Dla studentów w miarę okej. Jeśli chcesz trochę dorobić to można śmiało iść, byle nie zostać za długo. Godziny pracy dosyć dziwne - raz masz grafik od pon do czw a raz cały tydzień jest wolny, szczerze trochę loteria. Płacą całkiem całkiem, jak na 1/3 etatu nie ma tragedii. Dyspozycyjność również można ustalić bez większego problemu. Kierownictwo jest w porządku, w większości da się dogadać i traktują cię z jako takim szacunkiem. Oczywiście są wyjątki i niektórzy z tych wyżej postawionych potrafią przywalić się do ciebie dosłownie o nic, ale cóż - jest jak jest. Największym problemem w pracy TJX jest chyba podział obowiązków oraz ilość osób pracujących w danej chwili. Firma używa wewnętrznej aplikacji do ustalania grafików oraz kontaktu z przełożonymi - brzmi jak bajka, co? Niestety w rzeczywistości z przełożonymi nie ma żadnego kontaktu o ile jakimś cudem nie znajdziesz ich w przerwie w pracy a podział obowiązków istniejący w aplikacji to loteria. Jeśli masz przypisane stanie na kasie przez całą zmianę, okazuje się szybko, że na kasie stoisz tylko 30 min, po czym musisz iść układać towar, stać na przymierzalni i ogarniać cały dział do zamknięcia sklepu. Tak, to są moje obowiązki i nie ma problemu by to zrobić, ale mogłyby być zgodne z tym co widzi się w grafiku. Bardzo dużym problemem jest też liczba pracowników, których jest zdecydowanie za mało. Przy ogromnym ruchu na zamknięcie, sklep wystawia 4/5 osób (oprócz kierownika) na kilkanaście działów do ogarnięcia. Oznacza to, że jedna osoba musi często ogarniać dwa lub trzy działy oraz aktywnie obsługiwać klientów na przymierzalni bądź kasach. Finalnie wszystko wykonuje się od niechcenia bo i tak z niczym się nie wyrobisz. Często dostajesz wymóg z góry, aby przez całą zmianę stać na kasie, aby zejść z niej godzinę przed zamknięciem i zabrać się do ogarniania trzech działów wymagających mnóstwo roboty. Plusem jest fakt, że zespół widząc, że jest ci ciężko, często sam wykazuje chęć pomocy. Na to nie narzekam, mimo że ludzie to ciągła rotacja. Największa pajacerka rozpoczyna się jak przyjeżdżają kontrolę w tych "wyższych sfer". Wtedy mamy do czynienia z festiwalem kolesiostwa, rywalizacji i chorych wymagań przełożonych. Można powiedzieć, że cały sklep zamienia się w prywatny plac zabaw, gdzie pracownicy są pionkami na szachownicy. Przełożeni wymagają wówczas, aby pracownik wywrócił cały dział do góry nogami i w chorym czasie np. 30 - 60 min poukładał wszystko na nowo zgodnie z dziwnymi "standardami", które obowiązują tylko jak przyjeżdża ktoś z góry. Festiwal opieprzania pracowników również wtedy ma miejsce a każdy z zespołu szuka pretekstu kogo by tu podpier... do kierownika.
Generalnie nie jest źle, na 1-3 miesiące iść dorobić polecam, ale na dłużej? Szkoda nerwów...