„Opinie o Martes Sport Sp. z o.o.
Pracowałeś w firmie Martes Sport Sp. z o.o. i chcesz podzielić się opinią o niej?” – No raczej że pracowałem i z chęcią się nią podzielę (a raczej przestrzegę). „…A może chciałbyś w niej pracować i zastanawiasz się, jakie warunki oferuje pracodawca?” – a w życiu już tam nie wrócę. Jeśli chodzi o warunki, to nie różnią się one niczym, od pracy w podpiwnicznych Chinach. Ale zacznijmy po kolei… Premie były (i są) ucinane za każde przewinienie i najmniejszy szczegół. Kierownictwo też jakieś niemrawe. Zamiast pomóc i ogarnąć sklep, to lepiej było zasiąść na socjalu i patrzeć się w ekran monitora przez cały dzień udając, że się wypełnia grafik na cały miesiąc. Nie obyło się również bez szowinizmu… Oczywiście na kasie musiały stawać tylko kobiety, bo podobno „nie znały się na asortymencie i nie potrafiły doradzać klientowi np. przy butach narciarskich”. Z kolei mężczyźni byli od „innych obowiązków” . Gdy przyszło co do czego, również i kobiety musiały pomóc. W czym? …W noszeniu bardzo ciężkich kartonów. Firmę nie obchodzi to, że jesteś kobietą. Każdy pracownik jest równy i ma taki sam zakres obowiązków. De fakto wg. przepisów bhp, takim jednym kartonem z dostawą powinno zająć się dwóch mężczyzn. A tu co? Wyznaczą jedną kobietę (czasem i dwie gdy są na zmianie)i niech sobie radzi. Niby każdy ma taki sam zakres obowiązków, jednak gdyby się przyjrzeć zarobkom, ewidentnie kobiety są bardziej pokrzywdzone. Dlaczego? „Bo są kobietami, a kobiety nie mogą zarabiać więcej niż mężczyźni”. Może też dlatego, że nie potrafią składać i regulować rowerów. Ale kto ma ich tego nauczyć? Gdy są organizowane „szkolenia rowerowe”, jest mowa tylko o mężczyznach że obecność obowiązkowa. A co w tym czasie robią kobiety? Albo stoją na kasie, albo klipują ciuchy gdzieś na końcu sklepu, bo jest za mało pracowników którzy by ogarnęli resztę sklepu, podczas gdy wszyscy faceci patrzą się jak jeden z nich skręca rower. Zmiany w grafiku też są adekwatne do ilości pracowników. W tygodniu byli zawsze wszyscy, jednak gdy nadchodził weekend - na zmianie były AŻ 3 (przy lepszym grafiku 4) osoby. Z czego dwie osoby na kasie, a trzecia latała z rozszywaczem po całym sklepie, aby odpiąć klientowi przypięty ciuch do badziewnej linki zabezpieczającej. Że niby taka linka i beznadziejne zabezpieczenia miały uchronić przed kradzieżą? Wystarczyło zagadać tą biegającą osobę, aby (usunięte przez administratora) mogli robić swoje. Zero pracowników na końcu sklepu, zero ochrony, a każde zabezpieczenie można było zniszczyć na kilka sposobów. Co na to kierownik regionalny? Oczywiście zamiast miał zatrudnić większą ilość osób czy ochronę, wolał uwalić każdemu premię i oskarżać każdego z pracowników, że to jego wina. Centrala też nie lepsza. Przysyła ogrom kartonów z dostawami i nie przejmuje się, czy sklep ma na to wszystko miejsce, czy też nie. Twoim zadaniem jest to wszystko upchać… nie ważne gdzie, nie ważne jak. Jeśli nie dasz rady, przyślą Ci jeszcze więcej. A potem klienci się dziwią że jest bałagan na sklepie, a kartony można znaleźć dosłownie wszędzie… Nawet w przymierzalni. Ogólnie praca bez żadnych perspektyw na przyszłość, czy możliwości personalnego rozwoju. Gdy pierwsza zmiana zaczyna pracę, oczywiście dwie/ trzy osoby (ciągle te same) muszą robić to samo – mop w łapę i odkurzanie, podczas gdy pozostali siedzą na socjalu i piją kawkę. A co z resztą dnia? W kółko monotonia… Przyjmowanie potężnych dostaw, zabezpieczanie, metkowanie, a potem kombinowanie - gdzie by to wszystko upchać. Gdy już się upchało dostawę z wielkim trudem, okazywało się, że komuś zapomniało się wydrukować maila z promocjami czy zmianami, które miały się znaleźć na promocjach czy końcówkach gondol. I wszystko od nowa. Komunikacja między kierownictwem, a pracownikami była beznadziejna. Nikt nie informował o jakichkolwiek zmianach, promocjach czy konkursach, a potem centrala i regionalny się czepiają że jest „żal i żenada” na sklepie. O pomocy wśród pracowników też nie ma mowy. Jeden niby skręca rowery, drugi zakamufluje się na socjalu lub w „buciarni”, a starszy sprzedawca chodzi tylko z telefonem po sklepie i ma wylewkę w to, co dzieje się na sklepie. Czasem przejdzie się na socjal, aby nie użerać się z klientami (bo w końcu od tego są panie na kasie). I jak taki pracownik awansował na starszego? Zapewne kablowaniem do regionalnego. Wiele osób się stara i daje z siebie wszystko, ale i tak w większości przypadków awansują nieroby i konfidenci. Można by tak pisać i pisać. Jednak napiszę krótko… Jeżeli chcesz pracować w MS tylko na chwilę i lubisz być przy tym źle traktowanym – jest to praca właśnie dla Ciebie! Jeśli jednak masz wobec tej firmy inne oczekiwania i planujesz zostać na dłużej – daj sobie spokój i znajdź inną pracę.