami.
A las, który otaczał ten domek misiowy,
w każdym niemal względzie był wyjątkowy.
Poza tym, że zielony był i pełen ptactwa,
działy się w nim różne bajkowe dziwactwa.
I powiem Wam w sekrecie, co się w lesie kryło:
wszystko co tam było, własnym życiem żyło.
Kwiaty miały buzie i pięknie śpiewały,
aż głosem ich rozbrzmiewał las nieomal cały.
Drzewa za to miały ciekawskie oczy,
by mogły obserwować, co się w lesie toczy.
Ale wróćmy do Misia, bo się właśnie budzi,
choć wstawać jeszcze nie chce i trochę marudzi.
Aż tu nagle z kuchni głos Mamy dociera
i chcąc nie chcąc Misio musi się ubierać.
Myje ręce, buzię, jedną, drugą nogę,
przy tym rozchlapując wodę na podłogę.
Lecz Go wręcz nie martwi mokre z wody [usunięte przez admina słowo niecenzuralne] br /> nim wróci ze szkoły to już wyschnie dawno.
Umywszy się i wytarłszy wcina śniadanie,
apetyt ma ogromny, więc nic nie zostanie.
Plecak jeszcze łapie i biegnie wesoły,
bo chętnie nasz bohater uczęszcza do szkoły.
Tam ma mnóstwo zabawy i kolegów bliskich,
długo by wymieniać tych przyjaciół wszystkich:
mamy tak więc jeża z ostrymi igłami
i dzikiego kota z długimi wąsami,
dwa małe dziczki – chyba bliźniaki,
które też należą do misiowej paki.
I jest jeszcze jelonek z krzywymi rogami,
co na nich lubi nosić plecak z książkami.
No i lisek jest też z kitą puszystą,
któremu w sekrecie można mówić wszystko.
A w szkole naucza stara Pani Sowa,
każdy na nią mówi: “Sowa Mądra Głowa”.
Bo wiedzę ma ogromną, niczym książek tysiąc
i wie chyba wszystko, mogłaby przysiąc.
Nasz Miś jest uczniem bardzo poczciwym,
tylko – jak to niedźwiedź – jest troszkę leniwy
i lekcje zadane, mimo szczerych chęci,
wypadają Misiowi po prostu z pamięci.
Gdy się wiersza uczy, taki tego finał,
że jeden wers wypowie, resztę zapomina.
I chociaż już długo uczęszcza do szkoły,
to pisać nie umie, bo stawia gryzmoły.
Ale Pani Sowa jest bardzo cierpliwa,
uczy Misia dzielnie, choć i ciężko bywa.
Misio też ma wady – bywa samolubny,
a to cecha, która daje efekt zgubny.
Ale jak to dzieci, przyznaj – ciężko nieraz,
pożyczyć zabawkę jak się bawisz teraz.
I Miś nasz miał jeszcze ciekawą słabość,
był bardzo łakomy, nigdy nie miał dość.
A lubił słodycze najbardziej na świecie,
jadł ich ile wlezie i w zimie, i w lecie.
A najczęściej w drodze, gdy wracał ze szkoły,
lubił też odwiedzać pracowite pszczoły.
I miodu wyprosić chociażby garstkę,
lecz zadowoliłby się też i naparstkiem.
I tak pewnego razu – po lekcjach – wesoły,
wracał nasz Miś mały do domu ze szkoły.
Śpiewał przy tym głośno razem z kwiatami,
w przerwach zaś rozmawiał z mądrymi drzewami.
Tu skoczył przez rzeczkę, tam kamień przerzucił,
obrócił się wkoło, przykucnął, zanucił.
I tak mu radośnie droga przebiegała,
gdy nagle do głowy wpadła myśl niemała,
a do głowy prosto z brzuszka Misia weszła
i głodem się po Misiu ogromnym rozeszła.
I burczała głośno echo w brzuszku czyniąc
a Miś myśli głodu nie mógł się wywinąć.
Same nóżki jego wiodły na polanę,
gdzie nektar zbierały pszczółki kochane.
Ostrożnie podchodzi, pyta pod nosem:
“Czy mógłbym dostać miodu, bardzo ładnie proszę”.
Pszczółki popatrzyły na Małego Misia:
“Czy Ty Misiu nie zjadłeś już za dużo dzisiaj?”
Na to nasz bohater kłamiąc głośno mówi,
że z domu wziął śniadanie, ale w drodze zgubił.
Pszczołom się zrobiło żal Misia Małego,
coś się naradziły i mówią do niego:
“Daj no Misiu Drogi na miodek naczynie,
postaw tu – pod drzewem a miodek popłynie”.
Miś się wnet rozejrzał po leśnej polanie
i zobaczył garnek w sam raz na śniadanie.
Znając jego łakomstwo, co zdrowiu nie służy,
garnek był za ciężki i do tego duży.
Kiedy jeszcze pszczoły miodu tam dolały,
Miś z tego wysiłku spocił się cały.
Ale pszczołom głośno, grzecznie podziękował,
ukłonił się, pomachał i w las powędrował.
Garnek z miodem słodkim ciążył w czasie drogi,
a Miś się potykał o swe własne nogi.
I idąc w skupieniu z wysiłku tak dyszał,
gdy nagle za sobą głos taki usłyszał:
“Witaj Misiu Mały, czemu błądzisz w lesie?
I co Ty tam takiego ciężkiego niesiesz?”
Miś się obejrzał niezwykle zdziwiony,
że został prz
1
Olbrzym 2017-04-18 07:23
Zapraszamy do lektury bajki o siedmiu olbrzymach.

Za siedmioma górami żył olbrzym, mający kuzyna, mieszkającego za siedmioma wzgórzami. Ten wielkolud posiadał także krewniaka, który osiedlił się za siedmioma pagórkami. Jego pociotek natomiast, kolos, jak się patrzy, urządził się za siedmioma głazami. Jak się domyślacie, następny koligat, niezły gigant, osiadł za siedmioma otoczakami. Kuzyn tego kuzyna pomieszkiwał za siedmioma kamieniami polnymi, najbliżej agnata, rezydującego z kolei za siedmioma ziarenkami piasku. I właśnie ten ostatni olbrzym, postanowił przymocować do ściany zdjęcie z rodzinnego zjazdu. Dawno, dawno temu oprawił pamiątkę w ramę, ale jakoś nie mógł się zabrać za umieszczenie jej w należnym miejscu. Coś go jednak naszło, starość, czy radość, jakie to ma znaczenie, i postanowił wreszcie się za to zabrać. I tu pojawił się problem: nie miał bowiem gwoździa. Zabrał się do poszukiwań. Odnalazł przy okazji kilka przyzwoicie ogryzionych szkieletów, ale gwoździa ani śladu. Od czego jednak jest rodzina?

Zwrócił się więc do swojaka zameldowanego za siedmioma kamieniami polnymi. Ten, kiedy dowiedział się, co jest przedmiotem poszukiwań, podrapał się po głowie i powiedział:

– Gwoźdź? Teoretycznie mam, ale w praktyce – musielibyśmy poszukać.

Zabrali się do poszukiwań. Odnaleźli przy okazji parę przyzwoicie ogryzionych szkieletów, zbiór monet z lepszych czasów i poradnik na złe. Ale gwoździa ani śladu. Od czego jednak jest rodzina?

Udali się razem za siedem głazów. Kolos był trochę zaskoczony nieoczekiwaną wizytą. Kiedy dowiedział się, o co chodzi, podrapał się po plecach i stwierdził:

– Gwoździa? Sam nie wiem, używam wykałaczki. Poszukajmy.

Zabrali się do poszukiwań. Odnaleźli przy okazji parę przyzwoicie ogryzionych szkieletów, zbiór monet z lepszych czasów, poradnik na złe, rzeczną barkę i niegrzeczne dzieci. Ale gwoździa ani śladu. Od czego jednak jest rodzina?

Wsiedli pospołu w podmiejski autobus i pojechali do krewnego, bytującego za siedmioma pagórkami. Wielkolud był zniesmaczony nieoczekiwanymi odwiedzinami. Kiedy dowiedział się, o co tyle hałasu, podrapał się po tyłku i mruknął:

– A pytaliście kuzyna mieszkającego za siedmioma otoczakami?

Poczekali na powrotny autobus i pojechali do tego giganta, ale akurat brał kąpiel. Wrócili więc za siedem pagórków (mówią, że zajęło im to kilka ładnych godzin). Zabrali się do poszukiwań. Odnaleźli przy okazji parę przyzwoicie ogryzionych szkieletów, zbiór monet z lepszych czasów, poradnik na złe, rzeczną barkę, niegrzeczne dzieci, stado zagubionych owiec i smoka bez rajstopy. Ale gwoździa ani śladu. Od czego jednak jest rodzina?

Szykowali się do kolejnej wyprawy, kiedy pojawił się świeżo wykąpany familiant. Poczekali aż wyschną mu włosy (mówią, że zajęło im to kilka ładnych dni), i udali się, każdy bez wyjątku, za siedem wzgórz. Osiadły tam waligóra ucieszył się na ich widok, podrapał się po stopie i obudził w nich nadzieję:

– Gwoździem? Jasne, powinien być jakiś w skrzynce na narzędzia!

Ale gdzie jest skrzynka? Zabrali się za poszukiwania. Odnaleźli przy okazji parę przyzwoicie ogryzionych szkieletów, zbiór monet z lepszych czasów, poradnik na złe, rzeczną barkę, niegrzeczne dzieci, stado zagubionych owiec i smoka bez rajstopy i, nareszcie, skrzynkę na narzędzia. A w pojemniku były: obcęgi, młotek, śrubokręt płaski i krzyżakowy, trochę drutu, takie coś do takiego czegoś, przepalona żarówka, nawet klucz francuski. Ale gwoździa ani śladu. Od czego jednak jest rodzina?

Poszli, wszyscy razem za siedem gór (mówią, że zajęło im to kilka ładnych miesięcy). Kwaterujący tam tytan spodziewał się chyba gości, ponieważ o nic nie pytał, tylko krzyknął:

– O gwoździu! Proszę bardzo!

I wręczył zaostrzony kawałek stali kuzynowi, który zapuścił korzenie za siedmioma wzgórzami. Ten ledwo objął trzpień rękami i szybko przekazał go dalekiemu krewnemu wychowanemu za siedmioma pagórkami. Który z kolei pchnął zardzewiały już trochę ćwiek do krewniaka zza siedmiu głazów. Tego kolosa zgięło wpół i od razu położył się do łóżka. Wtedy prawie doszło do tragedii, gdyż bretnal rozgniótłby członka rodziny, przybyłego zza siedmiu kamieni polnych (gigant zza otoczaków zdążył się już zmyć). Na szczęście olbrzym mieszkający za siedmioma ziarenkami piasku, w ostatniej chwili, złapał rzecz między palce. Zbliżył rękę do oka, bo ledwo widział obiekt swoich poszukiwań. I wtedy gwóźdź wpadł mu do źrenicy.

Od czego jednak jest rodzina?

Na poszukiwania wyruszyli:

olbrzymi kuzyni, nie wyłączając tego zza siedmiu otoczaków (wrócił skruszony);

smok bez rajstopy w skrzynce na narzędzia;

zagubione stado owiec w rzecznej barce;

niegrzeczne dzieci handlujące monetami z lepszych czas
Klacz 2017-04-18 07:27
Pewnej letniej nocy nad sadem przelatywała wróżka. Niosła zaklęcia. Zobaczyła łunę na wschodzie, niebo zaczynało robić się różowo-wrzosowe. Nie mogła oderwać wzroku i nie zauważyła wyższego konara, zahaczyła o niego i baaach! fiknęła koziołka i wysypała zaklęcia z koszyczka. Pozbierała wszystkie, poza jednym…

***

Mama gotowała obiad i czytała jakąś gazetę. Tata coś rozkręcał i skręcał w stodole. Dzieci wybiegły do ogrodu.

– Stasiu, zobacz! Koniki – zawołała Basia.

Na oddalonej łące pasła się klacz ze źrebięciem.

– Mamo! – krzyknął Staś przez otwarte okno – możemy iść do koni? Jagoda ze źrebakiem się pasą!

Mama wychyliła się przez okno:

– Ale pamiętajcie, nie podchodźcie do nich od tyłu, nie dokuczajcie im, przedstawcie się, nie straszcie ich, zachowujcie się cichutko. A, i weźcie dla klaczy kilka jabłek z sadu.

Franek pobiegł na ganek i wziął koszyk, popędził z nim do sadu. Zaraz też szybko razem z Basią napełnili koszyk jabłkami, które znaleźli w trawie. A to były zaczarowane jabłka. Chociaż nikt o tym nie wiedział.

Dzieci ruszyły drogą w stronę koni. Koszyk z jabłkami był ciężki.

– Będziemy się zmieniać – powiedział Staś. – widzicie te słupy przy drodze? – wskazał na stare słupy telefoniczne ustawione wzdłuż drogi – będziemy nieść od słupa do słupa. Teraz moja kolej do tamtego. Potem weźmie Franek, potem Basia.

Dzieci zgodnie wymieniały się koszykiem z jabłkami przez całą drogę, aż doszli do gospodarstwa, przy którym pasły się konie.

– Hej, koniki! – zawołała Basia.

– Cześć Jagoda! – przywitał się z klaczą Staś.

Źrebak spłoszył się i schował za mamę. Klacz wyciągnęła ku nim szyję i wciągnęła powietrze. Poczuła wyraźny aromat jabłek zbliżyła się więc i wsadziła głowę do koszyka. Dzieci usłyszały głośne chrupanie i Basia parsknęła śmiechem. Zaraz dołączył do niej Franek. Ich śmiech był wyraźnie zaraźliwy, bo i Staś zaczął chichotać. Po chwili klacz wyjęła głowę z koszyka i odezwała się ludzkim głosem:

– Witajcie! Przepyszne jabłka!

– Ty umiesz mówić? – zdziwił się Staś

– Ojej, umiem? – zdziwiła się klacz.

Źrebaczek bardzo zaciekawiony wyszedł zza mamy i podszedł do dzieci. Franio delikatnie głaskał go po aksamitnym pyszczku. Ale źrebak koniecznie chciał wsadził głowę do koszyka z jabłkami. Franek sięgnął po jedno jabłko i podał mu na płaskiej dłoni.

– O nie, nie dawaj mu jabłuszka. On jeszcze nie je takich rzeczy! Na razie wystarczy mu moje mleko – powiedziała klacz. – zresztą te jabłka są jakieś… dziwne! To po nich zaczęłam mówić po ludzku. No chyba, że to ta trawa dzisiaj? E, chyba nie trawa. Chcecie się przejechać na moim grzbiecie?

– Tak! – Basia klasnęła w dłonie.

– Ja pierwszy, dobrze? – powiedział Staś.

– Dobrze, ale potem moja kolej! – zgodziła się Basia.

Staś usiadł na grzbiecie, na oklep, bo klacz przecież nie pasła się osiodłana. Chwycił grzywę. Siedział zupełnie sztywny, kiwał się na boki przy każdym kroku, na jego twarzy widać było skupienie i napięcie. Po kilku krokach powiedział:

– Dobra, Basiu, teraz twoja kolej.

I zsunął się z grzbietu konia. Pomógł Basi wsiąść. Basia usiadła miękko. Rozluźniła się i poruszała się z klaczą zgodnym rytmem. Jej buzia wyrażała radość.

– Och, chciałabym pędzić! Pędzić szybko!

– Nie kochana, nic z tego – odpowiedziała jej Jagoda – jesteś jeszcze za mała, nie mamy siodła, a tuż za mną kroczy mój synek. Zrobimy tylko jedno okrążenie i schodzisz.

Przyszła kolej na Franka, który sprawnie wdrapał się na koński grzbiet. Skoro siostra mogła, to on też. Śmiał się i udawał dzielnego kowboja. I jemu jazda sprawiła radość.

Tymczasem do koszyka podszedł Reks – wyżeł sąsiadów. Obwąchał jabłka. Podszedł do niego Staś i powiedział:

– Słuchaj Reks, te jabłka są chyba zaczarowane. Jagoda zjadła kilka i zaczęła mówić, no wiesz, tak po ludzku.

Reks usiadł, popatrzył na chłopca i przechylił głowę. Zdawało się, że myśli sobie: „Ej, chłopcze, co to za bajki dla dzieci mi tu opowiadasz”. Zaraz też wsadził głowę do koszyka i porwał jedno jabłko. I zgadnijcie, co się stało? Też zaczął mówić ludzkim językiem!

– Rzeczywiście, te jabłka są zaczarowane!

Potem opowiedział dzieciom o swoich przygodach w lesie, kiedy gonił sarnę i natknął się na jamkę, w której spały młode liski. Powiedział też, gdzie chodzi na grzyby ze swoim panem i o tym, że lubią bawić się z kotem w chowanego.

Nagle dzieci usłyszały dźwięk mosiężnego dzwonka, którym mama wzywała ich na obiad. I potem dźwięczny głos niosący się po dolince:

– Obiaaaaaad!!!! Ooooobiaaaaad!

– Do widzenia Jagodo
Człowiek 2017-04-18 07:39
PONIEDZIAŁEK
Dzień Świstaka. Kolejny poranek kiedy budzę się na kacu, kolejny kiedy przyrzekam sobie, że nigdy więcej tak się nie załatwię. Oczywiście zachowuję na tyle trzeźwy umysł, że zdaję sobie sprawę, że są to obietnice bez pokrycia.
Po omacku sięgam dłonią po butelkę, którą stawiam na wszelki wypadek na stoliku nocnym. Wciąż nie otwierając oczu, pociągam kilka łyków wody i zrzucając nogi z łóżka, poszukuje stopami mięciutkich kapci. Zamiast obuwia natrafiam na równie miękką sierść Cypisa. Siedzę tak przez chwilę na brzegu małżeńskiego łoża i tępo wpatruję się w wyjątkowo zachmurzone niebo, natarczywie smyrając nogą kota po grzbiecie. Mimo, że z całych sił pragnę ponownie zakopać się w pościeli, postanawiam obudzić w sobie chodź krztę profesjonalizmu, którego ostatnio tak bardzo mi brak i nie spóźnić się na poranne zajęcia.
Z ciężkim sercem i jeszcze cięższą głową, ruszam na bosaka do łazienki, a potem wprost do kuchni, gdzie po raz drugi dzisiejszego dnia dopada mnie melancholia. Wpychając w siebie kolejną łyżkę jogurtu, zatrzymuje swój wzrok na oknie i jak zahipnotyzowana wpatruję się w martwy punkt.
W tym nietypowym stanie wyruszam swoim bardzo typowym środkiem transportu do pracy. O wejścia idzie zauważyć, że nie jestem sama ze swoim parszywym nastrojem. W zasadzie chyba nie ma dzisiaj w robocie osoby, która pałałaby optymizmem. Daję swoją rękę, że w procesie przygnębienia ludzkości udział brała wyjątkowo kapryśna pogoda. Personel snuje się po korytarzach w żółwim tempie, nadgorliwi przełożeni zamykają w swoich gabinetach, wywieszając na drzwiach kartki z wymownym tekstem : „Nie przeszkadzać. Trwa spotkanie”. Też bym tak chciała, zamknąć się, odciąć od wszystkiego. Na szczęście początek tygodnia zaczynam stosunkowo luźnym poniedziałkiem.
Przemierzając korytarz ze zwieszoną głową, docieram pod własną „trzynastkę”. Bez zbędnego namysłu, zupełnie mechanicznymi ruchami przekręcam zamek i wchodzę do środka, zostawiając otwarte drzwi na oścież. Trzeba przyznać, że widok mojego biura nigdy mnie nie zachwycał, jednak dzisiaj gabinet wygląda jeszcze bardziej ponuro niż zwykle. Szare ściany, szarość za oknem. Nie ma co się dziwić, że przygnębienie rośnie z minuty na minutę.
Zakopuje się w papierach i dziękuję bogu, że nie muszę od rana użerać się z egoistycznymi postaciami, które wy macie za wielkie gwiazdy sportu. Zdradzę wam sekret, ot taki bonusik od cioci Laury, że przez cały okres mojej przygody w Klinice poznałam mnóstwo sportowców. Wielu z nich to świetni goście. Normalni, życzliwi ludzie, nie tylko na boisku, ale i w życiu prywatnym. Jednak znaczna część tych przykładowych obywateli i fantastycznych sportowców to typowe niziny społeczne. Możecie mi wierzyć, ale w rzeczywistości nie odzwierciedlają nawet części ich wypromowanej prezencji za którymi stoi cały sztab menagerów. To typowi gracze. W mediach budują wizerunek fajnych ziomków, a tak naprawdę są zwykłymi gburami, z którymi wcale nie miałbyś ochoty wyskoczyć na piwo. Niestety, ale część moich pacjentów to wielkie gwiazdki, dla których główną wartością jest sława i laseczki. Tak, tak, karierowicze dla których nie jest ważny orzełek na piersi, a to by zaliczyć więcej panienek i wypić kilka kolorowych drinków na vipowskich imprezach.
Tak naprawdę nie wiem po co to mówię, może żebyście wiedzieli, że w życiu nie wszystko jest takie jak może wydawać się na pierwszy rzut oka. Zresztą, nie ważne… W końcu sama sobie zgotowałam ten los.
Pogrążona w ciszy własnych myśli przerzucam tony papirologii stosowanej, do której zawsze brakowało mi cierpliwości. O dziwo dziś idzie mi to wyjątkowo sprawnie, bez większego wysiłku. Właściwie to nawet zaczyna sprawiać mi to niewytłumaczalna przyjemność. Postanawiam wykorzystać nagły przypływ natchnienia i zrobić długo odwlekaną archiwizację teczek. Jestem tym tak zaaferowana, że nawet nie wiem kiedy do moich drzwi zaczyna dobijać się pierwsza „gwiazda”.
Nietęgi nastrój mnie najwidoczniej nie opuszcza, bo na widok młodego sprintera muszę hamować się by nie westchnąć z niezadowolenia. Powstrzymuję się od tego nietaktu dosłownie w ostatniej chwili, szybko rozpoczynając blok zajęć. Standardowo na rozgrzewkę zadaję kilka niespecjalnie trudnych pytań, a potem przechodzę do ulubionej części spotkania czyli monologu pac jęta, podczas którego mogę zająć się dosłownie wszystkim tym co zechcę, byle tylko nie słuchać tego niezbyt inteligentnego bełkotu. Zepsułam się, wiem. Nie musicie mi o tym przypominać. Zdaję sobie z tego sprawę, nawet nie próbuję was przekonać , że jest inaczej. Musiałabym być ślepa by nie zauważyć, że od pewnego czasu przestało mi zależeć na swoich podopiecznych. Po ludzku nie chce mi się najzwyczajniej w świecie starać. Nie chce mi się wysilać, bo moje zaangażowanie i tak przynosi mi niewymierne korzyści. W zasadzie jakby się nad tym głębiej zastanowić to w ogóle nic mi się nie chce, na nic nie mam ochoty. Chociaż… Jest co
Dobry 2017-04-18 12:00
Zło zwyciężaj dobrem...
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny Oceń
Nazywam się Amelia i mam 20 lat. Pracuję w pubie, w którym dorabiam, aby móc kontynuować studia w Warszawie. Obrałam sobie za cel, że będę samowystarczalna, niezależna od moich rodziców. Uwierzyli w to także oni, czego rezultatem był brak przelewów na moje konto bankowe. Studia dzienne połączone z nocną pracą to nie lada wyzwanie. Każda nocka jest zarwana, ale nie ze względu na naukę, a właśnie kręcenie się po pubie i dogadzanie podpitym gościom. Nic lepszego nie udało mi się znaleźć, a stawka za godzinę okazała się bardzo kusząca. Mój szef w ogóle nie jest wyrozumiały. Najchętniej chciałby, żebym w pracy była całą dobę. Zawsze tłumaczy mi, że on nie studiował, więc po co mi ten wymysł, to zwykła moda, która nikomu do niczego nie jest potrzebna. Gdybym zrezygnowała ze studiów na rzecz pracy w pubie, to rodzice przestaliby się kompletnie odzywać.

Pewnego wieczoru, podczas gdy bar pękał w szwach od nadmiaru gości przytrafiło mi się nieszczęście. Idąc środkiem sali wpadłam na jednego z gości i upuściłam tacę pełną kufli napełnionych po brzegi piwem. Trzask i syf jaki powstał po strąceniu tego wszystkiego był niesamowity. Mina właściciela mówiła wszystko. To był mój pierwszy i ostatni błąd. Po zakończonej zmianie, szef poinformował mnie, że już nigdy nie mam pokazywać mu się na oczy. Rozpłakałam się i mimo moich błagalnych próśb szef był nieugięty. Wyszłam przez zaplecze i pieszo udałam się do domu. Zaczepił mnie starszy mężczyzna, przedstawił się jako Andrzej i zapytał dlaczego płaczę. Poinformowałam go o utracie pracy. Podając chusteczkę zaproponował mi, że jutro pójdziemy na kawę, zapisał swój numer i tajemniczy mężczyzna zniknął z horyzontu.

Następnego dnia obudziłam się dopiero w południe. Po pobudce zdałam sobie sprawę, że nie mam pracy i nie wiem co ze sobą zrobić w ten weekend. W kieszeni jeansów znalazłam kartkę z numerem telefonu i imieniem Andrzej. Nie zastanawiałam się długo i stwierdziłam, co mi szkodzi, zadzwonię i przejdę się z tym facetem na kawę. Był nawet przystojny i miły. Zaskakująco szybko odebrał telefon, tak jakby czekał na ten moment. Ustaliliśmy miejsce i godzinę spotkania. Postanowiłam ubrać się schludnie, ale niewyzywająco, żeby Andrzej nie pomyślał, że jestem pierwsza lepsza. Pojawiłam się w kawiarni, a on już tam był. Wzięłam cappuccino, a on sączył swoje americano. Świetnie mi się z nim rozmawiało, był inteligentny i miał cięty dowcip, ale w końcu zapytałam, dlaczego tak nieoczekiwanie w nocy zaproponował mi spotkanie. Przeszedł od razu do rzeczy. Był świadkiem całego zamieszania w pubie, widział jak strąciłam wszystkie kufle na podłogę. Słyszał też krzyki z zaplecza i spodziewał się jaki może być rezultat całego zdarzenia. Powiedział też, że właśnie dzisiaj stał się właścicielem tego pubu, ponieważ zaproponował taką sumę ówczesnemu właścicielowi, że ten długo nie musiał się zastanawiać nad jego sprzedażą. Poprosił, abym dzisiaj pojawiła się w pracy. Myślałam, że śnię, spotkałam księcia z bajki, który wydawałoby się, że robi wszystko, aby uratować mnie z tarapatów. Czy to możliwe, żebym miała takie szczęście? Nie dawało mi to spokoju, chciałam zostać poinformowana, dlaczego to wszystko robi.

Wytłumaczył mi to bardzo szybko, nie widział jeszcze żadnej kobiety, która w tak powabny sposób poruszała się z tacą. Katastrofa, która miała wczoraj miejsce była jego zdaniem nieszczęśliwym wypadkiem. Chciał mojego powrotu, ale pod jednym warunkiem. Andrzej poinformował mnie, że z pubu ma zamiar zrobić klub nocny, więc dojdzie mi kilka nowych obowiązków oraz zmieni się strój służbowy. Wiedziałam, że gdzieś w tym pięknym śnie musi tkwić jakiś haczyk. Wysokie zarobki miały stać się jeszcze wyższe i nadal miałam podawać drinki oraz zabawiać gości rozmową.

Podziękowałam za propozycję i ją zdecydowanie odrzuciłam. A wiecie dlaczego? Należy się szanować, choćby sytuacja była dramatyczna, to nie należy robić wszystkiego dla pieniędzy. Dzisiejszy świat jest pełen brudu, a jeśli wszyscy będziemy w to brnąć, to nigdy nie ulegnie to poprawie. Ta rozmowa z Andrzejem dużo mi dała. Wyszłam oburzona ze spotkania i po powrocie do domu wydrukowałam swoje CV. Rozniosłam w kilka miejsc i byłam zdziwiona, że tak szybko udało mi się znaleźć pracę. Nie jako kelnerka, ale jako pracownik sklepu odzieżowego. Spokojniejsza atmosfera i coś co lubię. Po krótkim czasie udało mi się awansować na stanowisko kierowniczki sklepu. Znalazłam swoje miejsce, a do tego łatwiej było mi pogodzić nową pracę ze studiami. Poprawił się też mój kontakt z rodzicami, którzy nie informując mnie, zaczęli znowu wspierać mnie także finansowo, ale przede wszystkim mentalnie częstymi telefonami.

Pamiętajcie, czasami trzeba odbić się od dna, aby odrodzić się na nowo. Zło zwyciężaj dobrem...
Historyk 2017-04-18 12:05
Kiedy w listopadzie 1918 r. podpisywano układ rozejmowy, pokój był wyzwaniem dla całego świata. Politycy i przywódcy deklarowali go nie tylko dlatego, że dalsze prowadzenie działań wojennych było niemożliwe, ale również dlatego, że głosząc poglądy inne niż pokojowe, nie mieli szans na utrzymanie się na scenie politycznej. Społeczeństwa znużone wojną liczyły na poprawę sytuacji w powojennym świecie. Na fali tych nastrojów, przy nieocenionym wkładzie prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki – Woodrowa Wilsona, rozpoczęto tworzenie uniwersalnej organizacji międzynarodowej, mającej za zadanie utrzymanie pokoju na świecie i regulację koegzystencji narodów. Wydawało się to o tyle możliwe, że do projektu miały zostać wciągnięte mocarstwa światowe, dotąd skupione w większości na ekspansji i poszerzaniu stref wpływów na własną rękę.
USA nie podpisały jednak Traktatu Wersalskiego ani Paktu Ligi, (gdyż do władzy doszła opcja izolacjonistyczna) odrzucając nijako „własne dziecko”. Fakt ten w znaczący sposób pogorszał sytuację organizacji, ponieważ zburzył jeden z jej filarów jeszcze przed jej faktycznym powstaniem.

W tym momencie należy zwrócić uwagę na fakt często niezauważany w rozważaniach na temat początków organizacji genewskiej. Mimo to, że została ona stworzona aby w pierwszej kolejności bronić pokoju na świecie, członkowie Ligi przyjmowali jedynie „pewne zobowiązania nie uciekania się do wojny” – dokument ustanawiający LN nie stawiał bynajmniej wojny poza nawiasem prawa, ani też jej nie piętnował. W traktacie ją ustanawiającym znajdują się tylko cztery przypadki, w których wojna między sygnatariuszami paktu została zabroniona. Pakt LN mówił, że jeśli próby arbitrażu lub procedura pojednawcza nie przyniesie skutku, wtedy „członkowie Ligi zastrzegają sobie prawo do podjęcia takich działań, jakie będą uważać za konieczne dla utrzymania prawa i sprawiedliwości”. Należy zauważyć również, że kolejne artykuły tworzą z LN sojusz o char. obronnym, zabezpieczającym przed napaścią z zewnątrz (art. 10) i zobowiązującym członków do solidarności wobec choćby groźby zagrożenia ze strony państwa trzeciego (art. 11).

W pierwszych miesiącach swej działalności organizacja genewska była niejako spychana na boczny tor. Pierwsze skrzypce w tym procederze grała Wielka Brytania, której polityka zbliżenia w stosunku do Rosji Sowieckiej i pokonanych Niemiec miała stopniowo zmniejszać prestiż i znaczenie Francji na arenie międzynarodowej. Anglicy nie mogli pozwolić sobie jednak na całkowite przeciwstawienie się polityce francuskiej – oznaczyłoby to solidaryzowanie się z Republiką Weimarską, czego rząd brytyjski chciał uniknąć. Udało się natomiast przekonać Francuzów do konieczności ustępstw wobec Niemiec i współpracy z nimi. W 1924 r. nastąpiły zmiany rządów we Francji i w Wielkiej Brytanii, co umożliwiło opracowanie tzw. Protokołu Genewskiego, który trzy elementy gwarancji pokoju: arbitraż, bezpieczeństwo i rozbrojenie stawiał na jednej płaszczyźnie. Wojnę napastniczą wyraźnie postawiono poza prawem, a uciekanie się do wojny jako środka polityki zostało zabronione. Protokół zakładał zwołanie konferencji rozbrojeniowej na 15 czerwca 1925 r. Niestety, mimo entuzjazmu wśród wielu państw (w tym Polski) droga od uchwalenia do podpisania okazała się zbyt długa.

Konsekwencją odrzucania kolejnych rozwiązań mających poprawić bezpieczeństwo światowe, był spadek prestiżu Ligi. W takiej sytuacji mocarstwa musiały działać na własną rękę. Efekty tegoż działania widoczne były już niedługo potem – w październiku 1925 r.z inicjatywy Niemiec przedstawiciele Rzeszy, Anglii, Francji, Włoch i Belgii spotkali się na konferencji w szwajcarskim Locarno, gdzie podpisano tzw. pakt reński i de facto przywrócono pozycję mocarstwową Niemcom, zapowiadając przyjęcie ich do Ligi i obdarowaniu ich miejscem w jej Radzie. Niedługo po tym tzw. „duch Locarna” zaczął unosić się nad relacjami międzypaństwowymi, rozprzestrzeniając podejrzliwość, nieufność i niepewność. Coraz głośniej komentatorzy polityczni zaczęli wskazywać na próby wskrzeszenia przez te umowy tradycyjnej polityki równowagi, co stanowiło zagrożenie dla istnienia Ligi Narodów. Więcej mówiło się także o tym, że w LN nic nie może się dokonać bez woli wielkich mocarstw, co nijako paraliżowało jej funkcjonowanie i podważało autorytet wśród społeczności międzynarodowej. 18 XII 1925 r. Rada LN powołała Komisję Przygotowawczą Konferencji Rozbrojeniowej. Otwarcie obrad nastąpiło dokładnie 5 miesięcy później, 18 maja 1926 r. Zadaniem tej komisji było opracowanie stosownych wniosków dla Konferencji Rozbrojeniowej. Już od początku zauważalne stały się różnice między stanowiskiem Francji (rozbrojenie niezbędne do bezpieczeństwa państw Zachodu), i Londynu (przede wszystkim redukcja lądowych sił zbrojnych). Sama konferencja, przez brak zgody co do podstawowych kwestii pomiędzy mocarstwami, zakończyła się porażką. Jeden z głównych celów Ligi nie został i nie zostanie
Kurczak 2017-04-18 12:36
Ostatnimi czasy świat nawiedza nowy rodzaj chorób dotąd niespotykanych.

Oszalały już krowy, ptaki dostały grypy, a ostatnio i świnie.
Zewsząd słychać wielkie hasła “Pandemia!”, “Epidemia!” -innymi słowy buduje się zbiorową panikę i ogólnonarodową histerię.
Stacje telewizyjne relacjonują przebieg zdarzeń niemal z sekundy na sekundę.
Panikujący ludzie domagają się od rządów zagwarantowania wystarczającej ilości szczepionek.
Co bardziej bojaźliwi pędzą co tchu do apteki, by “w razie czego” mieć antidotum.
Tym czasem nikt nie zdaje sobie sprawy, że choroba ta zabiła raptem 64 osoby na niemal 6000 chorujących (!).
Więcej ludzi umiera przez papierosy.
Ludzka tragedia
W samym Meksyku potwierdzono już 2446 przypadków zachorowania na grypę A, z tego powodu zmarło tam 60 osób.
W Stanach Zjednoczonych 3352 osoby chorują z powodu wirusa A/H1N1,trzy osoby zmarły.
Trzecim krajem pod względem wykrytych przypadków jest Kanada
–398 osób. Jeden przypadek zachorowania okazał się śmiertelny.
(PAP/Rynek Zdrowia)
Zachęcam do przeczytania poniższej rozmowy, która mówi akurat o ptasiej grypie, ale doskonale traktuje o wszystkich możliwych zwierzo-grypach.
Ptasia grypa i H5N1, szczepienia oraz AIDS

Bez paniki –cała prawda o ptasiej grypie, H5N1, szczepieniach oraz AIDS
Christopher Ray-wywiad z dr Stefanem Lanka z dnia 27.10.2005

Panie doktorze Lanka, grozi nam w Niemczech ptasia grypa?
Tylko pośrednio.
W przyszłym roku w Niemczech będzie o wiele mniej dzieci. Jeśli wierzyć mediom, wszystkie bociany wymrą w rezultacie ptasiej grypy.
Na to powinniśmy się już teraz przygotować.
Mówi Pan poważnie?
Tak poważnie, jak poważne jest istnienie niebezpieczeństwa ze strony wirusa ptasiej grypy H5N1.
Problem niebezpieczeństwa czy katastrofy tkwi całkiem gdzie indziej.
W czym zatem tkwi według Pana niebezpieczeństwo czy nawet katastrofa?
Odzwyczailiśmy się używać własnej inteligencji. To jest właśnie rzeczywistym niebezpieczeństwem czy też katastrofą.
Polityka i media wmawiają nam wiele rzeczy.
Na przykład, że ptaki w Azji wylatujące na południe zaraziły się śmiertelnym wirusem.
Te śmiertelnie chore ptaki przemieszczają się tygodniami.
Fruną = lecą one tysiące kilometrów, zarażając przy tym kury, gęsi i inne ptaki w Rumunii, Turcji i Grecji, z którymi nie miały w ogóle kontaktu, a te w krótkim czasie zdychają.
Jednakże ptaki wędrowne nie chorują i nie
umierają, lecz przemieszczają się dalej i to tygodniami, tysiące kilometrów.
Kto w to wierzy, ten wierzy również, że dzieci są przynoszone przez bociany.
I rzeczywiście większość ludzi w Niemczech wierzy w zagrożenie ptasią grypą.
Czy to miałoby oznaczać, że problem ptasiej grypy w ogóle nie istnieje?
Od końca XIX wieku obserwuje się problem zachorowań drobiu w hodowli masowej: niebieskie zabarwienie grzebienia, zmniejszenie ilości znoszonych jaj, matowe upierzenie a czasem przypadki śmierci zwierząt.
Objawy chorobowe tego typu określano jednakże jako ptasia zaraza.
W dzisiejszym sposobie masowej hodowli drobiu, szczególnie zaś w hodowli kur, w klatkach umiera codziennie wiele zwierząt, co jest skutkiem nieodpowiedniego (nienaturalnego) sposobu trzymania tych ptaków.
Skutki takiego postępowania nazwano później nie jako ptasiązarazą, lecz jako ptasią grypą.
Od dziesięcioleci wmawia się nam, iż powodem tego ma być rzekomo przenoszony wirus, by odwrócić uwagę od rzeczywistych powodów.
W takim razie powodem 100 milionów rzekomo na ptasią grypę umarłych ptaków był stres i / czy niedobory oraz zatrucie?
Nie! Jeżeli kura znosi mniej jaj czy też ma niebieskawy grzebień i do tego po zbadaniu stwierdzi się, że jest nosicielem H5N1, wówczas wszystkie inne kury zostają natychmiast
poddane zagazowaniu.
W ten a nie inny sposób powstała liczba 100 milionów uśmierconych
kur, rzekomo przez wirusa H5N1.
Jeśli się jednak przypatrzeć dokładniej problemowi, zobaczy się starą strategię, stosowaną od dziesięcioleci: w ten sposób duże zakłady na zachodzie zwiększają zyski, gdyż zwierzęta umarłe na skutek „epidemii” zostają sfinansowane po najwyższej cenie na koszt społeczeństwa, podczas gdy rynki Azji i wszędzie, gdzie hodowla drobiu odnosi sukcesy,
zostają świadomie i z zamysłem niszczone przez FAO (Food and Agriculture Organization
-Organizacja Narodów Zjednoczonych Do Spraw Wyżywienia I Rolnictwa) pod przewodnictwem UNO.
Wszyscy duzi hodowcy drobiu na Zachodzie milczą i starają się, by ich weterynarze zdiagnozowali zarazę w momencie, gdy spadaj ceny drobiu na rynku.
W ten sposób możliwe jest pozbycie się drobiu z większym zyskiem, niż to jest możliwe przy normalnym zbycie, za zagwarantowaną przez państwo najwyższą cenę, i to
Figo Fago 2017-04-18 16:34
O wrócił Doktor pod pseudonimem bajkopisarza nareszcie bo było nudno.
6
Misio 2017-04-18 20:49
Bajka o Misiu
Dawno, dawno temu, zupełnie nie dziś,
mieszkał w pewnym lesie malutki Miś.
Miał misiowy domek w pniu grubego drzewa,
jak to każdy miś dom swój w lesie miewa.
Miś sam nie mieszkał, żył z Rodzicami,
dużymi, poważnymi, mądrymi Niedźwiedziami.
A las, który otaczał ten domek misiowy,
w każdym niemal względzie był wyjątkowy.
Poza tym, że zielony był i pełen ptactwa,
działy się w nim różne bajkowe dziwactwa.
I powiem Wam w sekrecie, co się w lesie kryło:
wszystko co tam było, własnym życiem żyło.
Kwiaty miały buzie i pięknie śpiewały,
aż głosem ich rozbrzmiewał las nieomal cały.
Drzewa za to miały ciekawskie oczy,
by mogły obserwować, co się w lesie toczy.
Ale wróćmy do Misia, bo się właśnie budzi,
choć wstawać jeszcze nie chce i trochę marudzi.
Aż tu nagle z kuchni głos Mamy dociera
i chcąc nie chcąc Misio musi się ubierać.
Myje ręce, buzię, jedną, drugą nogę,
przy tym rozchlapując wodę na podłogę.
Lecz Go wręcz nie martwi mokre z wody bagno,
nim wróci ze szkoły to już wyschnie dawno.
Umywszy się i wytarłszy wcina śniadanie,
apetyt ma ogromny, więc nic nie zostanie.
Plecak jeszcze łapie i biegnie wesoły,
bo chętnie nasz bohater uczęszcza do szkoły.
Tam ma mnóstwo zabawy i kolegów bliskich,
długo by wymieniać tych przyjaciół wszystkich:
mamy tak więc jeża z ostrymi igłami
i dzikiego kota z długimi wąsami,
dwa małe dziczki – chyba bliźniaki,
które też należą do misiowej paki.
I jest jeszcze jelonek z krzywymi rogami,
co na nich lubi nosić plecak z książkami.
No i lisek jest też z kitą puszystą,
któremu w sekrecie można mówić wszystko.
A w szkole naucza stara Pani Sowa,
każdy na nią mówi: “Sowa Mądra Głowa”.
Bo wiedzę ma ogromną, niczym książek tysiąc
i wie chyba wszystko, mogłaby przysiąc.
Nasz Miś jest uczniem bardzo poczciwym,
tylko – jak to niedźwiedź – jest troszkę leniwy
i lekcje zadane, mimo szczerych chęci,
wypadają Misiowi po prostu z pamięci.
Gdy się wiersza uczy, taki tego finał,
że jeden wers wypowie, resztę zapomina.
I chociaż już długo uczęszcza do szkoły,
to pisać nie umie, bo stawia gryzmoły.
Ale Pani Sowa jest bardzo cierpliwa,
uczy Misia dzielnie, choć i ciężko bywa.
Misio też ma wady – bywa samolubny,
a to cecha, która daje efekt zgubny.
Ale jak to dzieci, przyznaj – ciężko nieraz,
pożyczyć zabawkę jak się bawisz teraz.
I Miś nasz miał jeszcze ciekawą słabość,
był bardzo łakomy, nigdy nie miał dość.
A lubił słodycze najbardziej na świecie,
jadł ich ile wlezie i w zimie, i w lecie.
A najczęściej w drodze, gdy wracał ze szkoły,
lubił też odwiedzać pracowite pszczoły.
I miodu wyprosić chociażby garstkę,
lecz zadowoliłby się też i naparstkiem.
I tak pewnego razu – po lekcjach – wesoły,
wracał nasz Miś mały do domu ze szkoły.
Śpiewał przy tym głośno razem z kwiatami,
w przerwach zaś rozmawiał z mądrymi drzewami.
Tu skoczył przez rzeczkę, tam kamień przerzucił,
obrócił się wkoło, przykucnął, zanucił.
I tak mu radośnie droga przebiegała,
gdy nagle do głowy wpadła myśl niemała,
a do głowy prosto z brzuszka Misia weszła
i głodem się po Misiu ogromnym rozeszła.
I burczała głośno echo w brzuszku czyniąc
a Miś myśli głodu nie mógł się wywinąć.
Same nóżki jego wiodły na polanę,
gdzie nektar zbierały pszczółki kochane.
Ostrożnie podchodzi, pyta pod nosem:
“Czy mógłbym dostać miodu, bardzo ładnie proszę”.
Pszczółki popatrzyły na Małego Misia:
“Czy Ty Misiu nie zjadłeś już za dużo dzisiaj?”
Na to nasz bohater kłamiąc głośno mówi,
że z domu wziął śniadanie, ale w drodze zgubił.
Pszczołom się zrobiło żal Misia Małego,
coś się naradziły i mówią do niego:
“Daj no Misiu Drogi na miodek naczynie,
postaw tu – pod drzewem a miodek popłynie”.
Miś się wnet rozejrzał po leśnej polanie
i zobaczył garnek w sam raz na śniadanie.
Znając jego łakomstwo, co zdrowiu nie służy,
garnek był za ciężki i do tego duży.
Kiedy jeszcze pszczoły miodu tam dolały,
Miś z tego wysiłku spocił się cały.
Ale pszczołom głośno, grzecznie podziękował,
ukłonił się, pomachał i w las powędrował.
Garnek z miodem słodkim ciążył w czasie drogi,
a Miś się potykał o swe własne nogi.
I idąc w skupieniu z wysiłku tak dyszał,
gdy nagle za sobą głos taki usłyszał:
“Witaj Misiu Mały, czemu błądzisz w lesie?
I co Ty tam takiego ciężkiego niesiesz?”
Miś się obejrzał niezwykle zdziwiony,
że został przez kogoś w lesie dostrzeżony.
Ktoś! 2017-04-18 22:22
Widziałem dzisiaj jak konio na kolacje zjadł pół wiaderka parowanych kartofli z parnika z owsem. Nażar sie i teraz se drzymie w gabinecie. Ale to dobrze bo będę mógł sie w końcu trochę poopierdalac bo nie będzie mnie widział w kamerach zboczeniec! !!
3
Tw. ter 2017-04-19 08:03
Panie przewodniczący czytales pan wpis Nieznajomego ???
Figo-Fago 2017-04-19 08:11
Panie przewodniczący żeby nie okazało sie, ze jestes takim człowiekiem jak ten który ciągle wygrywał w totolotka i jestem ciekaw co na to władze miasta i czy dalej się stukacie kieliszkami na imprezach ?!
1
KOPYTNIAK 2017-04-19 09:00
PRZYSZŁY NIEROBY ZA BIURKA I ZAMIAST PRACOWAĆ TO SIEDZĄ PRZED KOMPUTEREM IPISZĄ BAJKI. A KONIO NIC IM NIE MÓWI BO BARANY NIC NIE UMIĄ
13
BURAK 2017-04-19 09:37
MASZ RACJĘ PŁACĄ TYM DARMOZJADOM Z NABIJANIE POSTÓW NA FORUM ALE I W TYM DZIALE SIĘ POZMIENIA BO POTRZEBUJĄ SPAWACZY PRZECIEŻ A TAM KILKU SPAWAŁO I TYLKO TO POTRAFIĄ A CI CO UDAJĄ WIELKICH FACHOWCÓW TO RYSUNKU NIE POTRAFIĄ PRZECZYTAĆ A PRZEWAŻNIE TEN OD ZAWIESI TO CI FACHOWIEC.
10
KONIO 2017-04-19 10:38
Jestem bardzo ciekawy dlaczego nikt z tak doborowego towarzystwa które krytykuje związki zawodowe nawet raz nie zająkną się na temat powstania związku zawodowego dobra zmiana. Przecież to dopiero jest sztuczny twór który nie powinien istnieć. Który działa na szkodę pracowników .Przewodniczący dobrej zmiany to tak zwany słup faktycznym przewodniczącym to jest konio. On wszystko zatwierdza i zapisuje członków. Pracownicy wręcz są zmuszani do przynależności do tego związku. Ten co zaczyna krytykować związki zawodowe robi to z premedytacją żeby odwrócić uwagę od swojej nieskazitelnej osoby.
7
Pracownk 2017-04-19 17:51
Nieroby za biurek trzeba na tą chołote pracować darmozjady !,!!!!!!!
4
Obserwator 2017-04-19 19:20
Krytykuje się tych którzy są niewygodni a swoim daje się fory oto całe działanie władcy !!!!!!
3
Nieznajomy 2017-04-19 20:16
Witam!!!
Po przeczytaniu ostatnich wpisów postanowiłem zabrać kolejny raz głos w pewnych sprawach.
Po pierwsze odnosimy się do całych ZWIĄZKÓW ZAWODOWYCH (wszystkich osób należących do nich), więc zastanawiam się dlaczego pewna osoba w odpowiedziach cały czas porusza i krytykuje nowo powstały związek ,, Dobra Zmiana". Zarówno moje wpisy jak i kilka innych odnoszą się krytycznie do całej frakcji związków zawodowych. Więc panie przewodniczący całego ugrupowania: ,, Skończ pieprzyć o głupotach i weź się do konkretnych działań aby polepszyć pracę w spółce".
Po drugie apeluję do wszystkich osób należących do stowarzyszenia o przysłowiowe ,, spięcia pośladków" i usuniecie pana ,, per crucem" przewodniczącego z tego stanowiska. Uważam, że wystarczająco długo pełni juz ten urzad, nie poprawiając sytuacji pracownika, tylko ja pogarszając. Według mnie zbyt długo ten ,, ciemniak ze wsi" sprawuje dyktatorskie rządy nad swoimi podwładnymi. W mojej ocenie wykorzystuje swoja posadę i ludzi mu podległych , do nic nie robienia i wykorzystywania ich.
Poza tym myśle, że na takie stanowisko także trzeba mieć jakieś ambicje i wykształcenie. Taka osoba jak ten OSOBNIK takowych rzeczy niestety nie posiada. Mam informacje z wiarygodnego źródła, że pan przewodniczący był tak mało ambitny, ze nie mógl skończyć podstawówki i musiał załatwiać świadectwo za kartofle, syr, mleko, śmitana, miód i ch*j wie jeszcze za co. O szkole średniej nie wspominam, dlatego, że do takowej nie uczęszczal gdyż był zbyt mało w głowie.
A teraz obserwuje czlowieka, który jest przewodniczącym związków. Nie ważne że nie posiada żadnych umiejętności koncepcyjnych i logistycznych do wprowadzenia w życie firmy swojego planu działania, ale jest przewodniczącym i nie wolno go skrytykować, bo on ma wysoką i w miarę dobrą posadę w spółce.
Wniosek: zmienić przewodniczącego i kilku innych ludzi w tym ugrupowaniu!!!!!
Pozdrawiam!!
KOPYTNIAK 2017-04-19 21:38
O. ZABOLAŁO NIEROBÓW KONIA. POZDRAWIAM Z DOBREJ ZMIANY. JESTEM. NIEROBĄ OD BRESIA
8
KONIO 2017-04-19 21:39
Oj chyba przy segregowaniu zawiesi musiałeś dostać jednym z nich w głowę.
4
Ja 2017-04-19 21:58
Co to jest za (usunięte przez administratora) firma na stronie janowskiej poszukują spawaczy a ślepak z branwi dokucza spawaczom by się przypodobac dałnowi koniowi.Ten dałnisko zwalnia za byle gówno . Związki wogóle nie reagują twierdząc że nic się nie da zrobić.
4
KONIO 2017-04-20 06:30
Oj boli głowa boli od tych zawiesi .
Ciapaty 2017-04-20 07:10
No jak ku.....a nie da się nic zrobić przecież liderem na linii hitahi jest przewodniczący .To on między innymi ma wpływ na to kto zostanie zwolniony wspólnie z VON NOGAYEM podejmują taką decyzję.
4
Oko 2017-04-20 13:48
Jakim trzeba być debilem żeby pisać te bajki gdybyś miała trochę rozumu iszkoły to wziął byś się darmozjadzie do jakiejś pracy
5
C328 4x4 2017-04-20 16:59
W mojej ocenie zwiazki zawodowe dzialajace na terenie firmy kompletnie nie znaja sie na swoich zadaniach. A pan przewodniczący to skończony debil i prosak. Najlepiej wychodzi mu nic nie robienie i wklejanie idiotycznych postow na forum. Panie przewodniczaczy nieubłaganie zbliża sie twoj koniec na stanowisku przewodniczacego, juz niebawem odpowiednie pismo do odpowiednich ludzi pozbawi cie tego stanowiska ,, ciemniaku bez wykształcenia, , !!!!
3
Oko 2017-04-20 18:35
Każdy chciałby schudnąć jak najszybciej i jak najmniejszym kosztem, jednak odchudzanie to długi i trudny proces, wymagający sporo wysiłku i wielu wyrzeczeń, a przede wszystkim wiedzy na temat tego co można, a czego nie można. Jedynym skutecznym sposobem na zrzucenie zbędnej wagi, bez efektu jo-jo i problemów zdrowotnych, jest odchudzanie przeprowadzone w racjonalny i zdrowy dla organizmu sposób, dzięki prawidłowo zbilansowanej diecie, w połączeniu z odpowiednim wysiłkiem fizycznym, oraz wprowadzeniu do codziennego życia kilku drobnych zmian.

Porad i informacji na temat odchudzania szukamy najczęściej w kolorowej prasie i w internecie, gdzie choć jest ich mnóstwo, to jednak większość z nich jest bezużyteczna – stosowanie się do tych porad w najlepszym razie nie przyniesie żadnych efektów, a w najgorszym jest gwarancją pojawienia się efektu jo-jo, o czym najprawdopodobniej już się przekonaliście. Nie twierdzimy, że wszystkie porady w internecie i innych mediach są nic nie warte, a jedynie, że w morzu nieprawdziwych i często sprzecznych informacji, trudno znaleźć te wartościowe.

Zaznaczamy, że przedstawione przez nas porady zostały opracowane wyłącznie na podstawie artykułów naukowych, oraz opinii lekarzy i innych ekspertów w tej dziedzinie, a nie domorosłych dietetyków – choć nie zagwarantują zrzucenia 10-20 kg w miesiąc, co często obiecują diety cud, to sumiennie stosowane pomogą na stałe pozbyć się zbędnych kilogramów, jednak w dłuższym okresie czasu, zatem bądź cierpliwa/y i się nie poddawaj.

Najlepsze porady dotyczące odchudzania
1. Nie głódź się – w czasie odchudzania, dostarczane do organizmu posiłki powinny pokrywać całkowite dzienne zapotrzebowanie kaloryczne w 70-80 proc. – niedostarczanie organizmowi odpowiedniej ilości kalorii (szczególnie poniżej 50 proc. dziennego zapotrzebowania), prowadzi do tego, że zaczyna on oszczędzać energię i zamiast pozbywać się tkanki tłuszczowej, powiększa ją w celu przygotowania się na ciężkie czasy (efekt jo-jo), natomiast niewielki niedobór kalorii (wspomniane 70-80 proc.), mobilizuje organizm do czerpania energii z tłuszczu, a więc sprzyja trwałemu odchudzaniu. Choć może się wydawać, że głodówki zapewniają szybką utratę kilku zbędnych kilogramów, to jednak następuję to wyłącznie poprzez utratę wody z organizmu, a nie tłuszczu, w związku z czym, po uzupełnieniu niedoboru płynów, waga sprzed odchudzania powraca w ciągu kilku dni. Należy także dodać, że dłuższe lub częstsze głodówki mogą prowadzić do znacznych niedoborów składników odżywczych i poważnych problemów zdrowotnych.

2. Nie rezygnuj z żadnej grupy składników odżywczych – organizm potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania wszystkich składników odżywczych, zarówno białka, jak i węglowodanów, oraz tłuszczy – jakiekolwiek ich niedobory mają duży wpływ na zdrowie, oraz mogą być przyczyną chorób. Jednak w tym przypadku ważniejszą kwestią jest wpływ poszczególnych składników odżywczych na odchudzanie – choć nadmiar niektórych składników w diecie może prowadzić do wzrostu wagi (szczególnie węglowodanów i tłuszczy), to jednak spożywane w rozsądnych ilościach już nie. Wielokrotnie udowodniono, że dieta odchudzająca bogata we wszystkie grupy składników odżywczych, ma o wiele większą skuteczność w walce z nadwagą od diet bazujących na jednym lub dwóch składnikach odżywczych. Należy jednak dodać, że w diecie odchudzającej istotny jest rodzaj poszczególnych składników odżywczych – powinny się w niej znaleźć węglowodany złożone (obecne m.in. w warzywach i pełnych ziarnach zbóż), a nie węglowodany proste (obecne szczególnie w słodyczach i żywności przetworzonej), oraz tłuszcze nienasycone (obecne szczególnie w rybach), a nie tłuszcze nasycone (obecne w mięsie i produktach odzwierzęcych) – natomiast źródłem białka powinny być przede wszystkim ryby, chudy nabiał i warzywa strączkowe, a nie tłuste mięso.
REKLAMA




3. Jedz produkty bogate w węglowodany złożone – dieta bogata w odpowiednie ilości „dobrych” węglowodanów (czyli złożonych), ma nie tylko istotne znaczenie dla zachowania prawidłowej masy ciała, ale także dla jej zmniejszenia, bowiem jak donoszą ostatnie badania, nie można przeprowadzić skutecznej i zdrowej kuracji odchudzającej, przy wykluczeniu lub mocnym ograniczeniu spożycia węglowodanów – ponadto, doniesienia naukowe wskazują, że diety o niskiej zawartości węglowodanów wręcz sprzyjają zwiększeniu masy ciała. Wynika to przede wszystkim z tego, że węglowodany są głównym źródłem energii dla organizmu – w związku z tym, gdy organizm zostaje pozbawiony tego głównego źródła energii, zaczyna oszczędzać dostarczane do organizmu składniki odżywcze i zamiast pozbywać się tkanki tłuszczowej, powiększa ją w celu przygotowania się na ciężkie czasy (efekt jo-jo). Ponadto, węglowodany uczestniczą w regulacji procesów sytości i głodu, oraz wpływają na poziom glukozy i insuliny we krwi, a także na metabolizm tłuszczów.
Przewodniczący 2017-04-20 18:39
Warto być Polakiem, przynależeć do naszej wspólnoty narodowej, a więc warto, aby ona trwała
i miała swoje państwo. Państwo suwerenne, demokratyczne, praworządne, ale jednocześnie sprawne.
Warto, aby trwały i rozwijały się polskie rodziny. Taki stan jest możliwy, jeśli będziemy się rozwijać
jako naród, wspólnota wolnych Polaków, wspólnota polskich rodzin, organizm gospodarczy,
podmiot polityczny i wzorzec kulturowy. Warto, byśmy mogli obronić się przed zagrożeniami dla
naszej wolności. Możemy to wszystko osiągnąć, jeśli przełamiemy kryzys demografi czny, kryzys
rodziny, kryzys rodzicielstwa i problem emigracji oraz tzw. pułapkę średniego rozwoju w gospodarce.
Szybki rozwój i zasadnicze unowocześnienie naszej gospodarki są najlepszymi gwarantami
poprawy bytu polskich rodzin. Trzeba umocnić nasze państwo, demokrację w Polsce, bez nich nie
będziemy w stanie osiągnąć zasadniczych celów.
W łańcuchu przyczyn i skutków naprawa państwa jest w istocie na pierwszym miejscu. Państwa
nie da się naprawić natychmiast, ale zmiana władzy na uczciwą i nieuwikłaną w niejasne zależności,
kierującą się zasadą dobra wspólnego i zdolną do prowadzenia polityki kompetentnej i dysponującą
planem działania to ważny krok w kierunku naprawy państwa.
Naprawa państwa musi być realizowana równocześnie z działaniami w sferze gospodarczej
i społecznej. W celu zespolenia tych działań w zwarty plan, należy wykonać diagnozę sytuacji. Poprzedzić
ją musi najogólniejsze sformułowanie potrzeb związanych z dążeniem do naprawy rodziny
i wyjściem z pułapki średniego rozwoju. Zarówno emigracja, jak i kryzys rodziny mają swoje
przyczyny materialne i kulturowe, takie jak brak pracy i mieszkań, brak polityki rodzinnej, fatalna opieka zdrowotna, bardzo niskie pensje i ograniczenie w zakresie prawa pracy, ogólna niepewność
zatrudnienia i niepewność przyszłych losów.
Emigracja jest powodowana przez wskazane braki materialne, ale także przez ogólnie niski komfort
życia. Rozliczne są opresje, którym w ojczyźnie podlegają nasi obywatele, znajdujący się w różnych
społecznych rolach, np. pracownika, rolnika, przedsiębiorcy, konsumenta, właściciela nieruchomości,
mieszkańca miasta korzystającego z usług komunalnych, użytkownika drogi, rodzica,
ucznia, studenta, człowieka wkraczającego w dorosłe życie, pacjenta, emeryta, człowieka pragnącego
dostępu do kultury wyższej. Część ze wskazanych ról społecznych ma wymiar duchowy. Bez
wątpienia jedną z nich jest rola szczególnej wagi, rola Polaka, która wyjątkowo często jest dezawuowana.
Groźne dla rodziny i rodzicielstwa w Polsce jest też szerzenie się ideologii gender. Jej rozpowszechnianie
ma charakter sztuczny, warunkowany przede wszystkim przez strumienie środków
fi nansowych, w znacznej mierze zewnętrznych. Niemniej jej oddziaływanie rośnie, szczególnie
wśród części młodzieży i przyczynia do szerzenia się postaw niesprzyjających zakładaniu rodzin
i posiadaniu dzieci. Postawienie barier szerzeniu się ideologii gender jest ważne. Ważniejsze są jednak
działania na rzecz umocnienia rodziny, obrony rodzicielstwa, szczególnej roli matki i szacunku
dla macierzyństwa, które powinno być traktowane nie jako obciążenie, ale wyróżnienie i przywilej.
Podniesiona musi być też ranga ojcostwa, podkreślana rola wielodzietnej rodziny. Dopiero podjęcie
tych wszystkich zabiegów łącznie zmieni obecną niekorzystną sytuację.
Ja 2017-04-20 19:14
Pan władca zamiast dawac na mszę za pracowników niech da za końskiego łba i niekturych kierowników o opamiętanie.
10
Zawiesie 2017-04-20 20:19
Czyżbyś znowu zawiesie segregował ? Pamiętaj żebyś nie zapomniał się podpisać pod tym pismem bo anonimów nikt nie bierze pod uwagę. Życie na realu jest inne jak w sieci pamiętaj żeby twoje groźby doszły do skutku konieczne jest imię i nazwisko . Gorąco pozdrawiam !!!!!!!!!!!!
2
C 380 4x4 2017-04-20 20:59
Witam Cię, mój drogi przewodniczący!!
Po pierwsze zastanawiam się gdzie ty w moim powyższym wpisie dopatrzyłeś się gróźb?! To kolejny przykład na brak jakiejkolwiek inteligencji w twojej osobie. Mówisz,że do skutku konieczne jest imię i nazwisko, uwierz, mi cielaku, że odpowiednie osoby przyjmą także anonimowy wpis. I jeszcze jedno, masz rację, że zycie w realu jest inne niz w internecie, bo gdybym wypowiedział się w taki sposób w tym ,,bagnie" jakim jest ta firma już bym tam nie pracował. Ty nie podejmiesz żadnych dzialań, bo po co, masz wystarczająco dużo dodatkowych środków za podpierdalanie ludzi do kierowników i innych czlonków zarządu. Uwierz mi, że sie o to zatroszcze osobiście, rozumiesz to osobiście, żebyś był tak [usunięte przez admina słowo niecenzuralne] i poniewierany jak teraz jest zwykły pracownik w firmie. już niedlugo stracisz stanowisko przewodniczącego dzieki mojemu wkładowi.
Pozdrawiam!!!
3
Antek z pikul 2017-04-20 21:14
OSOBNIK który wkleja ten spam na forum to naprawdę skonczony baran. Chlopie nic ci to nie da bo i tak kazdy czyta wszystkie wpisy! !! Wiec radzę ci [usunięte przez admina słowo niecenzuralne] zakończyć te działania bo zostaniesz pociągnięty do odpowiedzialnosci.
Ps.: wpisy o związkach i panu przewodniczacym i tak kazdy juz przeczytał także. ..
3
Oko 2017-04-20 22:35
Kania zamias obrarzać wszyskich na forum wróć ze zwolnienia przeproś i rób tyle co wszyscy na placówce to nik cię nie zwolni
6
Doktor 2017-04-21 22:03
Niewiem czy zwruciliście uwage nato iak pisze związkowiec iak by był właścicjelem firmy albo dyrektorem
2
Bref 2017-04-22 18:42
Nikt nic nie pisze wszystkie chamy siedzą w polu
Nieznajomy! 2017-04-22 20:12
Chamy muszą nasiac duzo owsa zeby NAROWISTY KON mial co jeść, bo wiesz parka z kartofli z parnika najlepsza ze wszystkich zalewajek !!
3
Nieznajomy! 2017-04-22 20:48
Konio w odpowiedzi zaraz wielki post o treści :,, adyć ci jo zara napisza ino pomyśla chwila,,!!
Zastanawiam sie jeszcze nad jednym pytaniem, z czym lepiej smakuje zalewajka, z czostkiam czy z cybulo. Konio pewnie konsumuje ta z czostkiam i dlatego gdy sie wchodzi do jego gabinetu czuć tak okropny ODÓR jakiegoś gowna, wcześniej myslalem, żę to moze Konio SRA DO WIADRA I NIE PRZYKRYWA FEKALJI ALE SIE MYLIŁEM!!!
4
Figo-Fago 2017-04-22 21:07
Konio sra do wiadra bo nie ma czasu odejść od monitoringu !!!
3
BREF 2017-04-22 22:51
widać że chamstwo powracało z pola
Kojot 2017-04-23 10:37
Wszystko chamstwo razem wzięte nie dorównuje twojemu wybitnemu upośledzeniu
2
Pomocny 2017-04-23 12:22
Ostatnio von nogay cieszył się z tego że są przymrozki bo wymarzną chamstfu maliny to nie będą chodzic na zwolnieniak
Figo-Fago 2017-04-23 14:49
Falkoneti z Branwii ( von Nogay) jak nie będzie miał do roboty chamstwa to i on pójdzie na szczaw!!
3
Nieznajomy! 2017-04-23 17:22
W piątek w godzinach popoludniowych widziałem na własne oczy jak Konio wybiegł z fabryki i zaczął się PAŚĆ na trawniku z tyłu budynku firmy. Na koniec jak gdyby nigdy nic wysrał sie na trawnik i wrócił do swojego gabinetu, po drodze zachaczajac o kran z wodą gdzie nalał WIADERKO wody i je wypił. W gabinecie na dokładkę zeżar 10 kg sieczki z wysłodkami z burakow cukrowych! !!
3
Nowy 2017-04-23 23:01
Ato dobre konio pasł się na trawniku a tam posiany był nawóz.Ciekawe czy debila nie przegnało
3
KOPYTNIAK 2017-04-24 18:23
TAK SIĘ NAPASŁ AŻ MIAŁ NA ZADZIE REPTUCH BO MIAŁ SRACZKĘ. A FUN NOGAJ TAK LATAŁ Z. WAZELINĄ I SMAROWAŁ ŻEBY NIE PIEKŁO
3
Zostaw swoją opinię o Fortaco JL Sp. z o.o. - Janów Lubelski
UWAGA: Pamiętaj, aby Twoja opinia była zgodna z regulaminem i jak najbardziej merytoryczna - zależy nam na tym, by nasi użytkownicy mogli - także dzięki Twojemu wpisowi - dowiedzieć się jak najwięcej o pracy w firmie Fortaco JL Sp. z o.o.