Zaczynając od początku – moim zdaniem kandydaci są wprowadzani w błąd już na etapie rekrutacji. Na rozmowie słyszysz, że firma szanuje studentów, że bez problemu pogodzisz pracę ze studiami, oferują stawkę 30,50 zł/h, umowę o pracę i świetne benefity. Brzmi naprawdę dobrze. Niestety rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.
Jeśli jesteś studentem i liczysz, że będziesz mógł sobie dorobić, to przygotuj się na rozczarowanie. Podpisujesz taką samą umowę jak wszyscy, nie ma żadnych ulg dla studentów, więc realnie wychodzi około 25 zł za godzinę.
Na papierze masz 1/3 etatu w okresie próbnym, ale jednocześnie słyszysz, że musisz wyrobić około 20 godzin tygodniowo. Trudno nazwać to 1/3 etatu, skoro grafik układany jest praktycznie jak na pół etatu. Zmiany są całkowicie losowe – raz od 8:00 do 15:00, innym razem od 13:00 do zamknięcia albo od 15:00 do zamknięcia sklepu. Jednego tygodnia pracujesz piątek, sobotę i niedzielę, następnego dostajesz dwa dni wolnego i pojedyncze zmiany w środku tygodnia. Zaplanowanie czegokolwiek graniczy z cudem.
Dodatkowo firma korzysta z wewnętrznej aplikacji, przez którą dostajesz powiadomienia o zmianach grafiku i zadaniach na dany dzień. Od pracowników oczekuje się zgłaszania dni, w które nie mogą pracować, nawet z miesięcznym wyprzedzeniem. Problem w tym, że później i tak często nie jest to respektowane. Za to firma bez problemu potrafi zmienić Ci grafik praktycznie z dnia na dzień – dostajesz powiadomienie, że za dwa dni jednak pracujesz, mimo że wcześniej miałeś zaplanowane wolne. Trudno w takich warunkach pogodzić pracę ze studiami, wizytami lekarskimi czy zwykłym życiem prywatnym.
Benefity, którymi tak chwalą się podczas rekrutacji, również okazują się mocno przesadzone. W praktyce po okresie próbnym możesz dostać jedynie dopłatę do Multisporta albo Luxmedu. Wcześniej nie masz z tego żadnych korzyści.
Przy podpisywaniu umowy pytają o dni, w które nie możesz pracować. Możesz je wpisać, ale później okazuje się, że niewiele to zmienia. Jeśli liczysz na wolne w czasie sesji czy egzaminów, usłyszysz, że "wszyscy już pobrali urlopy". Efekt jest taki, że pracujesz praktycznie cały tydzień, próbując wyrobić swoje "1/3 etatu".
Nadgodziny również nie robią wrażenia – są płatne tak samo jak zwykłe godziny.
Atmosfera w pracy pozostawia wiele do życzenia. Wiele osób odchodzi, bo ma dość sposobu, w jaki są traktowani. Część pracowników bardziej skupia się na plotkach niż na pomocy nowym osobom. Zdarza się, że dzwonią do Ciebie w wolnym czasie.
Firma korzysta z wewnętrznej aplikacji, w której masz rozpisane zadania na dany dzień. Problem w tym, że często nie ma to żadnego związku z rzeczywistością. Masz rozwieszać towar, a ostatecznie cały dzień spędzasz na kasie albo na przymierzalni.
Przerwa trwa godzinę – 15 minut jest płatne, a kolejne 45 minut już nie. Jeśli jednak zdarzy się, że w tym czasie pracujesz, nikt Ci za to dodatkowo nie zapłaci. Jednocześnie sam nie możesz zdecydować o wcześniejszym wyjściu, chyba że jesteś jedną z osób będących w lepszych relacjach z kierownictwem.
Kiedy zbliża się audyt, nagle wszystko musi wyglądać idealnie. Sklep zamienia się w pokazówkę, ale to nijak ma się do tego, jak wygląda codzienna praca. Mam wrażenie, że bardziej niż kolejnego audytu przydałaby się kontrola Państwowej Inspekcji Pracy. 😊
Nie wiem, czy zgłaszanie tego gdziekolwiek ma sens. To ogromna firma, która na pewno ma dobrych prawników, a po drugiej stronie stoi student zarabiający w niej około 1800 zł miesięcznie. XD
Nie polecam. Nie pozdrawiam. :)