Zakańcza się stary rok i nadchodzi nowy, 2025. Jego początek przynosi dla mnie kolejny koniec pewnego rozdziału i mam nadzieję, że zarazem otwiera dla mnie nowe i lepsze. W styczniu moja umowa o pracę z firmą Fedex dobiega końca. Miałam zamiar dać temu spokój i przemilczeć sytuację na forum publiczym jak robię zazwyczaj, ponieważ nie jestem zwolenniczką prania brudów przy świadkach. Tym razem jednak postąpię inaczej, ponieważ silne poczucie zbiorowej odpowiedzialności za powinność nagłaśniania tak nieuczciwych praktyk, nie pozwala mi przejść obojętnie wobec sytuacji, która mnie spotkała. Nie zgadzam się z normalizowaniem takich zachowań w korporacjach chwalących się międzynarodowymi standardami, bo fakt, że są to giganty zatrudniający ludzi w tysiącach, w moim odczuciu nie upoważnia do posłużenia się kobietą w ciąży i na urlopie macierzyńskim jak przedmiotem. Przechodząc do meritum sprawy: w czerwcu 2023 roku dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Informacją tą podzieliłam się z moim bezpośrednim przełożonym i najbliższymi współpracownikami niezwłocznie po potwierdzeniu jej w gabinecie lekarza - wiedziałam, że ochrona przed zwolnieniem obowiązuje kobiety w ukończonym 12 tygodniu, ale darzyłam moich pracodawców jeszcze wówczas ogromnym zaufaniem i byłam przekonana, że fakt, iż informuję o tym wcześniej, nie zostanie wykorzystany przeciwko mnie. Nie pomyliłam się co do tego na szczęście, co jest dla mnie wielkim szokiem biorąc pod uwagę wydarzenia, które dopiero nadejdą. Mając wokół siebie wiele kobiet z doświadczeniem ciąży i urlopu macierzyńskiego, nie zakładałam, że padną w moją stronę jakiekolwiek deklaracje odnośnie mojej przyszłości w firmie - sądziłam, że z racji tego, że moja umowa o pracę jest umową zawartą na czas określony, zostanę poinformowana wprost, iż mojego powrotu do pracy nie mogę być pewna, a rozmowy na ten temat podejmiemy bliżej końca umowy, kiedy sytuacja dotycząca zasobów personalnych będzie się układać klarownie. Tak się jednak nie stało. W moją stronę padły deklaracje wprost i zapewnienia, że na moje miejsce zostanie zatrudniona osoba na zastępstwo, dzięki czemu moja umowa z całą pewnością zostanie przedłużona z racji dobrej współpracy, a ja będę mogła powrócić do obowiązków służbowych po urlopie macierzyńskim. W trakcie jego trwania ani razu nikt nie skontaktował się ze mną, aby poinformować mnie, że jest inaczej, wobec tego żyłam w przeświadczeniu, że ustalenia, które zapadły na czas, gdy się rozstawaliśmy, są cały czas aktualne. W październiku, kiedy podpisywałam aneks do umowy, tknęło mnie przeczucie, żeby zapytać o przebieg mojego powrotu. Okazało się, że wszystko, o czym mnie informowano jest jednak prawdopodobnie nieaktualne, ALE będą jeszcze w tej sprawie prowadzone rozmowy, o których rezultacie zostanę poinformowana w listopadzie. Przez zupełny przypadek dowiaduje się, że nazajutrz rano po tej informacji, moim współpracownikom i dziewczynie, która mnie zastępuje, zostaje przekazana wieść, że nie wracam (myślę, że bardzo szczegółowo rozważono w kilka nieroboczych godzin wszystkie za i przeciw mojej kandydaturze). Również przez zupełny przypadek dowiaduję się, że mój los był wszystkim znany od miesięcy, ale nie dane mi było niestety usłyszeć nawet tej gorzkiej prawdy odpowiednio wcześnie, żebym miała szansę na dłuższe oswajanie się z sytuacją. Moja cierpliwość i poczucie krzywdy sięgają zenitu i decyduję się napisać wiadomość do dyrektora regionalnego z opisem sytuacji i dopiero po jego interwencji zostaję zaproszona na rozmowę. Dowiaduję się na niej, że ustalenia, które poczyniałam z moim bezpośrednim przełożonym nie były konsultowane z przełożonym mojego przełożonego wobec tego uznaje się je za nieważne, a decyzje jeszcze nie zapadły, bo ostateczne podejmuje właśnie Kierownik Oddziału i jeszcze się zastanawia. Okazuje się, że „czasami kupujesz konia, bo masz wolny boks, a ten koń okazuje się koniem na wyścigi”. Tym koniem okazuje się być koleżanka, która mnie zastąpiła, a której to nieironicznie i szczerze gratuluję wywołania tak pozytywnego wrażenia. Ja niestety okazałam się w tej zabawnej anegdotce być (usunięte przez administratora), którego można się pozbyć mimo tego, że ustalenia były inne. Bez zaskoczeń dwa tygodnie później zostaję skonfrontowana z „decyzją”, o której od dawna wiedzą już wszyscy z pracownicą zatrudnioną na zastępstwo za mnie włącznie. Nie jest ona dla mnie w obliczu wcześniejszych wydarzeń żadnym zaskoczeniem. Zostaję po raz kolejny przeproszona za „nieporozumienie”, ponieważ mój przełożony przyznał się do nieprzemyślanych deklaracji wobec mnie. Mimo, że zostaje ustalone, że o powrocie do pracy byłam zapewniana, okazuje się to nie mieć znaczenia. Marnym pocieszeniek jednak jest kolejna deklaracja, że mogę liczyć na pisemną rekomendację, aby poszukiwanie nowego miejsca zatrudnienia było dla mnie łatwiejsze. Początkowo zbywam tę informację, natomiast po zastanowieniu stwierdzam, że rzeczywiście może to być przydatne narzędzie na rynku pracy... CDN