Pracowałem w oddziale w Lublinie. Moje spostrzeżenia: jak na call center to akurat Verona dość liberalnie traktuje pracownika, wiele opinii np. że do kibla nie puszczają to przesada (chyba że w innych oddziałach tak jest). Atmosfera jest raczej lightowa, tu akurat nie mam zastrzeżeń. Wypłata również na czas, płacą uczcicwie co do grosza, nigdy mnie nie okantowali. A że zatrudniają na śmieciówkę.. No cóż, myślę, że to problem całego polskiego rynku pracy, nie tylko VC. Jak dla mnie to białe niewolnictwo, ale to osobna sprawa. Powiem krótko: śmieciówki powinny zniknąć. Tyle.
Ale Verona ma inny feler. Mentalność trenerów. Nie mogę przyczepić się co do jakości szkolenia, tu akurat trenerzy naprawdę się starali, nie mogę im tego ująć. Dobry trener musi wiedzieć jak szkolić, większość to potrafiła. Jednak nie wszyscy. Tak, to o Tobie pani Aniu, moim zdaniem, zbyt wielkiego doświadczenia w szefowaniu nie posiadasz. Jesteś miła, uczciwa, ale szkolić nie potrafisz, niestety. To że konsultant miał dobre wyniki, znaczy że był dobry w tym co robił. W tym co robi teraz - już niekoniecznie Druga sprawa, stwierdzenia, że trenerzy tylko rzucąją motywacyjnym tekstem są mocno niesprawiedliwe. Jakość szkoleń generalnie jest wysoka, ale warunek, że szkoli ktoś, kto szkolić potrafi. Problem jednak w tym, że być dobrym konsultantem to nie to samo co być dobrym trenerem. Wiedzę i umięjętności można mieć, ale przekazać je to inna sprawa. A tego moim zdaniem przynajmniej dwie trenerki nie potrafią.
"Jeżeli armią dowodzi ktoś, kto nie ma stosownej wiedzy, to mamy do czynienia z zarozumialstwem." Sun Pin, chiński znawca wojskowości.
A jaką wiedzę o zarządzaniu ludźmi mają trenerzy? Czasami żadnej. Podkreślam, wyniki konsultanta a praca trenera to dwa odmienne światy. Problemem pracy w VC jest mentalność trenerów. Trenerzy nie przyjmują do wiadomości kompletnie czynników obiektywnych: bazy danych, z których korzystają konsultanci są przedzwonione do bólu, większość odbiorców telefonów doskonale zna już charakter spotkań, jakie oferują wszelkie Vera Medica, Viggety czy inne firmy telemarketingowe. Nic dziwnego, że trzaskają słuchawkami. Godziny pracy również powinny ulec zmianie, generalnie wykonywanie połączeń po godzinie 20.00 to lekkie chamstwo, tu również powinno być zrozumiałe, że odbiorcy się oburzają. Sezony świąteczne, urlopowe - to czas, gdy ludzie chcą odpocząć i nie będą raczej zainteresowani żadnymi spotkaniami. Żadne coachingi niczego tu nie zmienią. Jeśli pomimo tych utrudnień ktoś osiąga dobre wyniki, średnią 3,5 lub więcej - jasne, chwała mu za to, jest dobry. Ale nie każdy jest taki sam. Co zrobić, żeby podnieść wyniki konsultantów? Przede wszystkim nowe bazy danych, świeże mięsko na łowy. To podstawa. Jaki jest sens wydzwaniać po 10-50 razy do tej samej osoby? I jeszcze coś. Praca dzień w dzień również wykańcza. Psychicznie. Jasne, że nikt kilofem przy biurku nie macha. Ale człowiek to tylko człowiek, część ludzi szybko się wypala. Moim zdaniem lepiej byłoby pracować 2 dni pod rząd, humanitarne 8-10 h i potem 1 lub 2 dni wolnego. Tak jest lepiej. A dotychczasowy system pracy to maraton, trudno to wytrzymać. To nic, że to 6-7 h. To jest maraton, człowiek się męczy. A zmęczonemu trudno robić wyniki.
Ktoś tu napisał, że praca polega na oszukiwaniu ludzi, wciskaniu im ciemnoty. To również stwierdzenie trochę niesprawiedliwe. A gdzie dziś nie wciskają ciemnoty i kitów? Czy w innej pracy to wszyscy tacy szczerzy? Prawda taka, że jak jakiś frajer kupił telefon na abonament i godził się na przetwarzanie swoich danych to nie ma siły, że jego numer nie wycieknie do firm marketingowych. Nie mam absolutnie żadnego zlitowania nad takim delikwentem. Widziały gały, co brały. A że straszą sądami? Niech straszą. Nikogo nie oskarżą. Pojedynczy konsultant nie wykonuje 20 połączeń do jednej i tej samej osoby, żaden sąd nie uzna tego za stalking. A jeśli dostanie połączenia od 20 konsultantów? Musiałby udowodnić, że się zmówili, a na to nie ma szans. Po prostu aplikacja telefoniczna szwankuje, nie zapisuje, że połączenie było wykonane i konsultant telefonuje niczego nieświadomy. Klient musiałby zaskarżyć całą firmę, ale musiałby skrupulatnie rejestrować wszystkie połączenia jakie otrzymał i to przynajmniej 3-6 miesięcy a wątpie by to się komuś chciało. Rzecz wygląda tak: klient dostaje telefony od szeregu różnych firm, z czasem go to wkurza. Normalne. I straszy sądami. Ale na straszeniu skończy. Niczego nie zrobi. Nie ma szans. Ktoś powie, że prawo kuleje. Trudno, kuleje. Takie realia. I jeszcze ostatnia kwestia: przelew wynagrodzenia. Tak, to prawda, 210 zł brutto jest przelewane na konto pracownika, reszta wędruje nieoficjalnie w kopercie. Zanim ktoś zacznie się oburzać, że to nieuczciwe i wołać inspekcję pracy, odpowiem przekornie: to sami inspektorzy dają się robić w bambuko. Gdyby chcieli, ukróciliby proceder, jeśli tego nie robią to świadczy o jakości inspekcji pracy. M