Podziele sie z wami moim okolo 3-letnim doswiadczeniem z pracy w CS z perspektywy jednego z dzialow IT oraz ogolnymi wrazeniami.
Ludzie.
Generalnie jak przychodzilem na poczatku 2013 osoby, z ktorymi przyszlo mi pracowac we Wro, byli to doswiadczeni ludzie z poczuciem dystansu do siebie i pracy. Stanowli zdecydowana wiekszosc.
Pelno smiechu, luzu i w ogole, atmosfera pozytywna jak w normalnym R&D ;)
Potem wraz z biegiem czasu zauwazylem, ze klimat nieco sie zmienia i sztywnieje. Okres ten rozpoczal tzw. epoke "koszul" :D Czesc doswiadczonych zaczela spieprzac stad juz nawet po pol roku czy roku pracy (tutaj glownym powodem byly jednak w dalszym ciagu projekty, o ktorych mowa w nastepnym akapicie). Rotacja byla i nadal jest dosc spora.
Na korytarzach krecilo sie coraz wiecej swiezego m. in. studenckiego narybku oraz specyficznych jednostek z kosmosu (nie tylko z IT). Czym to zaowocowalo?
Ano wnet zaroilo sie od sztywniakow i poker fejsow, smigajacych w koszulach, 'rurkach' i w fajansiarskich marynareczkach, dla ktorych (czesto) ta pierwsza praca byla sacrum i zabiliby za nieprzestrzeganie procedur ich firmy matki ;)
Z w miare przyjaznego srodowiska, powstala farma, gdzie mierzono cie wzrokiem na korytarzu, jak chociazby byles ubrany w t-shirt, prawiono jakies morale, itp. glupoty.
Pod koniec swojej kariery tu, zaczalem juz ich nazywac 'sluzbistami UE', bo rzeczy, o ktorych sie dowiadywalem w rozmowach z ludzmi o tym, jakie cyrki potrafili wyprawiac coponiektorzy (brak dobrych manier, savoir-vivre'u, dystansu, donosicielstwo), przyprawialo o dlugie salwy smiechu.
Ja rozumiem, ze bank, ze procedury. No ale kuzwa, szacunku do drugiej osoby, to raczej ze swieczka bylo czasem szukac.
Projekty.
Tutaj jest roznie i zalezy na co sie trafi. Glownie to jakies systemy ryzyka bankowego, bazy danych, rozne aplikacje uzywane przez traderow, czy back-end.
Nalezy miec na uwadze, ze nie ma zadnych external klientow i wszystko tworzone jest na potrzeb banku.
Takze podejscie do pracy coponiektorych (w zasadzie zdecydowanej wiekszosci, z ktora przyszlo mi pracowac) jest zupelnie inne, niz byloby to w przypadku prac dla zewnetrznego klienta - o czym za chwile.
Jest scisla wspolpraca z zagranica, duzo telefonow, maili, walkthrough, pogadanek, itp. Niewatpliwym plusem jest mozliwosc podszlifowania jezyka.
W moim dziale duzo wspolpracowalo sie z hindusami i innymi ciapakami, dlatego trzeba sie uzbroic w POTEZNE poklady cierpliwosci ;) bo jak wiadomo lub nie, oni jedno zrozumieja, drugie zrobia, a reszte przemilcza.
Abstrahujac, polecam wklepac w google haslo: "praca z hindusami". Zdecydowana wieszosc tego, co tam jest napisane, jest prawda (szczegolnie tu - http://www.businessandbeauty.pl/interesy-w-indiach/).
Dla mnie to bylo pierwsze starcie z takim szczegolnym przypadkiem pracownikow (i szefow), jakimi sa ciapaki i mam nadzieje, ze ostatni w zyciu. Po prostu (w wiekszosci przypadkow) z tak nieogarnietymi i ograniczonymi intelektualnie osobami nie mialem nigdy do czynienia, nawet w zyciu codziennym.
Zauwazalnym zjawiskiem u mnie byl fakt, ze im pracowalem z wieksza iloscia ciapatych w projekcie, ilosc "ku.w" rzucanych przeze mnie rosla eksponencjalnie ;) Poza tym ich irytuaca angielszczyzna potegowala wrazenia.
Trzeba non stop popychac rozne rzeczy i ciagle, ale to ciagle sie przypominac, potwierdzac, czesto prawie ze z gardla wyciagac informacje. Nie pamietam, zebym gdzies w poprzedniej pracy ("normalne" R&D) wysylal i dostawal tak ogromne ilosci maili.
Tony statusow, przpomnien, wyjasnien, telefonow i tak w kolko. Zadnych procesow odnosnie cyklu tworzenia oprogramowania, wszystko robione ad-hoc i na ostatnia chwile, aby tylko bylo pchniete, zeby tylko jakis DIR na gorze widzial, ze wypuszczone. A jakosc, no coz.. Jak wspomnialem, to projekty dla potrzeb banku, zatem ewentualny koszt znalezienia bugow po wypuszczeniu softu, nie wplywal jakos znaczaco na straty firmy, po prostu wracal do nas i cykl zaczynal sie od poczatku ;)
Zero wizji "gory" jak to wszystko ma wygladac, dokad zmierzamy, wazne, zeby tylko wszystko bylo na czas dostarczone. Ot tacy poganiacze jedynie.
Generalnie u mnie na samym poczatku, kiedy wszystko startowalo, przez okolo roku byl niezly chaos i bajzel, pelno stresu (to tez za sprawa kilku nieprzyjemnych osob w projekcie) i nadgodzin (standardowo siedzialo sie do 18., czasem 19.-20., najpozniej wyszedlem tuz przed 23.), potem stopniowo cos zaczelo sie ukladac, ale i tak oscylowalo na niezadowalajacym poziomie, rowniez z racji wspomnianej duzej rotacji.
Duzo osob z tego, co zauwazylem wychodzila dzien w dzien grubo po 17. czy nawet 18. U mnie nie mozna bylo akurat o 16. zamknac kompa i sobie pojsc, bo wlasnie przewaznie wtedy splywalo najwiecej zadan z Londynu czy NY, ktore na