Z perspektywy czasu wspominam ten okres jako jedno z najtrudniejszych doświadczeń zawodowych.
Rozpoczynałem pracę z dużym zaangażowaniem, chęcią zdobywania doświadczenia i nadzieją na rozwój w wyuczonym zawodzie. Początkowo współpraca przebiegała poprawnie. Z czasem jednak coraz bardziej odczuwałem nierówne traktowanie, brak partnerskiego podejścia oraz podważanie moich kompetencji. Zdarzały się nieprzyjemne komentarze, uwagi wygłaszane w obecności innych pracowników czy rozmowy z osobą przełożoną prowadzone przy osobach trzecich, które odbierałem jako upokarzające. Trudno było mi również zaakceptować sytuację, w której wymagano ode mnie formalnego zwracania się do przełożonych, nie stosując wobec mnie analogicznych zasad szacunku i komunikacji.
Organizacja pracy pozostawiała wiele do życzenia. Zmiany planów bez wcześniejszych ustaleń, informowanie o obowiązkach weekendowych z bardzo krótkim wyprzedzeniem, oczekiwanie kontaktu poza godzinami pracy czy delegowanie czasochłonnych zadań, których rezultaty następnie pozostawały bez wykorzystania, budowały poczucie chaosu i braku poszanowania czasu pracownika. Towarzyszyło temu nierównomierne rozdzielanie obowiązków oraz odczuwalne różnice w traktowaniu członków zespołu.
Szczególnie trudna była dla mnie atmosfera wynikająca z nieformalnych podziałów i bliskich relacji prywatnych pomiędzy częścią pracowników a przełożonymi. W moim odczuciu wpływało to na sposób komunikacji, poczucie przynależności do zespołu oraz możliwość otwartego wyrażania własnego stanowiska.
Kiedy sytuacja zaczęła przekraczać moje możliwości radzenia sobie z nią, próbowałem znaleźć konstruktywne rozwiązanie, zgłaszając trudności do odpowiedniego działu HR. Początkowe deklaracje zainteresowania problemem nie przełożyły się jednak na jakiekolwiek odczuwalne przeze mnie działania naprawcze. Szczególnie rozczarowujące było poczucie, że pomimo zgłaszanych trudności i prób rozwiązania sytuacji pozostawałem z problemem sam.
Nie uważam, że jako początkujący pracownik byłem nieomylny. Z pewnością popełniałem błędy, potrzebowałem wskazówek i dopiero zdobywałem doświadczenie. Uważam jednak, że rolą przełożonego jest nie tylko egzekwowanie obowiązków i ocenianie wyników, lecz również wspieranie rozwoju pracownika, przekazywanie konstruktywnej informacji zwrotnej oraz budowanie atmosfery wzajemnego szacunku. Brak doświadczenia czy popełnianie błędów nie powinny być powodem do lekceważenia ani poniżającego traktowania.
Najtrudniejsze w całej tej historii są dla mnie konsekwencje, które nie zakończyły się wraz z ustaniem zatrudnienia. Doświadczenia te wiążę z poważnym pogorszeniem zdrowia psychicznego, utratą pewności siebie, poczucia sprawczości i bezpieczeństwa zawodowego. Ich skutki odczuwam do dziś, również w życiu prywatnym i podejściu do podejmowania kolejnych wyzwań zawodowych.
Nie piszę tej opinii, aby oceniać kogokolwiek prywatnie ani kwestionować kompetencje zawodowe konkretnych osób. Chciałbym natomiast zwrócić uwagę na odpowiedzialność organizacji za kulturę pracy i sposób traktowania zatrudnionych w niej ludzi. Nawet najlepsze kompetencje merytoryczne nie powinny usprawiedliwiać braku szacunku, a zgłaszane przez pracowników problemy nie powinny pozostawać bez rzeczywistej próby ich rozwiązania.
Praca powinna być przestrzenią zdobywania doświadczeń, uczenia się i rozwijania kompetencji, a nie miejscem, po którym przez kolejne lata trzeba odbudowywać wiarę we własne możliwości. Szacunek do pracownika nie powinien zależeć od jego stażu, stanowiska, doświadczenia ani umiejętności stawiania granic. Powinien być podstawą każdej relacji zawodowej.