Z założenia jest to miejsce luksusowe, zawierające światowe marki. Jednak tutaj luksus się kończy.
Pracowałam tam niecałe dwa lata w jednym z butików jako sprzedawca. Na początku wydawało mi się, że jest to świetne miejsce na rozwój związany z modą, wejście w samo serce.
Na rozmowie obiecywano bardzo dużo. Przez okres próbny pensja standardowa, po ewentualnym przedłużeniu podwyżka. Jednak tej nieliczni doświadczyli. Oczywiście dochodzi do tego premia, której praktycznie nie było. A dlaczego? Ludzie boją się tam wchodzić, nie wiedzą czasem, że tam są sklepy z odzieżą. Wiadomo, że każdy klient to szansa na sprzedaż, ale im jest ich mniej, tym bardziej maleje.
Stanowisko sprzedawcy w vitkacu nie jest tym samym, co gdzie indziej. Tutaj musisz również być sprzątaczką, magazynierką, informatyczką, monterką. Wszystkie obowiązku związane z butkiem spadają na pracownika, któremu nie jest dodatkowo płacone za te obowiązki, a normalnie są od tego zatrudniane inne osoby, które z chęcią podjęły by pracę. Do tego wszystkiego musisz wszystko robić we własnych ubraniach. Dostałam jeden uniform na tyle miesięcy pracy, w którym wyglądałam, jak worek na ziemniaki. Normalnie sprzedawca powinien wyglądać elegancko, schludnie i reprezentować sobą miejsce, jednak w takim stroju ciężko udowodnić, że jest się sprzedawcą.
Do plusów należy to, że grafik jest elastyczny, bardzo łatwy dojazd i można trafić na fajne osoby.
Nie spodziewajcie się, że zrobicie tam karierę i ktoś Was doceni. Osobiście czułam się jak pachołek. Na sam koniec pracy nawet mi nikt nie podziękował za współpracę, w końcu po co, jak zaraz się znajdzie inna osoba.