Polski rynek pracy toczą liczne choroby. Przedstawiamy najpoważniejsze z nich, szczerze i bez znieczulenia. Proponujemy też skuteczne lekarstwo.

Szefie, psychika mi się pali!

Aż 26% pracodawców ma problemy z motywacją pracowników. Obserwując fora internetowe lub pacjentów u internistów, widzimy coraz większą plagę wypalenia zawodowego (burnout). Paradoksalnie, jedną z jego najczęstszych przyczyn jest pracoholizm i nadmiar pracy. Niestety, wciąż nie ma w Polsce rozwiniętej kultury zawodowej zapewniającej świeżość i motywację do pracy. Rodzimy pracodawcy są nastawieni na zysk, nie inwestując w kondycję psychiczną pracownika. Rozwiązaniem nie są pieniądze i awanse, gdyż kolejne cele to większe zniewolenie. Nie pomogą też kolejne terapie relaksacyjne (kolejne zobowiązania). Więcej na temat temat pisaliśmy w artykule „Wypalenie zawodowe – choroba dla pieniędzy”.

Szkoło, daj mi pracę!

Rynek pracy cierpi na niedopasowanie systemu edukacji do jego bieżących potrzeb. Aż 80% pracodawców ma problem ze znalezieniem  pracownika o odpowiednich kompetencjach. Uczelnie kierują się schematami i zabetonowanymi od lat programami nauczania, a powinny być elastycznie i dynamiczne w kontekście zaspokajania konkretnych potrzeb rynku pracy. Dlatego coraz więcej osób decyduje się na kursy i szkoły policealne, które są papierkiem lakmusowym rynku pracy i stawiając nawet w 90% na praktykę przygotowują do wykonywania konkretnego zawodu.

Zatrudnij sobie szefa – wirtualny pośredniak

Minister gospodarki Janusz Piechociński sugeruje, że polski rynek pracy jest coraz bardziej własnością pracodawców, a nie pracowników. My się z tym stwierdzeniem nie zgadzamy. Dzięki internetowi, który staje się wirtualnym pośredniakiem, to właśnie pracownicy i osoby szukające pracy słusznie przejmują kontrolę nad rynkiem pracy. Duża liczba ofert pracy i działy opinii o pracodawcach pozwalają na bardziej świadome wybory w życiu zawodowym oraz wymaganie od pracodawców warunków godnych adekwatnych do kompetencji. Firmy można prześwietlić w internecie. Nie ukryją się oszustwa, haczyki, a szef tyran zostanie zdemaskowany. Pracownicy poznają swoją wartość i to pracodawcy muszą się o nich starać.

Flexicurity

Specjaliści wierzą w model flexicurity. Według jego założeń bezpieczeństwo pracy to nie łatwość utrzymania konkretnego etatu, ale łatwość znalezienia nowej pracy. Stabilizacja zawodowa to nie stagnacja na jednym etacie, ale zwiększanie swojej wartości na rynku pracy (rozumie to już 76% Europejczyków). Dynamika i elastyczność – to lekarstwa dla młodych ludzi chcących rozpocząć karierę zawodową. Rząd może wpompowywać kolejne miliardy w rynek pracy, ale na nic się to zda dopóki nie zrozumiemy, że to nasze zaangażowanie jest w tym wypadku bezcenną wartością.

Subkultura bezrobotnych

Teoretycznie bezrobocie w Polsce jest wysokie, chociaż rządowe plany zakładają redukcję jego stopy do wartości jednocyfrowej jeszcze w tym roku. Media jątrzą, przedstawiając sytuację na rynku pracy niczym hollywoodzki film katastroficzny. Jednak bezrobocie to stan umysłu. Nie rozpatrujmy go w kategorii ludzi którzy nie pracują, lecz ludzi którym nie chcę się pracować. Warto przeanalizować dane ilu Polaków deklaruje, że nie będzie wcale szukać pracy. Bierność i brak motywacji do działania, czynią z nas subkulturę bezrobotnych. Pracy nie brakuje, ale my mamy na nią coraz mniej chęci. Na to żaden portal internetowy ani żaden rząd nie pomogą, dopóki sami w sobie nie odnajdziemy chęci do działania.