W zasadzie mógłbym walnąć 3 akapity wstępu, ale po co? Najważniejszy jest konkret, a ten sprowadza się do jednego – działanie firmy Media Expert w stosunku do pracownika (zresztą nie tylko pracownika, o tym za chwilę) opiera się na jednym – KŁAMSTWIE. Od początku do końca, mianowicie:
1. rozmowa kwalifikacyjna i obietnice że „zarobisz tyle i tyle i na pewno nikt tej pensji nie ruszy” – kłamstwo. W umowie masz premie (nie jedną), które mogą ci zabrać bez mrugnięcia okiem. Minus wpychane ci na bezczelnego ubezpieczenie PZU, minus fundusz inwentaryzacyjny (nie wpłacajcie bo nigdy się z niego porządnie nie rozliczycie) i kwota robi się „nieco” inna.
2. tekst „jesteś na okresie próbnym to nie wymagamy wielkich wyników” – kłamstwo. Od pierwszego dnia będziesz rozliczany. Jeśli nie masz doświadczenia / masz niewielkie – rzucą kilka godzin pseudo-szkoleń na poziomie typu żal.pl (co też w sumie jest osobnym tematem, wymagają cudów a nawet nie udają że szkolą), i masz wyrabiać normy. Jeśli natomiast jesteś doświadczonym pracownikiem, to nawet tym gorzej, bo też masz je wyrabiać ale na poziomie 150%. No bo przecież umiesz, prawda?
3. możliwość dobrego zarobku na premiach – może nie kłamstwo, ale półprawda. Premie są za określone produkty, zwykle bardzo przeciętnych cenach w stosunku do konkurencji (GS, TZ i inne tego typu) i z których dostępnością jest różnie. Bardzo różnie, często nie da się ich nawet zamówić. Plus specyfika działu – o ile na np. RTV/IT jest tego trochę, stosunkowo łatwo się na nich zarabia i naprawdę można wyrobić spory dodatek, to np. na małym agd to tragedia – wciskasz żelazko za 4 stówy (kto to w ogóle kupuje?) a masz niego 3 złote do wypłaty. Brutto. Motywacja że japier... A potem słyszysz jako pracownik rzeczonego małego agd, że przecież „Kaziu z RTV to tyle zarabia”. No, tylko jeden jego dobry strzał na jaki urabiał klienta kilka minut, da mu tyle samo kasy co tobie tydzień zapieprzu.
4. możliwości awansu – kłamstwo. Na jakie stanowisko cię przyjęli, na takim będziesz robił do końca świata. Kierowniczki (celowo nie piszę „kierownicy”) są przydzielani odgórnie. Zwykle to krewni i znajomi dyrektorków / regionalnych, z którymi piją wódeczkę po godzinach. A stanowiska typu „kierownik działu” jak w np. MM nie ma, więc w ME jesteś sprzedawcą i koniec. Może masz na plakietce specjalista czy coś równie górnolotnego, ale większej różnicy to i tak nie robi.
5. sprzedaż PG – pomieszanie kłamstw z oszustwem, i to względem klientów. PG to tak naprawdę nie gwarancja, a ubezpieczenie, jakie realizuje konkretna firma, nie mająca nic wspólnego ani z ME, ani z producentem danego wyrobu. Plus pińcet obostrzeń, kwoty maksymalnej wartości wymienianych części, w wielu przypadkach konieczne udziały własne klienta w naprawach, sporo rzeczy jakich nawet PG nie obejmuje itedeitepe. Ale tego klientowi nie powiesz, tylko wciskasz „jedyne i słuszne korzyści płynące z gwarancji”.
6. każdy jest traktowany równo – kłamstwo. Możesz nie wyrabiać norm (co jest łatwe do podejrzenia w raportach) a klienci się na ciebie uskarżają (też przypadki autentyczne), ale jesteś liziworem kierowniczka = nikt cię nie ruszy. Możesz wyrabiać 150% na wszystkim, ale jesteś niewygodny, bo np. kwestionujesz nierówny grafik (to inny temat, jedni mają 2 pełne weekendy + osobno niedziele wolne, a inni 2 soboty wolne i żadnej niedzieli, bo tak) albo poronione pomysły kierowniczka = wylatujesz pod byle pretekstem. Bo nie wyrobiłeś jednego wskaźnika na dziesięć bo miesiąc był słabszy (co z tego, że inni też), bo nie pasujesz do zespołu, bo cokolwiek.
7. słaba organizacja pracy salonu. Wiadomo że od piątku po południu zaczyna się urwanie, ale zostajesz sam na dziale 150m2, bo twoja współpracowniczka musi mieć wtedy wolne. Co tydzień. Bo to znajoma kierowniczka. I nie ma szans żebyś to ogarnął, a dostajesz po (usunięte przez administratora) Plus takie sprawy jak np. brak etatowego magazyniera, co rodzi paranoje. Z jednej strony słyszysz, że musisz być na dziale bo „najważniejszy jest klient”. Z drugiej – na zapleczu czeka TIR do wyładunku, zwroty na centralny magazyn itp. A magazyniera nie ma. I co? Rozdwoisz się?
Mógłbym pisać jeszcze długo o wciskaniu klientom towaru ze zwrotów jako nowego. O „półkownikach” które zbierały kurz od poprzednich świąt, byłe setki razy macane, nie raz lądowały na podłodze albo przechodziły setki godzin włączone (RTV) ale też są puszczane jako „nówki sztuki no wie Pani dzisiaj rano sam z pudełka wyjąłem”. O tym jak się robi pracownikom zdjęcia w niewygodnych sytuacjach (typu poniedziałek wieczór, zero klientów, dział ogarnięty więc sobie chcesz zamienić dwa słowa z kumplem i tak stoicie razem – a nie wolno. Bo nie) a potem nimi szantażuje. O idiotycznie liczonych współczynnikach norm – RTV i małe agd potrafi mieć taką samą wartość sprzedaży – LoL, bo produkty za 50zł zrobią ci sprzedaż taką samą jak te za 2500zł. O anachronicznym systemie wpr